Czołowa liga wydała miliony na… grę. Celuje w zwrot z wielką nawiązką
Lega Serie A za 18 milionów euro oficjalnie nabyła 51% akcji gry Fantacalcio – włoskiego odpowiednika Fantasy Ekstraklasa. Czołowa liga Europy zdecydowała się na śmiałą inwestycję wykorzystując fakt, że tamtejsi kibice są zakochani w wirtualnej rozgrywce opartej o prawdziwe występy piłkarzy. W szerszej perspektywie może przynieść to ogromne zyski.
Gigantyczna popularność Fantacalcio
Jak szacują włoskie media, w Fantacalcio gra nawet 6 milionów osób, co odpowiada 10% populacji całego kraju. Choć podobne gry są właściwie w każdej lidze, to jednak właśnie w Italii rozgrywka osiągnęła absolutne szaleństwo i sprawia, że niektórych bardziej interesują zdobywane w niej punkty niż wyniki prawdziwych meczów.
Do tej pory grą zarządzała włoska firma technologiczna Quadronica. W ostatnich dniach zaczęły pojawić się coraz intensywniejsze pogłoski, że liga jest zdecydowana na odkupienie produktu powstałego w 2008 roku i regularnie rozwijanego. W poniedziałek wszystko zmaterializowało się podczas spotkania przedstawicieli klubów w Mediolanie – Lega Serie A kupiła 51% praw do gry piętnastoma głosami za, trzema przeciw (Napoli, Como i Fiorentina uznały wydatek rzędu 18 milionów euro za zbyt wielki) oraz dwoma wstrzymującymi się (Roma i Cremonese).
Teraz liga będzie miała do powiedzenia decydujące słowo w kwestii Fantacalcio, a jednocześnie będzie mogła zarabiać pieniądze na grze, w której Włosi są zakochani do szaleństwa. Dość powiedzieć, że najważniejsi dziennikarze sportowi w kraju – jak Gianluca Di Marzio – pomiędzy newsami transferowymi czy meczowymi publikują specjalne teksty do wiadomości „FantaTrenerów”. Możemy w nich znaleźć porady kogo warto nabyć na daną kolejkę, kto sprawdza się w punktowaniu, kogo należy odstawić, a czyj występ stoi pod znakiem zapytania ze względu na sytuację zdrowotną i wrzucenie go do składu wiąże się z ryzykiem.
Konkretne pieniądze
Jak czytamy na branżowym piłkarsko-finansowym portalu „Calcio e Finanza”, w 2015 roku obroty Fantacalcio wynosiły 1,2 miliona euro, natomiast dziesięć lat później – w ubiegłym roku – były na poziomie już 9 milionów euro. Trudno zatem nie zauważyć, że ligowi finansiści po prostu wszystko dobrze przeliczyli i wyszło im czarno na białym, że zainwestowanie większej sumy pieniędzy teraz sprawi, że już za kilka lat biznes może stać się jeszcze bardziej dochodowy i generować konkretne przychody.
„Calcio e Finanza” informuje także o biznesplanie Lega Serie A opierającym się na dwóch filarach. Po pierwsze, miliony zarejestrowanych użytkowników będą korzystać z zaawansowanych usług platformy do gry, a subskrypcja „Premium” ma kosztować każdego gracza około 12 euro rocznie. Pieniądze te, odpowiednio pomnożone przez liczbę osób korzystających z tej opcji, w każdym sezonie mogą przynieść miliony ligowemu budżetowi.
Dodatkowo partnerzy, który będą reklamowali się w Fantacalcio za pomocą różnych sposobów – wykupieniem reklam na wirtualnych koszulkach czy miejsc na bandach okalających boisko piłkarskie i polecających grę – mają wnieść około 4 miliony euro netto rocznie. Liga w tym zakresie ma współpracować z globalnymi graczami – siecią restauracji McDonald’s czy siecią stacji paliw Eni.
Dodatkowe narzędzie do planowania strategii
Ciekawy aspekt inwestycji Lega Serie A podaje także „Il Sole 24 Ore”. Według informacji dziennikarzy tej gazety, głębszym uzasadnieniem zakupu kontrolnego pakietu akcji jest także dostęp do… pełnego monitoringu zachowania kibiców w sieci. Fantacalcio rejestruje nawyki swoich użytkowników – to, jakich piłkarzy najchętniej obserwują, jakich wyborów dokonują i co preferują w obszarze zarządzania grą. Jak podkreślają media, pełen raport dotyczący tych kwestii dostarcza cennych informacji, które potem mogą wpłynąć na kształt strategii reklamowych, dystrybuowania treści, kampanii marketingowych czy nawiązywania relacji z poszczególnymi sponsorami lub partnerami.
We Włoszech powszechne jest stwierdzenie, że w Fantacalcio gra więcej osób niż w prawdziwą piłkę nożną. I choć może ono wydawać się przesadzone, fakty są takie, że wirtualne przypisywanie punktów poszczególnym piłkarzom rozpala wśród kibiców niesamowite emocje. Przekonują się o tym także zawodnicy, których sympatycy często proszą nie tylko o koszulkę czy autograf, ale i o… dobre punktowanie w grze. A kiedy piłkarzom nie idzie, spotykają się z hejtem, a nawet pogróżkami ze strony zapalonych entuzjastów wirtualnej rozgrywki.
Jeden z dziennikarzy „La Gazzetta dello Sport”, Samuele Mandaro, kilkanaście dni temu opublikował na YouTube film, który momentalnie zebrał kilkadziesiąt tysięcy wyświetleń. Widzowie i czytelnicy zainteresowani Serie A śledzą nie tylko doniesienia dotyczące „prawdziwej” piłki, ale też żywo są zainteresowani wszelkimi poradami mogącymi polepszyć ich wynik w rywalizacji z innymi „FantaTrenerami”.
Firma, która dotychczas zajmowała się Fantacalcio, oddaje do dyspozycji Lega Serie A także sprawnie działający sklep internetowy. Wirtualni szkoleniowcy mogą kupować w nim statuetki, by wręczać je sobie na zakończenie rozgrywek w ligach prywatnych, poduszki czy koszulki. To wszystko pozwala osiągać jeszcze większe przychody, a jednocześnie kibice mają kolejne pole do podkreślania związków ze swoją ulubioną grą.
Obraz rozgrywek w szerszym kontekście, już po zakupieniu do nich praw przez ligę, z pewnością w kolejnych miesiącach przejdzie pewne roszady i podda się ewolucji związanej ze zmianą właścicielską. Nie ma jednak wątpliwości, że władze włoskiego futbolu klubowego zainwestowały w kurę, która od długiego czasu znosi złote jajka.
Marcin Długosz
Więcej Ze świata
Craig Tiley opuszcza Melbourne. Architekt sukcesu Australian Open przenosi się do Nowego Jorku
Po dwóch dekadach kierowania Australian Open Craig Tiley rozpoczyna nowy rozdział kariery. Jeden z najbardziej wpływowych działaczy w światowym tenisie w przyszłym tygodniu zostanie ogłoszony nowym CEO Amerykańskiego Związku Tenisa (USTA). Decyzja o opuszczeniu Melbourne kończy pewną epokę i zapowiada istotne zmiany po drugiej stronie Pacyfiku.