Kamil Kołsut: Polski Związek Tenisowy ma być synonimem nowoczesnego zarządzania i transparentności [WYWIAD]
Kamil Kołsut w przeszłości pracował w WP SportoweFakty, a także kierował działem sportowym w Rzeczpospolitej. Teraz pełni funkcję dyrektora ds. komunikacji i rzecznika prasowego Polskiego Związku Tenisowego. – Wiemy, co interesuje media, jak dziennikarze postępują oraz w jaki sposób możemy na ich zainteresowanie odpowiadać. W ten sposób łatwiej kształtować zainteresowanie i realizować nasze cele – powiedział w rozmowie dla Sportmarketing.pl.
Mateusz Tudek, SportMarketing.pl: Wiele lat spędził pan w dziennikarstwie. Były WP SportoweFakty, była Rzeczpospolita, w której był pan szefem działu sportowego. Co przekonało do przejścia na „drugą stronę” i zostania rzecznikiem?
Kamil Kołstut: – Otrzymałem ofertę kierowania działem komunikacji, marketingu i promocji Polskiego Związku Tenisowego, a to nie tylko dyscyplina bliska mojemu sercu, lecz również sport, który jest na fali sukcesu, co daje możliwość rozwoju. To wyzwanie. Trudno było odmówić.
Czyli to był impuls związany z ofertą? Czy może miał pan wcześniej takie plany, żeby zająć się komunikacją?
– Nie miałem takiego planu, ale od lat z niektórymi kolegami zdarzało nam się żartować, że i tak wszyscy skończymy kiedyś w PR. Widzimy coraz więcej transferów w tym kierunku. Rynek komunikacji i marketingu jest chłonny, a ten dziennikarski – przede wszystkim w zakresie słowa pisanego – w naszym kraju kurczy się i umiera. Kilka miesięcy temu zamknięto dział sportowy „Rzeczpospolitej”. Dziś widzimy, jak Sport.pl wchłania dział sportowy „Gazety Wyborczej”. Dziennikarzy, którzy mają w największych redakcjach możliwość tworzenia treści autorskich, ciekawych i przemyślanych, możemy liczyć na palcach. To niepokojące. Myśląc długofalowo o karierze zawodowej, będąc dziennikarzem, trzeba mieć otwartą głowę. To wynika z realiów rynkowych.
Jak background dziennikarski pomaga w obecnej pracy? Jest pan zdania, że każdemu rzecznikowi czy dyrektorowi komunikacji przydałoby się doświadczenie redakcyjne?
– To wzbogaca i ułatwia pracę. Dzięki temu znamy potrzeby drugiej strony. Wiemy, co interesuje media, jak dziennikarze postępują oraz w jaki sposób możemy na ich zainteresowanie odpowiadać. W ten sposób łatwiej kształtować zainteresowanie i realizować nasze cele komunikacyjno-marketingowe.
Z perspektywy obecnego zawodu – dziennikarze bywają męczący czy jednak podchodzi pan ze zrozumieniem do ich pracy?
– Pełniłem wiele ról – dyżurnego, wydawcy, korespondenta, kierownika działu – więc wiem, z jakimi wyzwaniami i ograniczeniami zmagają się dziennikarze. Wszyscy się znamy, dzięki czemu łatwiej rozmawiać i współpracować. Miałem przywilej pracować w takich redakcjach, jak Wirtualna Polska czy Rzeczpospolita, w których etosie niezmiennie są profesjonalizm, niezależność oraz odpowiedzialność. To standardy w polskim dziennikarskie sportowym obecne, choć coraz częściej naruszane przez pośpiech, uleganie naciskom wydawców czy po prostu pogoń za wynikiem.
Jakie największe wyzwania zastał pan na nowym stanowisku? Zarówno personalnie, jak i dla całej organizacji.
– Największym wyzwaniem dla każdej organizacji w zakresie komunikacji i marketingu jest transformacja cyfrowa oraz nieustanne odpowiadanie na zmieniający się rynek medialny. Budujemy więc naszą pozycję w mediach społecznościowych i walczymy o uwagę. Chcemy integrować olbrzymie środowisko tenisowe oraz przyciągać nowych odbiorców, co w przemyśle wolnego czasu – a takim przecież jest też sport – nie jest łatwe. Ważnym celem jest budowa marki PZT jako organizacji dynamicznej, nowoczesnej, transparentnej. Dziś to związek w pewnej przebudowie. Czerwcowe wybory wyłoniły nowy zarząd. To młodzi i dynamiczni ludzie, którzy chcą działać, iść do przodu. Trafiłem do tej organizacji, w momencie, kiedy się rozpędza. Tenis jest dziś w Polsce drugim sportem pod względem wartości medialnej i chcemy to wykorzystać.
Jak ma wyglądać komunikacja PZT pod pana batutą? Jakie są priorytety?
– Cel strategiczny to przede wszystkim zbudowanie silnej, spójnej i rozpoznawalnej marki PZT w mediach oraz w świadomości społecznej jako transparentnego związku sportowego, profesjonalnej organizacji, bliskiej środowisku tenisowemu. Współpracując z mediami, chcemy działać proaktywnie, tylko w ciągu ostatniego tygodnia przed naszą rozmową zorganizowaliśmy dwa spotkania z dziennikarzami.
Niewątpliwie łatwiej pracuje się, kiedy są sukcesy sportowe. Na początku roku polski tenis zapisał na swoim koncie historyczne osiągnięcie. Z perspektywy związku – jak mądrze i skutecznie skonsumować takie dokonanie jak triumf w United Cup?
– To dla nas bardzo ważne w relacjach z obecnymi i potencjalnymi partnerami, bo zawsze łatwiej rozmawiać przy sukcesie. To jednak tylko czubek piramidy. Tenis zawodowy koncentruje uwagę, ale PZT prowadzi wiele projektów i programów – popularyzacyjnych, rozwojowych, szkoleniowych – które nie są tak widoczne, choć stanowią klucz do kolejnych sukcesów. Mamy Narodowy Program Upowszechniania Tenisa, Talentiadę, Tenisowe Duety, Road to Supermasters czy imprezy polsko-czeskie dla 12-latków. To wszystko się dzieje. Warto o tym wspominać również przy okazji sukcesów w tenisie zawodowym.
Kilka dni temu odbyła się konferencja prasowa zorganizowana przez Polski Związek Tenisowy. W jej trakcie zapowiedzieliście m.in. jakie zawodowe turnieje tenisowe w najbliższym czasie czekają nas w Polsce. Jakie dokładnie będą to turnieje i jakie macie oczekiwania z nimi związane?
– Winter Polish Open, który odbędzie się w Lesznie, to jest największa tenisowa impreza tej zimy w naszym kraju. Zobaczymy w niej czołowe polskie zawodniczki oraz wiele uznanych tenisistek zza granicy. Celem nie jest zysk, tylko popularyzacja dyscypliny i danie naszym zawodniczkom możliwości zbierania doświadczenia oraz punktów bez konieczności inwestowania w podróże zagraniczne. Idąc tym tropem, po raz pierwszy organizujemy imprezę M25 w Pszczynie, bo do tej pory panowie nie mieli swojego turnieju halowego tej rangi. To się zmienia, choć nie jest łatwe, bo organizacja imprezy halowej w naszych warunkach klimatycznych niesie ze sobą niemałe koszty.
Ponadto zorganizujemy pod koniec marca AGM, czyli Annual General Meeting Tennis Europe – zjazd delegatów wszystkich europejskich federacji tenisowych. Gdańsk na kilka dni stanie się sercem europejskiego tenisa. To pokazuje, ze pozycja PZT na arenie międzynarodowej rośnie. Podobnie, jak fakt, że w listopadzie zorganizowaliśmy turniej play-off Billie Jean King Cup.
Wróćmy na chwilę do Igi Świątek i sukcesów. Odnoszę wrażenie, że w Polsce mamy problemy z wykorzystaniem fenomenów popularności. Przeżyliśmy to np. w piłce ręcznej, gdzie po sukcesach sprzed kilkunastu lat pozostały wspomnienia, a obecne pokolenie nie jest w stanie nawiązać do tamtych sukcesów. Jakie możliwości ma PZT, żeby pozwalać rozwijać się następcom Igi?
– Pamiętajmy, że w czasach największych sukcesów ZPRP nie miał żadnego programu. Ośrodki Szkolenia Piłki Ręcznej powstały w 2015 roku, a dziś nowy prezes Sławomir Szmal oraz dyrektor sportowy Marcin Smolarczyk system korygują. ZPRP się spóźnił, a PZT jest na miejscu, skoro realizuje programy popularyzacyjne – przede wszystkim Narodowy Program Upowszechniania Tenisa skierowany do dzieciaków poniżej 10. roku życia – oraz szkoleniowe, o których już wcześniej mówiliśmy. Mamy drabinę, ze szczeblami dla każdej kategorii wiekowej, i teraz musimy te szczeble poszerzać. Więcej powiemy niebawem, gdy będziemy gotowi zaprezentować Strategię Rozwoju Polskiego Tenisa. PZT przygotowuje taki dokument jako jeden z pierwszych związków sportowych w Polsce. To nie ogólniki, tylko konkretne działania oaz mierniki ich realizacji w perspektywie roku, kadencji oraz – miejmy nadzieję – igrzysk olimpijskich w Polsce w 2040 bądź 2044 roku.
Trudno jest prowadzić programy szkolenia bez wsparcia chociażby ministerstwa. Jak układa się współpraca z organami państwowymi?
– Nienagannie. Mamy bardzo dobre relacje z Ministerstwem Sportu i Turystyki. Musimy jednocześnie pamiętać, że tenisowi – jako dyscyplinie, która nie ma tradycyjnie rozumianych mistrzostw świata i funkcjonuje na poziomie zawodowym w nieco innym systemie niż inne dyscypliny olimpijskie – nieco trudniej wpasować się w istniejące przepisy dotyczące finansowania, więc w zakresie wspierania szkolenia sportowego i współzawodnictwa młodzieży nie możemy liczyć na takie środki, jak lekka atletyka, kajakarstwo, pływanie, wioślarstwo czy żeglarstwo. Korzystamy z tego co mamy i jesteśmy za te środki wdzięczni, bo MSiT wspiera nas na bardzo wielu polach. To dla nas kluczowy partner.
Mamy początek 2026 roku. Z czego chciałby pan być najbardziej dumny w styczniu 2027 roku, czyli za 12 miesięcy?
– Chciałbym, żeby każdy, kto usłyszy „Polski Związek Tenisowy” miał z tym hasłem dobre skojarzenia. To ma być marka silna, synonim nowoczesnego zarządzania i transparentności. Naszym celem jest też rozwój mediów społecznościowych. Od kilku miesięcy dbają o to nowi ludzie – Szymon Przybysz i Marcin Stańczuk. Słyszymy od ludzi ze środowiska, że pozytywną zmianę na tym polu już widać. Chcielibyśmy też regularnie spotykać się z mediami. Opowiadać o tym, co robimy, oraz komunikować nowe projekty. Tych nie brakuje. PZT będzie mocno widoczne w mediach, bo mamy się czym chwalić.
Mateusz Tudek
Więcej Wywiady
ORLEN Superliga stawia na rozwój. „Kluczowym punktem jest zbudowanie całego ekosystemu”
ORLEN Superliga ogłosiła nową strategię, która ma obowiązywać do 2030 roku. Jedna z najmłodszych zawodowych lig w Polsce chce jeszcze mocniej postawić na szkolenie i marketing. Kibice piłki ręcznej mają dość szybko dostrzec pierwsze zmiany. – Za kilka lat celem jest, by kadra i kluby miały wartościowych sportowców i sportsmenki…