17.02.2026 07:48

Czas na zmiany w koszykarskim Pucharze Polski? Jasna deklaracja prezesa [WYWIAD]

Już 19 lutego w Sosnowcu rozpocznie się turniej o Pekao S.A. Puchar Polski w Koszykówce. W specjalnej rozmowie dla SportMarketing.pl Łukasz Koszarek odniósł się m.in. do formuły zmagań. Prezes PLK przyznał, że w najbliższym czasie o trofeum nie powalczą kluby z pierwszej ligi. Opowiedział też o możliwych zmianach i marketingowych działaniach wokół tego prestiżowego dla świata basketu wydarzenia.

Udostępnij
Łukasz Koszarek wręcza nagrodę dla zwycięzcy ubiegłorocznej edycji koszykarskiego Pucharu Polski
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Jakub Kłyszejko, redaktor naczelny portalu SportMarketing.pl: – Łukasz, inicjatywy łączące PLK z NBA to dopiero początek takich działań ligi?

Łukasz Koszarek, prezes Polskiej Ligi Koszykówki, legenda koszykarskiej reprezentacji Polski: – Absolutnie tak. Mamy naprawdę bardzo dużo atrakcyjnych i angażujących publiczność pomysłów na Pekao S.A Puchar Polski, a w przyszłości, kto wie, może zrobimy także oddzielny event? Formuła Meczu Gwiazd jest już nieco mniej popularna, ale wydaje się, że np. mecz Polska–Reszta Świata mógłby zainteresować kibiców.

Jaka to jest realna stawka?

– Chcielibyśmy mocno włączyć kibiców do całej inicjatywy. Większość zawodników byłaby wybierana przez fanów basketu. Tu niestety kalendarz nam nie pomaga – jest wypełniony do granic możliwości. Naszym pomysłem jest, aby doprowadzić do tego, żeby oprócz Pucharu Polski, spotykać się na jeszcze jednym wielkim wydarzeniu gromadzącym całe koszykarskie środowisko, fanów basketu. Teraz koszykarska Polska zjeżdża się do Sosnowca na bardzo ważny turniej, którego stawką jest cenne trofeum, ale chcielibyśmy mieć w kalendarzu jeszcze jeden taki weekend. Tam byłoby miejsce na konkursy wsadów, rzutów za trzy oraz inne konkurencje.

Nie byłoby łatwiej dla kalendarza, aby mecz Polska–Reszta Świata został rozegrany w trakcie Pucharu Polski?

– Niestety, obawiam się, że trenerzy się na to nie zgodzą. Już teraz często spotykamy się z sytuacją, gdy nie zawsze Kluby zgadzają się na udział swoich gwiazd w konkursach rzutów za trzy punkty oraz konkursie wsadów, które kibice mają szanse oglądać podczas turnieju Pekao S.A Pucharu Polski.

Trenerzy niechętnie patrzą nawet na „trójki”?

– W tym wypadku jest to mniejsza skala, ale jednak takie zjawisko istnieje. Jest to nieco mniej fizycznie absorbujący konkurs, jednak mentalnie to i tak spore wyzwanie dla gracza. Trenerom zależy, aby ich zawodnicy byli w pełni skupieni na walce o trofeum, i ja to doskonale rozumiem, dlatego szukamy rozwiązań, które pozwolą to pogodzić.

Weekend Polska–Reszta Świata może być perspektywą kolejnego sezonu czy nieco bardziej odległą?

– To jeszcze dość odległa perspektywa, ale już rozmawiamy na ten temat i sprawdzamy różne warianty. Do tej pory bardzo późno otrzymywaliśmy kalendarze europejskich pucharów. Teraz jest zauważalny progres w tym zakresie i w okolicach marca-kwietnia powinniśmy znać wszelkie daty europejskich pucharów. Wówczas dużo łatwiej będzie nam planować. Trudność polega dodatkowo na tym, że nie wiemy, kto i w jakich zagra rozgrywkach. Szczególnie dotyczy to EuroCup, bo tam mamy aż 18 terminów. Doszliśmy również do konkluzji, że faza play-off powinna się zaczynać mniej więcej w momencie, gdy kończy się sezon siatkarskiej ligi. Wtedy oglądalność meczów Orlen Basket Ligi i możliwość lepszej ekspozycji będą jeszcze większe.

Mecz gwiazd-influencerów jest w ogóle możliwy? Jak patrzysz na ten kierunek działań?

– Myśleliśmy o tym i nie jest to przedsięwzięcie łatwe finansowo. Coś takiego robi Marcin Gortat i widzimy, że w ostatnich latach taki format meczów ma swoje ograniczenia. Niedawno odbył się tego typu koszykarsko-influencerski event w Gliwicach, ale i tam nie udało się wypełnić hali. Kibic ma już możliwość uczestniczenia w tego typu imprezach, a szczerze mówiąc, obecnie wolelibyśmy inwestować w sam sport. Moim zdaniem powinniśmy promować to, co mamy najlepszego, czyli emocje koszykarskie. Influencerzy są bardzo potrzebni, bo pomagają popularyzować koszykówkę. Mamy współpracę z kilkoma i cieszę się, gdy relacjonują wydarzenia dziejące się na parkiecie swoim fanom, dzięki czemu koszykówka dociera do nowej, młodej grupy odbiorców.

Coraz częściej w waszych formatach można zobaczyć osoby nie do końca związane z koszykówką. To jest jeden z najlepszych sposobów, aby trafiać do najmłodszego pokolenia?

– Zdecydowanie tak. Młodsze pokolenie czerpie informacje w TikToka czy YouTube’a i my również musimy tam być. Szukamy ludzi, którzy mają zasięgi i również kochają koszykówkę. Nawiązaliśmy współpracę z osobami, dla których basket jest ważny i ten kierunek jest niezbędny, żeby docierać do jak najszerszej grupy fanów.

Wsady i „trójki” w Sosnowcu będą, a czy myśleliście może o dołożeniu czegoś jeszcze, na przykład „skills challenge” czy jednak trenerzy nie pozwolą na więcej?

– Obawiam się, że napotkalibyśmy opór i ciężko byłoby zyskać „zielone światło” na tego typu działania. Trenerzy mocno skupiają się na samej rywalizacji o trofeum. Przy okazji obecnych konkursów rozmowy o ich składzie osobowym rozpoczynamy już około dwóch miesięcy przed imprezą. Duże słowa uznania należą się tym, którzy chcą pomóc w procesie rozwijania konkursów. Myśleliśmy o zmianie formatów, ale sukces poprzedniego konkursu wsadów pokazał, że warto to kontynuować. W tym roku pojawią się nazwiska, które powinny elektryzować kibiców. Mamy też przestrzeń telewizyjną na dwa konkursy i zostajemy z tym, co było.

Powiedziałeś o kibicach, przed nami druga edycja Turnieju Kibiców. Tegoroczne nagrody chyba zmotywują wiele osób do przyjazdu?

– Mam nadzieję, że tak. Trzy osoby wygrają wyjazd do Los Angeles na mecze NBA. Ciężko o lepszą nagrodę dla fana koszykówki. „Z Sosnowca do Los Angeles” – to nie tylko puste hasło, lecz rzeczywistość. Chcemy robić wielki event dla całego środowiska koszykarskiego. Mam nadzieję, że wszyscy wcześniej zapisali w swoich kalendarzach taką datę. Dzięki współpracy z Betclic będzie też konkurs rzutów z połowy boiska. Zwycięzca zgarnie aż 100 tysięcy złotych. Takich „łatwych” nagród nie było jeszcze na żadnym wydarzeniu w Polsce. To coś dodatkowego, co zaoferujemy kibicom. Muszę też wspomnieć o kolejnej edycji konferencji dla przedstawicieli klubów. Przygotowujemy ją w oparciu o europejskie know-how i chcemy pokazać, jak ludzie z innych zakątków Europy i świata tworzą koszykówkę. To otwarcie horyzontów dla osób pracujących w klubach Orlen Basket Ligi.

Współpraca z Betclic na razie obejmuje tylko ten turniej?

– Zaczynamy od tego eventu i liczymy na więcej. To dobry partner, z którym możemy wspólnie zaoferować dużo rzeczy, które będą atrakcyjne dla kibiców. Kluby są coraz bogatsze, coraz bardziej profesjonalnie zarządzane, nasza liga z sezonu na sezon wygląda lepiej. Cieszy mnie frekwencja na trybunach oraz wzrost oglądalności meczów na antenach Polsatu. Otworzyliśmy się na zasięgi YouTube, gdzie można oglądać nasze mecze. Idziemy w dobrą stronę i widać, że po sukcesie organizacyjno-sportowym na EuroBaskecie pewne rzeczy się zmieniają. Nasz produkt również staje się coraz bardziej atrakcyjny dla każdego.

Jesteś zadowolony z liczb na waszym kanale YouTube?

– Za wcześnie na wyciągnie takich wniosków, ale idziemy w dobrą stronę. To część naszej długoterminowej strategii. Chcemy budować zasięgi, a transmisje na YouTube są jednym z ważniejszych elementów naszych działań. Inwestujemy w studio przed i pomeczowe oraz inne projekty internetowe. Zależy nam, aby kibice mieli łatwy dostęp do śledzenia naszej ligi. Duże grono kibiców ogląda mecze na Polsacie, ale jestem pewien, że YT pomoże nam poszerzyć grono odbiorców. 

Jednak na YouTube jest łatwiej i wygodniej. Wyjmujesz telefon i masz wszystko pod nosem.

– Absolutnie tak. Te dwie formy się nie wykluczają, wręcz przeciwnie, wzajemnie napędzają. Znam wiele osób, które wolą oglądać na kanałach Polsatu, szczególnie, kiedy są w domu. Wtedy Polsat jest ich pierwszym wyborem. Chcemy, aby nasz partner telewizyjny również był zadowolony i widział progres jeśli chodzi o oglądalności. YouTube zwiększa możliwości marketingowe, jest angażujący i łatwo dostępny. Budujemy większą bazę kibiców i na końcu wszyscy na tym korzystają.

Puchar Polski będzie można oglądać na waszym YouTube czy tylko na kanałach Polsatu?

– Tylko na kanałach Polsatu, ale na naszym kanale YouTube zaoferujemy w każdym dniu Studio pucharowe, gdzie eksperci będą analizować wszystko to, co będzie się działo w Sosnowcu.

Jak się układa wasza współpraca z Pekao SA – sponsorem tytularnym Pucharu Polski?

– Ta współpraca stoi na bardzo wysokim poziomie. Dzięki temu sponsorowi oraz miastu Sosnowiec możemy robić bardzo profesjonalny turniej. EuroBasket udowodnił, że ludzie na meczach koszykówki chcą i potrafią się bawić na trybunach, potrzeba to tylko odpowiednio opakować. Na pucharze chcemy iść w podobnym kierunku, pragniemy, aby ten turniej na długo pozostał w pamięci kibiców.

Sosnowiec do 2028 roku będzie gospodarzem tej imprezy. Chcielibyście, aby to miasto było docelowym miejscem zmagań o Puchar Polski?

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z tej współpracy. Pan prezydent Arkadiusz Chęciński oraz jego ludzie sprawiają, że czujemy się tam, jak u siebie w domu, a sama hala jest idealnie skrojona pod nasze potrzeby. Mamy umowę na kolejne lata i jestem zdania, że jeśli coś funkcjonuje dobrze, to warto przyzwyczaić kibica, że na puchar przyjeżdża się do Sosnowca.

Przy każdej edycji pojawia się pytanie o zmianie formuły Pucharu Polski – uważasz, że jest możliwa w kolejnych sezonach?

– Sportowo pierwsza liga nadal nie ma szans konkurować z drużynami Orlen Basket Ligi. Poziom się systematycznie podnosi, ale na razie to są wciąż dwa zupełnie inne światy.

Aż tak?

– Różnica jest nadal duża, mimo, że pierwsza liga rozwija się bardzo szybko. Widzimy to i już zaczęliśmy rozmawiać o tym, żeby w przyszłości wprowadzić zapis mówiący o tym, że dwie najsłabsze drużyny OBL będą relegowane do pierwszej ligi, tak jak to jest w większości lig europejskich. To powinno się wydarzyć również dlatego, że pierwsza liga się profesjonalizuje i coraz więcej ośrodków jest gotowych na wyzwania ekstraklasowe. Uważam jednak, że wciąż w poziomie sportowym jest duża różnica i na dzisiaj te mecze nie miałyby sensu.

Nie doszłoby do kilku niespodzianek?

– To jest sport i niespodzianki zawsze są możliwe, ale na dziś nie świadczyłyby one o wyrównaniu poziomu sportowego. 

Nawet czołówka pierwszej ligi nie miałaby szans?

– Moim zdaniem, mimo wszystko, nie. W tym momencie różnica jest nie do przeskoczenia. Poza tym, nawet gdyby doszło do jednej niespodzianki, to z perspektywy kibica nie byłoby to niczym wielkim. Nie jesteśmy grą przypadku, jak to czasem bywa w piłce nożnej, gdzie możesz obrać taktykę, „zamurować bramkę” i liczyć na odrobinę szczęścia w grze z kontry. Myślimy jednak nad wypracowaniem odpowiedniej formuły. Np. we Francji ćwierćfinały są grane w halach drużyny wyżej sklasyfikowanej…

Może lepiej byłoby zacząć od 1/8 finału i dać szansę wszystkim?

– Już teraz każdy ma szansę, bo jest 15 spotkań, po których dowiadujemy się, kto zagra o Puchar. Dzięki temu tak ważna jest ta pierwsza runda sezonu zasadniczego. Wynik jednego spotkania może zadecydować, czy pojedziesz do Sosnowca. Przypadek Anwilu Włocławek jest bardzo brutalny – jeden z faworytów do mistrzostwa zagapił się kilka razy i ostatecznie kosztowało to klub bardzo dużo. Takie są zasady i są równe dla każdego. Kibice podkreślają, że terminarz nie do końca jest równy dla wszystkich i oczywiście zdajemy sobie z tego sprawę, natomiast musimy radzić sobie w określonych realiach – kluby nie są właścicielami, czy jedynymi użytkownikami hal, więc układanie terminarza jest trudne. Czasami dane miasto koszykówka omija przez miesiąc, bo obiekt jest zajęty.

Z końcem sezonu rozstajecie się z 4F. To była decyzja ligi czy partnera technicznego?

– Zrobiliśmy przetarg i rozmawialiśmy ze wszystkimi liczącymi się firmami. Firma Errea przygotowała najlepszą ofertę, której nikt nie był w stanie przebić nie tylko na poziomie finansowym. Errea ma doświadczenie w europejskiej koszykówce i ma wiedzę oraz możliwości, aby wspólnie z ligą  zrobić coś fajnego dla polskiej koszykówki. Za nami kilka lat z 4F – to był świetny czas, a przede wszystkim nowatorski projekt, za co bardzo dziękuję firmie. Wspólnie mogliśmy zrobić kolejny krok w rozwoju polskiego basketu.

Pod jakim względem oferta Włochów była aż tak dobra?

– Nie ukrywam, że finansowo jest to dla Ligi krok do przodu. To także chęć i gotowość do  robienia wielu interesujących, atrakcyjnych marketingowo rzeczy. Wiemy, że Errea chce inwestować w ten produkt i bardzo jej zależy, aby liga się rozwijała sportowo i marketingowo. Mamy wspólne cele i będziemy się wspierać w ich realizacji.

Czym jeszcze z perspektywy klubów te umowy będą się różnić?

– Myślę, że tu nie będzie wielkich różnic. Na pewno więcej osób z firmy Errea będzie zaangażowanych w umowę i nie tylko sprzętowo, ale również komunikacyjnie będziemy starali się podnosić poprzeczkę. Z 4F stworzyliśmy rewelacyjny, innowacyjny projekt. W żadnej innej lidze oprócz NBA nie było sytuacji, w której obecny jest jeden partner techniczny. Ciężko było do tego przekonać kluby, ale teraz wszyscy widzą, że na tego typu umowie naprawdę korzysta każdy.

Z kim jeszcze rozmawialiście?

– Nie będę zdradzał konkretnych nazw firm, ale była to czołówka światowa. Errea od początku była mocno zdeterminowana, aby przejąć ten kontrakt. Włosi widzą duży potencjał w naszym produkcie, naszych klubach. Mam nadzieję, że wielu kibiców będzie chodziło w tych koszulkach, a także chwaliło ich wykonanie oraz dostępność.

Kibice często narzekali w ostatnich latach, że ciężko było kupić klubowe koszulki.

– Chcemy, aby każdy klub miał swój sklep internetowy. Zaczynamy pracować nad zmianami w procesie licencyjnym, gdzie będziemy wymagać od klubów jeszcze większej profesjonalizacji. Wyznaczymy standardy, do których kluby będą musiały dążyć. Zarówno, jeśli chodzi o infrastrukturę, ale też takie „mniejsze” rzeczy, jak sklep czy marketing.

Jednym z warunków otrzymania licencji będzie posiadanie klubowego sklepu internetowego?

– Może nie będzie to warunek już przy okazji kolejnego sezonu, ale taki jest cel. Przyjęliśmy w zeszłym roku strategię, która ma podnieść poziom całej polskiej koszykówki, a to oznacza, że kluby będą musiały się dostosować do nowych, wyższych standardów, aby móc grać w najwyższej lidze.  

Mówi się, że mamy „boom na koszykówkę” i muszę wspomnieć tu o Zielonej Górze. Jak patrzysz na te regularne, pięciotysięczne komplety w hali CRS?

– Jestem pod wrażeniem tego, co dzieje się w Zastalu. Praktycznie we wszystkich halach widzimy postęp. Ludzie zaczęli się mocniej interesować koszykówką, ale Zielona Góra zasługuje tu na osobne brawa. Po trudnych latach, gdzie było dużo zamieszania okołosportowego, klub wyszedł na prostą. Sportowo może jeszcze nie jest perfekcyjnie, ale frekwencyjnie już tak. Zawsze podkreślałem, że Zielona Góra jest pięknym miejscem do gry w koszykówkę. Hala jest niesamowita, idealnie skrojona pod miasto. Zastal nieustannie udowadnia, że nie ma rzeczy niemożliwych. Jest idealnym przykładem dla wszystkich, jak powinno przyciągać się kibiców na koszykówkę. Cieszy nas to, że w innych miastach dzieje się podobnie, również pod względem sportowym. Śląsk liczy się w EuroCup, Trefl awansował do drugiej rundy FIBA Europe Cup. Wielu zawodników dostaje szanse. O Kubę Szumerta podpytuje Memphis Grizzlies, Kuba Piśla wraca po kontuzji, w Legii mamy dwóch zawodników, którzy w przyszłości mogą trafić do reprezentacji Polski. Śląsk świetnie wprowadza młodzież i tam następni koszykarze „pukają” do pierwszej drużyny. Dzieje się wiele pozytywnego wokół basketu i chciałbym, abyśmy na przestrzeni kolejnych lat rozwijali się jeszcze szybciej i wykorzystali i cały nasz potencjał. Koszykówka jest drugim najpopularniejszym sportem drużynowym na świecie i my też musimy do tego dążyć. 

Udostępnij
Jakub Kłyszejko

Jakub Kłyszejko