08.04.2026 08:17

Leszek Blanik: brak infrastruktury do sportów gimnastycznych to jedna z największych bolączek [WYWIAD]

Jak wygląda dziś kondycja finansowa i organizacyjna Polskiego Związku Gimnastycznego? Czy rosnący budżet przekłada się na rozwój dyscypliny i jakie są największe wyzwania stojące przed gimnastyką w Polsce? W rozmowie ze SportMarketing.pl prezes związku, Leszek Blanik, mówi o brakach infrastrukturalnych, szkoleniu młodzieży i realiach funkcjonowania sportów olimpijskich.

Leszek Blanik: brak infrastruktury do sportów gimnastycznych to jedna z największych bolączek [WYWIAD]
Autor zdjęcia: Polski Związek Gimnastyczny
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Bartłomiej Najtkowski, SportMarketing.pl: Jak wygląda sytuacja finansowa związku po objęciu przez pana funkcji prezesa?

Leszek Blanik, prezes Polskiego Związku Gimnastycznego: – Będziemy posługiwali się faktami, czyli tym, co jest w bilansach. Rzeczywiście w pierwszym roku, kiedy przejmowaliśmy stery, w 2021 roku mieliśmy na minusie blisko 400 tysięcy złotych.

W tej chwili mamy już te problemy za sobą, w tym również kwestie zawieszeń w różnego rodzaju federacjach. Jeśli chodzi o środki, jakie pozyskujemy – w momencie, kiedy zaczynaliśmy, było to około 2 miliony 400 tysięcy złotych, a dziś jest to około 13 milionów złotych rocznie. Oczywiście ubolewamy nad tym, że pieniędzy na sport kwalifikowany wciąż jest za mało. Natomiast szczycimy się tym, że jeśli chodzi o pozyskiwanie funduszy na upowszechnianie sportu, stajemy się powoli jednym z liderów wśród związków.

Czy większy budżet umożliwił inwestycje w infrastrukturę?

– Niestety brak infrastruktury do sportów gimnastycznych jest jedną z największych bolączek – nie tylko z perspektywy rozwoju naszej dyscypliny, ale w ogóle strategii sportu. Na całym świecie sporty gimnastyczne – obok lekkiej atletyki, sportów walki czy pływania – są podstawą rozwoju psychoruchowego dzieci. Tymczasem w Polsce brakuje odpowiednich obiektów.

To są pojedyncze hale do gimnastyki sportowej, a w przypadku gimnastyki artystycznej czy skoków na trampolinie tych obiektów praktycznie nie ma. Ta infrastruktura jest naszym największym problemem.

Które kraje mogą być dla Polski wzorem w tym zakresie?

– Opierając się na swoim doświadczeniu, uważam, że warto zwrócić uwagę na obiekty w Niemczech, Francji, krajach skandynawskich czy Szwajcarii. W tych krajach sala gimnastyczna jest dostępna praktycznie w każdym regionie, dzięki czemu dzieci mają możliwość regularnego rozwoju.

A jak wygląda kwestia zawodowstwa w gimnastyce w Polsce? Czy można z tego sportu żyć?

– Nie tylko w gimnastyce, ale generalnie w sportach olimpijskich – żeby sportowiec mógł się utrzymać, potrzebne są wyniki i związane z nimi stypendia, czy to ministerialne, czy samorządowe.

Dodatkowo, jeśli zawodnik potrafi wykorzystać swój sukces sportowy marketingowo, może zwiększyć swoje dochody dzięki sponsoringowi, natomiast faktycznie – tylko nieliczni sportowcy mogą sobie pozwolić na stabilne funkcjonowanie na takim poziomie.

Czy związek rozwija programy skierowane do dzieci i młodzieży?

– Cztery lata temu, zapytany, dlaczego związek nie ubiega się o środki na upowszechnianie sportu dzieci i młodzieży, odpowiedziałem, że gdy zostanę prezesem – to się zmieni. I tak się stało.

Z roku na rok jesteśmy w czołówce związków aplikujących o takie środki. Naszym flagowym programem jest „Gimnastyka dla Wszystkich”, dzięki któremu organizujemy zajęcia, dofinansowujemy kluby, trenerów, wynagrodzenia oraz wynajem obiektów. Dzięki temu co roku docieramy do kilkunastu tysięcy dzieci.

Czy w Europie byli sportowcy często obejmują funkcje zarządcze w związkach?

– W wielu krajach wybitny sportowiec po zakończeniu kariery jest od razu włączany w struktury federacji – dostaje propozycje pracy menedżerskiej czy marketingowej. Wykorzystuje się jego popularność do dalszego rozwoju dyscypliny. W Polsce ten trend również się pojawia i uważam, że to dobry kierunek. Ostatecznie jednak to środowisko ocenia, czy dana osoba sprawdza się w takiej roli.

Gimnastyka to chyba wciąż pewna nisza w polskim sporcie.

– Nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że gimnastyka jest dyscypliną niszową, bo ma ogromny, wymierny potencjał. Pod względem liczby uczestników i skali działania w Polsce rozwijamy się bardzo dynamicznie. W samym związku mamy około 6500 licencji zawodniczych, a realnie osób trenujących jest kilka razy więcej. Medialnie na szerszą skalę nie dostrzegają tego jeszcze wszystkie klasyczne media, ale walory gimnastyki, w jej różnych odmianach docenił już np. Polsat, z którym właśnie podpisaliśmy współpracę.

Rośnie nam także w dobrym tempie grupa odbiorców w mediach społecznościowych, co zawdzięczamy zarówno sukcesom naszych największych gwiazd np. Liliany Lewińskiej, ale także niesamowitej dynamice, atrakcyjności wizualnej wszystkich dyscyplin: gimnastyki artystycznej, sportowej, skokom na trampolinie, akrobatyce sportowej oraz wspomnianej wcześniej gimnastyce dla wszystkich. Medialnie będziemy rosnąć w siłę i wzmacniać siłę przekazu, bo naprawdę mamy się kim pochwalić.

Jeśli chodzi o partnerów, a z tym jest połączony mocno ww. wątek – cały czas staramy się pozyskiwać wsparcie m.in. spółek Skarbu Państwa, choć nie jest to łatwe. Mamy natomiast stabilnego Sponsora Strategicznego – VECTRA – którego wsparcie w całości przeznaczane jest na szkolenie zawodników i zawodniczek. Dbamy o dobre relacje, pracujemy nad kolejnymi projektami celowymi, które realnie będą mogły wpłynąć korzystnie na dalszy rozwój dyscypliny.

Czy w Polsce są regiony szczególnie silne w gimnastyce?

– To się zmieniało na przestrzeni lat. W latach 70. i 80. w gimnastyce sportowej dominowały Śląsk i Bydgoszcz. W gimnastyce artystycznej kiedyś była to Gdynia, dziś bardziej Warszawa. Nie ma jednego dominującego regionu, ale na pewno bardzo silne ośrodki znajdują się m.in. w województwach śląskim i małopolskim.

Udostępnij
Bartłomiej Najtkowski

Bartłomiej Najtkowski