18.02.2026 08:57

Czołowa liga wydała miliony na… grę. Celuje w zwrot z wielką nawiązką

Lega Serie A za 18 milionów euro oficjalnie nabyła 51% akcji gry Fantacalcio – włoskiego odpowiednika Fantasy Ekstraklasa. Czołowa liga Europy zdecydowała się na śmiałą inwestycję wykorzystując fakt, że tamtejsi kibice są zakochani w wirtualnej rozgrywce opartej o prawdziwe występy piłkarzy. W szerszej perspektywie może przynieść to ogromne zyski.

Udostępnij
Fantacalcio, Serie A
LinkedIn Follow Button – Article Embed


Gigantyczna popularność Fantacalcio

Jak szacują włoskie media, w Fantacalcio gra nawet 6 milionów osób, co odpowiada 10% populacji całego kraju. Choć podobne gry są właściwie w każdej lidze, to jednak właśnie w Italii rozgrywka osiągnęła absolutne szaleństwo i sprawia, że niektórych bardziej interesują zdobywane w niej punkty niż wyniki prawdziwych meczów.

Do tej pory grą zarządzała włoska firma technologiczna Quadronica. W ostatnich dniach zaczęły pojawić się coraz intensywniejsze pogłoski, że liga jest zdecydowana na odkupienie produktu powstałego w 2008 roku i regularnie rozwijanego. W poniedziałek wszystko zmaterializowało się podczas spotkania przedstawicieli klubów w Mediolanie – Lega Serie A kupiła 51% praw do gry piętnastoma głosami za, trzema przeciw (Napoli, Como i Fiorentina uznały wydatek rzędu 18 milionów euro za zbyt wielki) oraz dwoma wstrzymującymi się (Roma i Cremonese).

Teraz liga będzie miała do powiedzenia decydujące słowo w kwestii Fantacalcio, a jednocześnie będzie mogła zarabiać pieniądze na grze, w której Włosi są zakochani do szaleństwa. Dość powiedzieć, że najważniejsi dziennikarze sportowi w kraju – jak Gianluca Di Marzio – pomiędzy newsami transferowymi czy meczowymi publikują specjalne teksty do wiadomości „FantaTrenerów”. Możemy w nich znaleźć porady kogo warto nabyć na daną kolejkę, kto sprawdza się w punktowaniu, kogo należy odstawić, a czyj występ stoi pod znakiem zapytania ze względu na sytuację zdrowotną i wrzucenie go do składu wiąże się z ryzykiem.

Konkretne pieniądze

Jak czytamy na branżowym piłkarsko-finansowym portalu „Calcio e Finanza”, w 2015 roku obroty Fantacalcio wynosiły 1,2 miliona euro, natomiast dziesięć lat później – w ubiegłym roku – były na poziomie już 9 milionów euro. Trudno zatem nie zauważyć, że ligowi finansiści po prostu wszystko dobrze przeliczyli i wyszło im czarno na białym, że zainwestowanie większej sumy pieniędzy teraz sprawi, że już za kilka lat biznes może stać się jeszcze bardziej dochodowy i generować konkretne przychody.

„Calcio e Finanza” informuje także o biznesplanie Lega Serie A opierającym się na dwóch filarach. Po pierwsze, miliony zarejestrowanych użytkowników będą korzystać z zaawansowanych usług platformy do gry, a subskrypcja „Premium” ma kosztować każdego gracza około 12 euro rocznie. Pieniądze te, odpowiednio pomnożone przez liczbę osób korzystających z tej opcji, w każdym sezonie mogą przynieść miliony ligowemu budżetowi.

Dodatkowo partnerzy, który będą reklamowali się w Fantacalcio za pomocą różnych sposobów – wykupieniem reklam na wirtualnych koszulkach czy miejsc na bandach okalających boisko piłkarskie i polecających grę – mają wnieść około 4 miliony euro netto rocznie. Liga w tym zakresie ma współpracować z globalnymi graczami – siecią restauracji McDonald’s czy siecią stacji paliw Eni.

Dodatkowe narzędzie do planowania strategii

Ciekawy aspekt inwestycji Lega Serie A podaje także „Il Sole 24 Ore”. Według informacji dziennikarzy tej gazety, głębszym uzasadnieniem zakupu kontrolnego pakietu akcji jest także dostęp do… pełnego monitoringu zachowania kibiców w sieci. Fantacalcio rejestruje nawyki swoich użytkowników – to, jakich piłkarzy najchętniej obserwują, jakich wyborów dokonują i co preferują w obszarze zarządzania grą. Jak podkreślają media, pełen raport dotyczący tych kwestii dostarcza cennych informacji, które potem mogą wpłynąć na kształt strategii reklamowych, dystrybuowania treści, kampanii marketingowych czy nawiązywania relacji z poszczególnymi sponsorami lub partnerami.

We Włoszech powszechne jest stwierdzenie, że w Fantacalcio gra więcej osób niż w prawdziwą piłkę nożną. I choć może ono wydawać się przesadzone, fakty są takie, że wirtualne przypisywanie punktów poszczególnym piłkarzom rozpala wśród kibiców niesamowite emocje. Przekonują się o tym także zawodnicy, których sympatycy często proszą nie tylko o koszulkę czy autograf, ale i o… dobre punktowanie w grze. A kiedy piłkarzom nie idzie, spotykają się z hejtem, a nawet pogróżkami ze strony zapalonych entuzjastów wirtualnej rozgrywki.

Jeden z dziennikarzy „La Gazzetta dello Sport”, Samuele Mandaro, kilkanaście dni temu opublikował na YouTube film, który momentalnie zebrał kilkadziesiąt tysięcy wyświetleń. Widzowie i czytelnicy zainteresowani Serie A śledzą nie tylko doniesienia dotyczące „prawdziwej” piłki, ale też żywo są zainteresowani wszelkimi poradami mogącymi polepszyć ich wynik w rywalizacji z innymi „FantaTrenerami”.

Firma, która dotychczas zajmowała się Fantacalcio, oddaje do dyspozycji Lega Serie A także sprawnie działający sklep internetowy. Wirtualni szkoleniowcy mogą kupować w nim statuetki, by wręczać je sobie na zakończenie rozgrywek w ligach prywatnych, poduszki czy koszulki. To wszystko pozwala osiągać jeszcze większe przychody, a jednocześnie kibice mają kolejne pole do podkreślania związków ze swoją ulubioną grą.

Obraz rozgrywek w szerszym kontekście, już po zakupieniu do nich praw przez ligę, z pewnością w kolejnych miesiącach przejdzie pewne roszady i podda się ewolucji związanej ze zmianą właścicielską. Nie ma jednak wątpliwości, że władze włoskiego futbolu klubowego zainwestowały w kurę, która od długiego czasu znosi złote jajka.

Udostępnij
Marcin Długosz

Marcin Długosz