02.03.2026 07:48

Wzrost bez przełomu. Co naprawdę pokazuje nowy raport DFB o Frauen-Bundeslidze?

Nowy raport DFB dotyczący Frauen-Bundesligi za sezon 2024–25 miał być kolejnym krokiem w dokumentowaniu rozwoju kobiecej piłki nożnej w Niemczech. Zamiast tego pozostawia mieszane uczucia. Choć liczby pokazują realny postęp, sposób ich prezentacji i brak ambicji systemowej sprawiają, że trudno mówić o przełomie.

Wzrost bez przełomu. Co naprawdę pokazuje nowy raport DFB o Frauen-Bundeslidze?
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Publikacja jest zaskakująco krótka – niemal o połowę krótsza niż poprzednie edycje – i momentami chaotyczna. Poza eksponowaniem rekordów raport rzadko oferuje pogłębione analizy. Szczególnie problematyczna okazuje się część finansowa, w której kategorie przychodów są zdefiniowane bardzo ogólnie i niemal nieobjaśnione. To sprawia, że porównania z danymi DFL czy analizami Deloitte nie imponują. Dopiero po kilkunastu stronach raport zaczyna dostarczać bardziej użytecznego obrazu – zwłaszcza w obszarze ekonomii.

Co naprawdę się wyróżnia?

1. Realny wzrost przychodów meczowych
Dwanaście klubów Frauen-Bundesligi wygenerowało w sezonie 2024–25 około 6,8 mln euro przychodów meczowych. To wyraźny skok wobec 4,4 mln euro rok wcześniej i 3,6 mln euro w sezonie 2022–23. Dla porównania, przed pandemią – w sezonie 2018–19 – było to zaledwie 0,7 mln euro. Oznacza to niemal dziesięciokrotny wzrost w ciągu kilku lat.

2. Pozytywny sygnał
Raport uwzględnia także wpływy z Ligi Mistrzyń, ale nawet po ich odliczeniu trend pozostaje wyraźnie rosnący. Co istotne, wzrost przychodów meczowych następuje mimo stabilnej frekwencji i niezmienionej liczby spotkań ligowych. To dobry sygnał – a biorąc pod uwagę ponowne ożywienie frekwencji w bieżącym sezonie, kolejne dane mogą wyglądać jeszcze lepiej.

3. Najszybciej rosnące źródło przychodów
Po wyłączeniu nieprzejrzystej kategorii „inne”, przychody meczowe rosły najszybciej – o około 53 procent. Dla porównania, przychody komercyjne wzrosły o około 8 procent, a medialne o 18 procent. To dynamiczny wzrost, choć niekoniecznie wyłącznie dobra wiadomość, jeśli oznacza rosnącą zależność od jednego, wciąż niestabilnego źródła.

4. Wciąż nie fundament
Mimo wzrostu, przychody meczowe stanowią jedynie około 16 procent całkowitych wpływów ligi. Kluczowe pozostają prawa medialne i sponsoring. Dla porównania: w męskiej Bundeslidze udział ten wynosi około 12 procent, a w 2. Bundeslidze aż 23 procent.

5. Nierówny rozwój
Największym problemem pozostaje brak znacznego wzrostu frekwencji. W sezonie 2024–25 popyt na mecze na stadionach się wypłaszczył, a w niektórych przypadkach nawet spadł. Na przestrzeni trzech ostatnich sezonów tylko Bayer Leverkusen zwiększył średnią frekwencję dwukrotnie – z 827 do 1 010, a następnie do 1 058 widzów. Z kolei VfL Wolfsburg i TSG Hoffenheim notowały spadki frekwencji w dwóch kolejnych sezonach. Trend wzrostowy istnieje, ale nie jest ani automatyczny, ani wspólny dla całej ligi.

6. Skala rynku – największe wyzwanie
Najpoważniejszym problemem pozostaje jednak skala. Około 7 mln euro przychodów meczowych to postęp, ale wciąż mniej niż to, co Arsenal generuje w jednym sezonie. Co więcej, osiem z dwudziestu meczów kobiecej piłki z najwyższą frekwencją w minionym sezonie odbyło się właśnie w Londynie. Jeśli czołowe niemieckie kluby pozostaną ostrożne w swojej strategii stadionowej, międzynarodowa przepaść będzie się tylko pogłębiać.

Wzrost to wybór

Tak, są pozytywne sygnały. Tak, dane pokazują rozwój. Ale to wciąż za mało, by realnie walczyć o europejską dominację. Kluczowe pytanie brzmi: kto w Niemczech jest naprawdę gotów inwestować w rozwój kobiecej piłki nożnej – nie deklaratywnie, lecz systemowo?

Udostępnij
Redakcja Sport Marketing

Redakcja Sport Marketing