22.01.2026 07:39

Kamil Kołsut: Polski Związek Tenisowy ma być synonimem nowoczesnego zarządzania i transparentności [WYWIAD]

Kamil Kołsut w przeszłości pracował w WP SportoweFakty, a także kierował działem sportowym w Rzeczpospolitej. Teraz pełni funkcję dyrektora ds. komunikacji i rzecznika prasowego Polskiego Związku Tenisowego. – Wiemy, co interesuje media, jak dziennikarze postępują oraz w jaki sposób możemy na ich zainteresowanie odpowiadać. W ten sposób łatwiej kształtować zainteresowanie i realizować nasze cele – powiedział w rozmowie dla Sportmarketing.pl.

Udostępnij
Fot. Michał Jędrzejewski
Autor zdjęcia: Michał Jędrzejewski
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Mateusz Tudek, SportMarketing.pl: Wiele lat spędził pan w dziennikarstwie. Były WP SportoweFakty, była Rzeczpospolita, w której był pan szefem działu sportowego. Co przekonało do przejścia na „drugą stronę” i zostania rzecznikiem?

Kamil Kołstut: – Otrzymałem ofertę kierowania działem komunikacji, marketingu i promocji Polskiego Związku Tenisowego, a to nie tylko dyscyplina bliska mojemu sercu, lecz również sport, który jest na fali sukcesu, co daje możliwość rozwoju. To wyzwanie. Trudno było odmówić.

Czyli to był impuls związany z ofertą? Czy może miał pan wcześniej takie plany, żeby zająć się komunikacją? 

– Nie miałem takiego planu, ale od lat z niektórymi kolegami zdarzało nam się żartować, że i tak wszyscy skończymy kiedyś w PR. Widzimy coraz więcej transferów w tym kierunku. Rynek komunikacji i marketingu jest chłonny, a ten dziennikarski – przede wszystkim w zakresie słowa pisanego – w naszym kraju kurczy się i umiera. Kilka miesięcy temu zamknięto dział sportowy „Rzeczpospolitej”. Dziś widzimy, jak Sport.pl wchłania dział sportowy „Gazety Wyborczej”. Dziennikarzy, którzy mają w największych redakcjach możliwość tworzenia treści autorskich,  ciekawych i przemyślanych, możemy liczyć na palcach. To niepokojące. Myśląc długofalowo o karierze zawodowej, będąc dziennikarzem, trzeba mieć otwartą głowę. To wynika z realiów rynkowych.

Jak background dziennikarski pomaga w obecnej pracy? Jest pan zdania, że każdemu rzecznikowi czy dyrektorowi komunikacji przydałoby się doświadczenie redakcyjne? 

– To wzbogaca i ułatwia pracę. Dzięki temu znamy potrzeby drugiej strony. Wiemy, co interesuje media, jak dziennikarze postępują oraz w jaki sposób możemy na ich zainteresowanie odpowiadać. W ten sposób łatwiej kształtować zainteresowanie i realizować nasze cele komunikacyjno-marketingowe.

Z perspektywy obecnego zawodu – dziennikarze bywają męczący czy jednak podchodzi pan ze zrozumieniem do ich pracy? 

– Pełniłem wiele ról – dyżurnego, wydawcy, korespondenta, kierownika działu – więc wiem, z jakimi wyzwaniami i ograniczeniami zmagają się dziennikarze. Wszyscy się znamy, dzięki czemu łatwiej rozmawiać i współpracować. Miałem przywilej pracować w takich redakcjach, jak Wirtualna Polska czy Rzeczpospolita, w których etosie niezmiennie są profesjonalizm, niezależność oraz odpowiedzialność. To standardy w polskim dziennikarskie sportowym obecne, choć coraz częściej  naruszane przez pośpiech, uleganie naciskom wydawców czy po prostu pogoń za wynikiem.

Jakie największe wyzwania zastał pan na nowym stanowisku? Zarówno personalnie, jak i dla całej organizacji. 

– Największym wyzwaniem dla każdej organizacji w zakresie komunikacji i marketingu jest transformacja cyfrowa oraz nieustanne odpowiadanie na zmieniający się rynek medialny. Budujemy więc naszą pozycję w mediach społecznościowych i walczymy o uwagę. Chcemy integrować olbrzymie środowisko tenisowe oraz przyciągać nowych odbiorców, co w przemyśle wolnego czasu – a takim przecież jest też sport – nie jest łatwe. Ważnym celem jest budowa marki PZT jako organizacji dynamicznej, nowoczesnej, transparentnej. Dziś to związek w pewnej przebudowie. Czerwcowe wybory wyłoniły nowy zarząd. To młodzi i dynamiczni ludzie, którzy chcą działać, iść do przodu. Trafiłem do tej organizacji, w momencie, kiedy się rozpędza. Tenis jest dziś w Polsce drugim sportem pod względem wartości medialnej i chcemy to wykorzystać.

Jak ma wyglądać komunikacja PZT pod pana batutą? Jakie są priorytety? 

– Cel strategiczny to przede wszystkim zbudowanie silnej, spójnej i rozpoznawalnej marki PZT w mediach oraz w świadomości społecznej jako transparentnego związku sportowego, profesjonalnej organizacji, bliskiej środowisku tenisowemu. Współpracując z mediami, chcemy działać proaktywnie, tylko w ciągu ostatniego tygodnia przed naszą rozmową zorganizowaliśmy dwa spotkania z dziennikarzami.

Niewątpliwie łatwiej pracuje się, kiedy są sukcesy sportowe. Na początku roku polski tenis zapisał na swoim koncie historyczne osiągnięcie. Z perspektywy związku – jak mądrze i skutecznie skonsumować takie dokonanie jak triumf w United Cup?

– To dla nas bardzo ważne w relacjach z obecnymi i potencjalnymi partnerami, bo zawsze łatwiej rozmawiać przy sukcesie. To jednak tylko czubek piramidy. Tenis zawodowy koncentruje uwagę, ale PZT prowadzi wiele projektów i programów – popularyzacyjnych, rozwojowych, szkoleniowych – które nie są tak widoczne, choć stanowią klucz do kolejnych sukcesów. Mamy Narodowy Program Upowszechniania Tenisa, Talentiadę, Tenisowe Duety, Road to Supermasters czy imprezy polsko-czeskie dla 12-latków. To wszystko się dzieje. Warto o tym wspominać również przy okazji sukcesów w tenisie zawodowym.

Kilka dni temu odbyła się konferencja prasowa zorganizowana przez Polski Związek Tenisowy. W jej trakcie zapowiedzieliście m.in. jakie zawodowe turnieje tenisowe w najbliższym czasie czekają nas w Polsce. Jakie dokładnie będą to turnieje i jakie macie oczekiwania z nimi związane? 

– Winter Polish Open, który odbędzie się w Lesznie, to jest największa tenisowa impreza tej zimy w naszym kraju. Zobaczymy w niej czołowe polskie zawodniczki oraz wiele uznanych tenisistek zza granicy. Celem nie jest zysk, tylko popularyzacja dyscypliny i danie naszym zawodniczkom możliwości zbierania doświadczenia oraz punktów bez konieczności inwestowania w podróże zagraniczne. Idąc tym tropem, po raz pierwszy organizujemy imprezę M25 w Pszczynie, bo do tej pory panowie nie mieli swojego turnieju halowego tej rangi. To się zmienia, choć nie jest łatwe, bo organizacja imprezy halowej w naszych warunkach klimatycznych niesie ze sobą niemałe koszty.

Ponadto zorganizujemy pod koniec marca AGM, czyli Annual General Meeting Tennis Europe – zjazd delegatów wszystkich europejskich federacji tenisowych. Gdańsk na kilka dni stanie się sercem europejskiego tenisa. To pokazuje, ze pozycja PZT na arenie międzynarodowej rośnie. Podobnie, jak fakt, że w listopadzie zorganizowaliśmy turniej play-off Billie Jean King Cup.

Wróćmy na chwilę do Igi Świątek i sukcesów. Odnoszę wrażenie, że w Polsce mamy problemy z wykorzystaniem fenomenów popularności. Przeżyliśmy to np. w piłce ręcznej, gdzie po sukcesach sprzed kilkunastu lat pozostały wspomnienia, a obecne pokolenie nie jest w stanie nawiązać do tamtych sukcesów. Jakie możliwości ma PZT, żeby pozwalać rozwijać się następcom Igi? 

– Pamiętajmy, że w czasach największych sukcesów ZPRP nie miał żadnego programu. Ośrodki Szkolenia Piłki Ręcznej powstały w 2015 roku, a dziś nowy prezes Sławomir Szmal oraz dyrektor sportowy Marcin Smolarczyk system korygują. ZPRP się spóźnił, a PZT jest na miejscu, skoro realizuje programy popularyzacyjne – przede wszystkim Narodowy Program Upowszechniania Tenisa skierowany do dzieciaków poniżej 10. roku życia – oraz szkoleniowe, o których już wcześniej mówiliśmy. Mamy drabinę, ze szczeblami dla każdej kategorii wiekowej, i teraz musimy te szczeble poszerzać. Więcej powiemy niebawem, gdy będziemy gotowi zaprezentować Strategię Rozwoju Polskiego Tenisa. PZT przygotowuje taki dokument jako jeden z pierwszych związków sportowych w Polsce. To nie ogólniki, tylko konkretne działania oaz mierniki ich realizacji w perspektywie roku, kadencji oraz – miejmy nadzieję – igrzysk olimpijskich w Polsce w 2040 bądź 2044 roku. 

Trudno jest prowadzić programy szkolenia bez wsparcia chociażby ministerstwa. Jak układa się współpraca z organami państwowymi? 

– Nienagannie. Mamy bardzo dobre relacje z Ministerstwem Sportu i Turystyki. Musimy jednocześnie pamiętać, że tenisowi – jako dyscyplinie, która nie ma tradycyjnie rozumianych mistrzostw świata i funkcjonuje na poziomie zawodowym w nieco innym systemie niż inne dyscypliny olimpijskie – nieco trudniej wpasować się w istniejące przepisy dotyczące finansowania, więc w zakresie wspierania szkolenia sportowego i współzawodnictwa młodzieży nie możemy liczyć na takie środki, jak lekka atletyka, kajakarstwo, pływanie, wioślarstwo czy żeglarstwo. Korzystamy z tego co mamy i jesteśmy za te środki wdzięczni, bo MSiT wspiera nas na bardzo wielu polach. To dla nas kluczowy partner.

Mamy początek 2026 roku. Z czego chciałby pan być najbardziej dumny w styczniu 2027 roku, czyli za 12 miesięcy? 

– Chciałbym, żeby każdy, kto usłyszy „Polski Związek Tenisowy” miał z tym hasłem dobre skojarzenia. To ma być marka silna, synonim nowoczesnego zarządzania i transparentności. Naszym celem jest też rozwój mediów społecznościowych. Od kilku miesięcy dbają o to nowi ludzie – Szymon Przybysz i Marcin Stańczuk. Słyszymy od ludzi ze środowiska, że pozytywną zmianę na tym polu już widać. Chcielibyśmy też regularnie spotykać się z mediami. Opowiadać o tym, co robimy, oraz komunikować nowe projekty. Tych nie brakuje. PZT będzie mocno widoczne w mediach, bo mamy się czym chwalić.

Udostępnij
Mateusz Tudek

Mateusz Tudek