Joan Laporta wygrał wybory w Barcelonie. Tak pokonał Victora Fonta
W niedzielę 15 marca, najpierw piłkarze Barcelony rozprawili się z Sevillą (5:2), a wieczorem wybory prezydenckie w klubie wygrał Joan Laporta, który będzie rządził do 2031 roku. Z porażką musiał się pogodzić Victor Font.
Socio FC Barcelona, Michał Zawada, w rozmowie dla SportMarketing.pl zwraca uwagę na ogólny charakter kampanii wyborczej w klubie. Jego zdaniem rywalizacja pomiędzy kandydatami była bardziej emocjonalna niż merytoryczna, a kibice nie otrzymali jasnych informacji o rzeczywistej sytuacji finansowej klubu i konkretnych planach na przyszłość.
– Kampania wyborcza przypominała trochę polską politykę – dominowała gra na emocjach, a znacznie mniej mówiło się o konkretach. W przestrzeni publicznej pojawiło się niewiele informacji o rzeczywistej sytuacji finansowej klubu, o realnych planach na najbliższe miesiące czy lata. Tak naprawdę nikt dokładnie nie wie, na czym finansowo stoi dziś Barcelona i czy klub jest w stanie planować większe transfery – mówi Michał Zawada.
Nic na temat wzmocnień
Zawada przypomina również, że w historii wyborów prezydenckich w Barcelonie dużą rolę odgrywały spektakularne obietnice transferowe, które działały na wyobraźnię socios i często pomagały kandydatom zdobyć poparcie.
– W przeszłości kampanie wyborcze często sprowadzały się do głośnych obietnic transferowych. Kandydaci przekonywali socios, że sprowadzą wielkie gwiazdy. Dobrym przykładem jest obietnica sprowadzenia David Beckham – gdy się nie udało, Laporta, korzystając z kontaktów Sandro Rosella, wpadł na inny pomysł: transfer Ronaldinho, który już prowadził rozmowy z Manchesterem United, a jednak trafił na Camp Nou. Takie transfery działały na wyobraźnię socios i pozwalały wygrywać wybory – przypomina socio Barcy.
Samozwańczy zbawca
Nasz rozmówca odnosi się także do jednej z najbardziej pamiętnych obietnic Joana Laporty – zapowiedzi zatrzymania Leo Messiego w klubie. W jego opinii historia odejścia Argentyńczyka jest symbolem rozdźwięku między kampanijnymi deklaracjami a późniejszą rzeczywistością.
– Podobny mechanizm zadziałał w poprzedniej kampanii. Joan Laporta zapewniał kibiców, że zrobi wszystko, by zatrzymać w klubie Leo Messiego. Ostatecznie jednak Messi odszedł, co stało się jednym z najdobitniejszych przykładów niedotrzymanych obietnic. Z drugiej strony Laporta czuje się bardzo pewnie. Wygrywał już trudne wybory w przeszłości i buduje swoją narrację wokół tezy, że uratował klub po katastrofalnym okresie rządów Josepa Marii Bartomeu. Faktem jest, że przejął Barcelonę w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Jednak rzadziej mówi się o tym, co wydarzyło się później – zwłaszcza o konfliktach z ludźmi, którzy pomagali mu budować projekt.
Przykładem jest choćby Mateu Alemany, który odegrał kluczową rolę w stabilizowaniu finansów klubu i przeprowadzaniu ważnych transferów. Pod rządami Laporty Barcelona zdobyła mistrzostwo Hiszpanii z zespołem prowadzonym przez Xaviego Hernandeza. Problem polega jednak na tym, że Laporta często popada w konflikty z silnymi osobowościami, które początkowo współtworzą jego projekty – zwraca uwagę Michał Zawada.
Różne osobowości
Zawada analizuje także różnice w stylu prowadzenia kampanii przez obu głównych kandydatów. W jego ocenie Laporta opiera się na emocjach i charyzmie, podczas gdy Víctor Font stawia raczej na technokratyczny, bardziej analityczny przekaz.
– Dlatego część socios zastanawia się dziś, na jakich ludziach Laporta chce oprzeć kolejny projekt sportowy. W kampanii dominowało rozliczanie przeszłości i budowanie wizerunku Laporty jako „zbawcy” klubu, podczas gdy jego główny rywal – Víctor Font – stawiał raczej na bardziej stonowany przekaz. Problem w tym, że Fontowi brakuje charyzmy. Laporta jest postacią barwną, medialną i bardzo ekspresyjną. Hiszpańska opinia publiczna preferuje takich liderów – głośnych, pewnych siebie, a czasem nawet kontrowersyjnych. Laporta otwarcie podkreśla własne zasługi i nie ma problemu z przypisywaniem sobie sukcesów klubu. W tym sensie jego styl przypomina populizm Donalda Trumpa: dużo emocji, mocne hasła i wyraźne budowanie własnego wizerunku. Na ciekawą rzecz zwrócił uwagę Xavi – Laporta po przejęciu władzy de facto zaczął realizować… program Fonta. Jednak ta kwestia nie rezonuje mocno w hiszpańskich mediach.
Font natomiast prezentuje podejście bardziej technokratyczne – mówi o planach, liczbach i realiach finansowych klubu. Tyle że dotarcie z takim przekazem do kibiców jest znacznie trudniejsze. Jednym z najważniejszych tematów, o których w kampanii mówi się zaskakująco mało, jest kwestia wzmocnienia ataku. Barcelona w tej chwili potrzebuje klasowej „dziewiątki”. Robert Lewandowski jest coraz starszy i nie gwarantuje tego, że będzie zdobywał bramki z taką regularnością jak w poprzednich latach. Ferran Torres również nie utrzymuje stabilnej formy. Tymczasem jeśli klub marzy o powrocie na szczyt Europy i wygraniu Ligi Mistrzów – czego kibice wypatrują od 2015 roku – potrzebuje napastnika najwyższej klasy – akcentuje Michał Zawada.
Mniejsze zło wobec niewiadomej?
Zdaniem Zawady tym razem kandydaci byli bardziej powściągliwi w składaniu obietnic transferowych. Wpływ na to ma trudna sytuacja finansowa klubu, która ogranicza możliwości spektakularnych wzmocnień.
– Paradoksalnie jednak żaden z kandydatów nie obiecywał spektakularnych transferów, bo wszyscy zdają sobie sprawę, że finansowo może to być nierealne. W tej sytuacji głównym atutem Laporty pozostaje doświadczenie. Socios wiedzą, czego się po nim spodziewać – wygrywał już wybory i w przeszłości potrafił otaczać się właściwymi ludźmi. To za jego rządów trenerami Barcelony byli m.in. Frank Rijkaard i Pep Guardiola, a klub przeżywał jeden z najlepszych okresów w historii. Dlatego wielu socios myśli dziś w podobny sposób: być może chcieliby innego prezydenta, ale alternatywa jest dużą niewiadomą. W efekcie mogą ponownie zagłosować na Laportę – nie dlatego, że jest idealnym kandydatem, lecz dlatego, że jest kandydatem najbardziej przewidywalnym – mówi polski socio.
Show Laporty
Wieloletni kibic Barcelony przypomina również, że Laporta potrafi przyciągać uwagę spektakularnymi gestami i medialnymi akcjami, które budują jego wizerunek w kampanii.
– Na początku kampanii przed poprzednimi wyborami Laporta zrobił show, ponieważ umieścił w pobliżu Santiago Bernabeu baner ze swoim wizerunkiem i hasłem: „Nie mogę się już doczekać tego, aż znowu się zobaczymy”. W tej kampanii Laporta był spokojniejszy, choć, owszem, krytykował np. decyzje sędziowskie na korzyść Realu i te krzywdzące jego klub. W ostatnich tygodniach Barcelona była jednak silna… słabością Realu, a zauważmy, że także ostatnie klasyki często nie rzucały nikogo na kolana. Nie były tak elektryzujące jak dawniej – podkreśla Michał Zawada.
Bolesne rozstanie
W dalszej części rozmowy Michał Zawada odnosi się do kulis odejścia Leo Messiego z Barcelony i narracji, która towarzyszyła tej decyzji.
– Xavi zdradził, że jednym z argumentów używanych przez Laportę przy rozstaniu z Leo Messim była kwestia struktury płac. W otoczeniu klubu pojawiała się narracja, że utrzymanie wysokiej pensji Messiego zaburzyłoby tzw. drabinkę płacową w Barcelonie. Jednocześnie w tym samym okresie klub zdecydował się wydać około 55 milionów euro na transfer Ferrana Torresa. Tworzyło to pewien dysonans: z jednej strony tłumaczono odejście największej legendy klubu względami finansowymi, z drugiej – klub nie szczędził środków na rynku transferowym. Dobrze pokazuje to sposób działania Laporty, którego postrzegam bardziej jako polityka niż klasycznego działacza sportowego. Laporta prowadzi klub w sposób bardzo polityczny: składa obietnice, buduje narracje i reaguje tak, aby utrzymać poparcie środowiska socios – uważa Michał Zawada.
Wątpliwe kompetencje
Socio Barcy ocenia również pracę dyrektora sportowego Deco, wskazując na wątpliwości dotyczące jego doświadczenia oraz sposób prowadzenia polityki transferowej klubu.
– Obecna rola Deco w Barcelonie budzi pewne wątpliwości. W przeszłości klub miał dyrektorów sportowych o bardzo silnej pozycji i dużych kompetencjach, natomiast w przypadku Deco pojawiają się pytania o jego doświadczenie w zarządzaniu tak znaczącym projektem sportowym. Dodatkowo jego relacje z Laportą są bardzo bliskie jeszcze z czasów gry w klubie, co sprawia wrażenie pewnego układu personalnego. Obaj lubią beztroskie życie, zamiłowanie do hucznego imprezowania z pewnością ich łączy. Zauważmy również, że przez Barcelonę przewinęło się w ostatnich latach wielu zawodników z Brazylii, często bez większego wpływu na pierwszy zespół. Do wyboru tego kierunku przyczynił się także Deco. W tym kontekście pojawiają się też przykłady głośniejszych transferów, takich jak Vitor Roque, który miał być wielką inwestycją w przyszłość, odpowiedzią na Endricka w Realu Madryt, a nie spełnił oczekiwań – przypomina Michał Zawada.
Szkółka jako wybawienie
Jednocześnie rozmówca SportMarketing.pl podkreśla ogromne znaczenie akademii La Masia, która w ostatnich latach w dużej mierze ratuje sportowy projekt Barcelony.
– Jednocześnie paradoksalnie pozycję Deco w klubie w dużej mierze stabilizuje akademia La Masia. To właśnie wychowankowie – tacy jak Lamine Yamal, Pau Cubarsi, Marc Casado czy Marc Bernal – w ostatnich latach wypełniają luki w kadrze pierwszego zespołu i pozwalają Barcelonie funkcjonować mimo ograniczeń finansowych. Zarazem Deco był bliski sprzedaży Fermina Lopeza do Chelsea, a transfer miał zostać zablokowany dopiero przez trenera Hansiego Flicka. Tymczasem pomocnik stał się ważnym elementem zespołu – zwłaszcza dzięki energii, pressingowi i udziałowi przy golach – ocenia socio z Polski.
Enigmatyczne posunięcie na rynku transferowym
Michał Zawada odnosi się również do decyzji transferowych i wpływu agentów na kształt kadry Barcelony, przywołując przykład jednego z graczy.
– Kiedy Joao Cancelo wracał do Barcelony, odniosłem wrażenie, że nie ma argumentów sportowych, by grać w podstawowym składzie. Tymczasem w ostatnich meczach potrafił stanąć na wysokości zadania. W pierwszym spotkaniu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Newcastle to Portugalczyk wykonał świetną akcję, która poprzedziła wywalczenie rzutu karnego przez Daniego Olmo. Jorge Mendes, który jest menedżerem Cancelo, w Valencii czy Wolverhampton już „wpychał” swoich piłkarzy. Być może tym razem taka sytuacja miała miejsce także w Barcelonie. Niemniej w ostatnim czasie ten zagadkowy ruch zdecydowanie się broni, ponieważ Balde jest w słabszej formie. A Cancelo może też być alternatywą dla Julesa Kounde, który rozgrywa gorszy sezon niż ten poprzedni – utrzymuje nasz rozmówca.
W meczu z Sevillą Cancelo rozegrał swój najlepszy mecz po powrocie do Barcelony. Najpierw wypracował dwa rzuty karne, a później w efektowny sposób dołożył jeszcze gola.
Wywindowane ceny
Socio Barcelony zwraca także uwagę na problem rosnących cen biletów i wpływ modernizacji stadionu na atmosferę oraz dochody klubu.
– W ostatnich latach dzień meczowy był tragedią w Barcelonie. Konieczność grania na Montjuic i później 1/3 Camp Nou, które jest wciąż placem budowy, nie generuje satysfakcjonujących dochodów. A ceny biletów są horrendalne. Do tego stopnia, że o wiele bardziej opłaca się oglądać Barcelonę w meczach wyjazdowych Ligi Mistrzów. W tej chwili najtańsze bilety na domowe mecze wynoszą 160 euro. A jeśli kibice chcą obejrzeć spotkanie z poważnym rywalem, mając dobrą widoczność, muszą wydać jakieś 300 euro. To zdumiewające, biorąc pod uwagę, że ja, jako socio, nie tak dawno temu mogłem kupić bilet na mecz Barcelony za 40-70 euro.
Jednak to idzie w złą stronę, skoro w Pucharze Gampera w sierpniu 2025 roku, gdy Barca podejmowała Como na kameralnym Estadi Johan Cruyff, najtańsze bilety kosztowały 190 euro, a żeby mieć komfort w oglądaniu tej rywalizacji, trzeba było wydać około 250 euro. To miał być pierwszy mecz na Camp Nou po długiej przerwie, nic z tego nie wyszło, rywal też nie był renomowany. Na przestrzeni lat Katalończycy mierzyli się w Pucharze Gampera z Arsenalem, Juventusem czy Boca Juniors, drużynami, przy których tamto Como, mimo obecnie znakomitej pracy Cesca Fabregasa, wypadło blado – konstatuje Michał Zawada.
Co z Messim?
Na koniec Zawada mówi o wizerunkowej sile Joana Laporty i o tym, jak wielkim symbolem dla kibiców pozostaje Leo Messi.
– Laporta, tak jak wielu polityków, wydaje się teflonowy. Kibice są w stanie wybaczyć mu w zasadzie wszystko. A gdyby udało mu się zorganizować pożegnalny mecz Leo Messiego na nowym Camp Nou, na otwarcie całego stadionu, to byłoby ukoronowaniem jego prezydentury. Wielu kibiców Barcelony ogląda mecze Interu Miami, by podziwiać Argentyńczyka, fani Barcelony oddają mu hołd w 10.minucie domowych spotkań, ale po tym, jak Laporta potraktował Messiego, niesmak z pewnością pozostał. Tak czy inaczej Argentyńczyk jest takim człowiekiem, który z myślą o podtrzymaniu relacji z kibicami Barcy mógłby zgodzić się na rozegranie pożegnalnego meczu na Camp Nou już wkrótce. Laporta na pewno zyskałby na tym wizerunkowo – podsumowuje socio Barcy.
Bartłomiej Najtkowski
Więcej Ze świata
Nike podnosi ceny koszulek piłkarskich. Inni też pójdą w tę stronę?
Amerykański gigant odzieży sportowej Nike planuje podwyżkę cen koszulek piłkarskich, która obejmie nowe kolekcje wprowadzane od sezonu 2025/26 oraz stroje przygotowywane m.in. na mundial. Informacje o zmianach ujawnił branżowy portal Footy Headlines. Decyzja producenta może wpłynąć na ceny koszulek wielu klubów i reprezentacji, w tym takich zespołów jak FC Barcelona…