Joanna Dorociak o karierze po sporcie. Inspirująca historia i motywowanie do walki z chorobą [WYWIAD]
W ramach cyklu „Kariera po sporcie” przedstawiamy historie zawodniczek, które po zakończeniu profesjonalnej kariery odnalazły się w nowych rolach i wyzwaniach. Tym razem rozmawiamy z Joanną Dorociak, która zdobywała medale mistrzostw Polski, Europy i Pucharów Świata w wioślarstwie, w tym tytuł wicemistrzyni Europy. Po latach kariery wyczynowej odkryła nową pasję, bieganie i dziś rozwija się jako trenerka, prowadząc grupy biegowe.
Magdalena Bryś, SportMarketing.pl: Pamiętasz ten moment, w którym zakończyłaś swoją profesjonalną karierę sportową jako wioślarka?
Joanna Dorociak, srebrna medalistka ME w wioślarstwie: – Podjęcie decyzji o zakończeniu kariery sportowej nie było łatwe. W tamtym czasie zaczynałam już odczuwać pewne problemy zdrowotne. Z perspektywy czasu niektóre sygnały od organizmu, które pojawiały się choćby podczas wiosłowania na łódce, mogły być pierwszymi objawami stwardnienia rozsianego. Wtedy jednak nie wiedziałam jeszcze, że choruję, więc nie do końca rozumiałam, z czego to wynika. Był rok 2019, a później przyszedł czas pandemii COVID-19 i przygotowań do Igrzysk Olimpijskich w Tokio. W tamtym okresie trenowałam poza kadrą, razem z moją bardzo dobrą koleżanką Kasią. Wspólnie zdecydowałyśmy, że do kwalifikacji olimpijskich będziemy przygotowywać się indywidualnie.
Miałyśmy już zaplanowane starty i trenowałyśmy na obozie w Kruszwicy. Wszystko szło naprawdę dobrze, do momentu pandemii i przełożenia igrzysk na kolejny rok. Wtedy poczułam, że muszę podjąć bardzo ważną decyzję. Wiedziałam już, że utrzymanie najwyższego poziomu sportowego kosztuje mnie coraz więcej. Musiałam bardzo walczyć ze sobą, żeby utrzymać regularność treningów i formę. Przełożenie igrzysk o kolejny rok było momentem przełomowym. Uznałam, że to znak, nadszedł czas, aby zakończyć sportową karierę. W pewnym sensie była to decyzja wymuszona przez okoliczności, przez „siłę wyższą”, ale właśnie tak wyglądała moja droga do tej decyzji.
Z jakimi wyzwaniami mierzyłaś się w tym okresie i jakie z nich uważasz dziś za największe dla osób kończących karierę sportową?
– Tak naprawdę całe życie sportowca to życie na obozach i w rytmie treningów. Sport wypełnia praktycznie wszystko. Paradoksalnie jednak okres pandemii COVID-19 trochę mi pomógł mentalnie. Wszyscy byli wtedy zamknięci w domach, wiele branż stanęło, restauracje były zamykane, ludzie nie wiedzieli, co będzie dalej. Pierwsze miesiące były dla mnie dość spokojne. Nie powiedziałabym, że się z tego cieszyłam, ale czułam w sobie pewien spokój i potrzebę odpoczynku. Wcześniej było we mnie dużo presji, stresu i napięcia związanego z przygotowaniami. Kiedy przez lata przygotowujesz się do konkretnego celu, kumuluje się w tobie ogromna energia. A gdy nagle podejmujesz decyzję, że to koniec, wszystko jakby opada – energia, napięcie, oczekiwania. Pojawia się przestrzeń na oddech i regenerację. Na początku nie odczuwałam negatywnych emocji. Dopiero później zaczęły pojawiać się pytania: co dalej, czym się teraz zajmę, jaka będzie moja droga? Dużym wsparciem było to, że równolegle, kiedy uprawiałam sport zawodowo, to zawsze się uczyłam. Ukończyłam studia na kierunku planowanie przestrzenne, zupełnie niezwiązanym ze sportem, zdobywając tytuł magistra inżyniera. Wiedziałam, że mam wykształcenie i podstawy, żeby w przyszłości robić różne rzeczy. Po kilku miesiącach zaczęłam jednak coraz mocniej czuć, że sport nadal jest bardzo ważną częścią mojego życia. Wiedziałam, że nie chcę od niego uciekać i zaczynać zupełnie innej drogi, na przykład w typowej pracy korporacyjnej. Najpierw określiłam sobie, czego na pewno nie chcę. Nie chciałam pracy polegającej na siedzeniu w biurze czy w domu i wykonywaniu powtarzalnych zadań przy komputerze. Wiedziałam, że potrzebuję dynamiki, wyzwań, projektów, wyjazdów i kontaktu z ludźmi. Całe moje życie było bardzo aktywne – zawody, obozy, podróże, ciągły ruch. Dlatego wiedziałam, że nie chcę pracy całkowicie stacjonarnej. Bardziej widziałam siebie w roli kogoś działającego projektowo, trochę jak freelancer.
Tak naprawdę kontynuujesz nieco przygodę z wioślarstwem.
– Tak. W tamtym czasie tak naprawdę naturalnym kierunkiem stał się dla mnie klub wioślarski, z którym jestem związana od lat – WTW Warszawa. Maciej Śliwiński, dyrektor klubu jest bardzo otwarty na to, żeby byli sportowcy mogli kontynuować swoją drogę w sporcie, na przykład w roli trenerów. Wiedziałam też, że mam dobry kontakt z ludźmi, jestem komunikatywna i dobrze czuję się w pracy z innymi. To zawsze była jedna z moich mocnych stron. Dlatego postanowiłam zrobić uprawnienia instruktorskie w wioślarstwie. Ukończyłam wymagane kursy, zdobyłam dodatkowe kwalifikacje, między innymi związane z prowadzeniem motorówki i bezpieczeństwem na wodzie. Zaczęłam pracę jako trenerka w klubie. Bardziej interesowała mnie praca z dorosłymi – z ludźmi, którzy przychodzą po pracy, często z korporacji, żeby się poruszać, spróbować czegoś nowego, zadbać o zdrowie. Chciałam zarażać ludzi sportem, pokazywać im, jak dużo radości może dawać aktywność fizyczna. Jeśli ktoś chce trenować bardziej ambitnie, oczywiście można nad tym pracować, ale dla mnie ważniejsze jest budowanie relacji ze sportem w sposób naturalny i bez nadmiernej presji wyniku. Z czasem zaczęłam pracować jako trenerka personalna. Najpierw ktoś mnie komuś polecił, ktoś zobaczył moje zajęcia, ktoś inny zapytał, czy mogłabym poprowadzić indywidualny trening. Na początku w ogóle się nie ogłaszałam, wszystko działało właściwie wyłącznie z polecenia. W ten sposób zaczęła powoli tworzyć się moja baza klientów. Jedna osoba polecała mnie kolejnej i z czasem tych treningów było coraz więcej. Już w drugim roku od momentu, kiedy zaczęłam działać w ten sposób, mój kalendarz był właściwie wypełniony po brzegi.

Potem pojawiło się jeszcze bieganie.
– W okresie pandemii zaczęłam też dużo biegać. Bieganie bardzo mi pomogło, szczególnie psychicznie. Tak naprawdę otworzyło również przede mną drogę do drugiej sportowej pasji, która dziś jest równie ważna jak wioślarstwo. Po pandemii zaczęły wracać imprezy biegowe – biegi na 10 kilometrów, półmaratony i inne starty. Postanowiłam spróbować swoich sił i dosyć szybko okazało się, że dobrze się w tym odnajduję. Zaczęłam wygrywać kolejne biegi, pojawiały się dobre wyniki, a ja coraz mocniej wchodziłam w środowisko biegowe. Ludzie zaczęli mnie dostrzegać już nie tylko jako byłą wioślarkę, ale także jako biegaczkę. Zaczęłam udzielać pierwszych wywiadów właśnie w tej roli. Czasami śmieję się, że chyba udzieliłam więcej wywiadów jako biegaczka niż jako wioślarka, mimo że to w wioślarstwie spędziłam znacznie więcej lat. Z czasem zaczęły pojawiać się kolejne możliwości współpracy. Zostałam zauważona przez markę New Balance i rozpoczęłam z nią współpracę, najpierw jako ambasadorka, a później również jako trenerka w ramach New Balance Run Club. Równolegle rozwijałam swoje kompetencje trenerskie. Zrobiłam dodatkowe kursy i uprawnienia związane z treningiem biegowym, bo zależało mi na tym, żeby stale poszerzać swoją wiedzę i pracować z ludźmi w sposób profesjonalny. Dziś sport nadal jest centrum mojego życia, tylko w trochę innej roli. Prowadzę treningi indywidualne, przygotowuję plany treningowe dla biegaczy, współpracuję z firmami przy projektach sportowych i przygotowuję pracowników do startów w różnych biegach, na przykład do Maratonu Warszawskiego czy półmaratonów. Prowadzę także treningi firmowe i prywatne w Warszawie, biorę udział w wydarzeniach sportowych jako trenerka i współorganizatorka aktywności ruchowych.
Odnajdujesz się także bardzo dobrze w mediach społecznościowych. Nie wiem, czy traktujesz to również jako część swojej pracy, ale masz tam bardzo duże zasięgi i zainteresowanie.
– Media społecznościowe to element, który pojawił się u mnie już wcześniej. Pamiętam, że konto na Instagramie założyłam w momencie, kiedy zaczęłam osiągać pierwsze większe wyniki w wioślarstwie. Z czasem jednak profil bardzo rozwinął się w momencie, gdy zaczęłam biegać i publikować więcej treści związanych właśnie z bieganiem. Dziś dzielę się tam nie tylko swoimi treningami, ale przede wszystkim wiedzą trenerską. Staram się motywować ludzi do biegania i pokazywać, jak robić to mądrze – tak, żeby trening był efektywny, dawał radość, ale jednocześnie był bezpieczny dla zdrowia. Jeśli ktoś chce trenować regularnie, to warto mieć choć podstawową wiedzę. Bez niej bardzo łatwo o kontuzję, która często pojawia się wtedy, gdy trenujemy chaotycznie i bez planu. Dlatego staram się tłumaczyć, jak trenować rozsądnie i jak budować formę w sposób, który pozwala rozwijać się bez przeciążania organizmu.
Media społecznościowe są dziś także ważną częścią mojej pracy. Dzięki nim docieram do wielu osób, które później zgłaszają się do mnie na treningi indywidualne albo po plany treningowe. Z Instagrama przychodzą zarówno osoby prywatne, jak i firmy zainteresowane współpracą.
To także przestrzeń do współpracy z markami, które są mi bliskie. Zawsze bardzo zwracam uwagę na autentyczność – współpracuję tylko z tymi markami i produktami, które naprawdę znam i których sama używam. Nie wyobrażam sobie polecać czegoś, czego sama bym nie kupiła czy z czego bym nie skorzystała. Z jednej strony Instagram jest więc częścią mojej pracy, ale z drugiej także miejscem, gdzie buduję swoją markę osobistą i pokazuję, czym się zajmuję na co dzień. Często osoby, które zaczynają ze mną trenować, mówią później, że obserwują moje treningi czy starty w biegach i że to dodatkowo je motywuje.
Dlatego rzeczywiście traktuję media społecznościowe jako ważny element mojej działalności – wymagający systematyczności i obecności, ale jednocześnie bardzo wartościowy.
Co najbardziej pomogło Ci odnaleźć się w nowej rzeczywistości i roli zawodowej? Myślę, że masz też świetne nastawienie, takie na rozwój i próbowania nowych rzeczy, o czym wspomniałaś wcześniej.
– Zawsze lubiłam się rozwijać, to jest po prostu część mojej natury. Nie lubię stać w miejscu i bardzo cenię różnorodność. Dlatego też odpowiada mi to, że mój każdy dzień wygląda inaczej. Jednego dnia prowadzę trening z klientem, innego idę na wywiad, później prowadzę live w ramach kampanii, w której jestem ambasadorką, a czasem wyjeżdżam na zawody biegowe, bo ktoś zaprosił mnie na wydarzenie. Dla mnie to wszystko jest ogromną frajdą. Nigdy nie dążyłam do pracy, w której każdy dzień wygląda identycznie. Wręcz przeciwnie, świadomie chciałam stworzyć sobie życie zawodowe pełne różnorodnych projektów i aktywności. Dlatego od początku starałam się rozwijać w wielu kierunkach, pokazywać się, poznawać ludzi i otwarcie mówić o tym, że jestem w trakcie szukania swojej nowej drogi po zakończeniu kariery sportowej. Pamiętam, że na początku często mówiłam wprost – zarówno dziennikarzom, jak i osobom, które spotykałam , że zakończyłam karierę i że szukam swojej nowej ścieżki w sporcie. Uważam, że to bardzo ważne, żeby o tym mówić. Nigdy nie wiadomo, kto jest po drugiej stronie i kto może pomóc, podpowiedzieć albo zaproponować ciekawy projekt. Czasem ktoś zaprasza mnie na wydarzenie, a po dwóch latach wraca z kolejną propozycją współpracy. W ten sposób powstała sieć relacji, dzięki którym realizuję dziś różne projekty – zarówno związane z wioślarstwem, bieganiem, jak i wydarzeniami sportowymi. Dużą częścią mojej działalności jest także mówienie otwarcie o chorobie, bo choruję na stwardnienie rozsiane. Nie ukrywam tego i dzielę się tym również w mediach społecznościowych. Dzięki temu jestem zapraszana do udziału w konferencjach czy kampaniach społecznych, gdzie mogę opowiadać o życiu z tą chorobą i zwiększać świadomość na jej temat. Bardzo cieszy mnie, kiedy dostaję wiadomości od innych pacjentów. Piszą, że obserwując moje życie i aktywność, czują większy spokój i nadzieję, że z tą chorobą można normalnie i aktywnie żyć. To dla mnie ogromnie ważne, bo wiem, jak dużo daje wsparcie i pozytywny przykład. Dlatego staram się dzielić swoją energią i doświadczeniem, zarówno w sporcie, jak i w działaniach społecznych. Wspieram też środowisko osób chorujących na stwardnienie rozsiane, bo sama jestem jego częścią. Biorę udział w kampaniach, wydarzeniach i inicjatywach, które mają na celu budowanie świadomości i wzajemnego wsparcia. To wszystko – sport, praca trenerska, projekty, działania społeczne i media społecznościowe – tworzy dziś mój świat. Bardzo się cieszę, że mogę być w miejscu, w którym jestem, dzielić się swoją historią i inspirować innych do działania.
Przyciągasz też swoją dobrą energią wartościowe projekty i inspirujących ludzi.
– Zawsze powtarzam, że energia krąży. Jeśli daje się dobrą energię ludziom i temu, co się robi, to ona prędzej czy później wraca. I naprawdę często to widzę w swoim życiu.
Czasami odzywają się do mnie ludzie, marki czy organizacje z propozycjami współpracy i sama jestem zaskoczona. Bywają takie momenty, kiedy myślę sobie: naprawdę ta marka się do mnie odezwała? Nigdy wcześniej nie przypuszczałabym, że będę mogła współpracować na przykład z takimi markami jak New Balance czy z innymi firmami, które są mi bliskie. To dla mnie ogromna satysfakcja, że mogę być częścią takich projektów. Mam poczucie, że wszystko dzieje się naturalnie – kiedy robi się coś z pasją, jest się autentycznym i daje się ludziom dobrą energię, to ta energia po prostu wraca. I wtedy zaczynają pojawiać się kolejne możliwości, kolejne projekty i kolejne spotkania z inspirującymi ludźmi.
Jakie sportowe doświadczenia wspierają Cię dziś w pracy zawodowej?
– Często powtarzam, że warto trenować sport już jako dziecko. Uważam, że w młodym wieku uczymy się dzięki temu bardzo wielu rzeczy, które później procentują przez całe życie. Wiele osób w dorosłości próbuje dopiero budować dyscyplinę czy zdrowe nawyki – dużą część z nich wypracowałam właśnie w dzieciństwie dzięki sportowi. Oczywiście wtedy bywało to trochę „wymuszone” – trzeba było wcześniej iść spać, bo następnego dnia był trening, trzeba było zjeść porządne śniadanie, zadbać o regenerację czy rozciąganie. Te wszystkie rzeczy z czasem stały się naturalnymi nawykami i bardzo mi pomogły nie tylko w karierze sportowej, ale również teraz – w życiu zawodowym i prywatnym. Wspierają zarówno zdrowie fizyczne, jak i psychiczne, bo energia, którą mamy w ciągu dnia, bierze się z bardzo prostych rzeczy: z tego, czy jesteśmy wyspani, co jemy i czy jesteśmy aktywni fizycznie. Sport uczy też bardzo ważnych cech, które przydają się później w pracy czy w biznesie – takich jak dyscyplina, organizacja czy punktualność.
Czasem w świecie biznesu spotykam się z sytuacjami, które mnie zaskakują – kiedy ktoś nie odpowiada na wiadomości, nie dotrzymuje ustaleń czy nie informuje o zmianie planów. Dla mnie to wciąż jest trochę dziwne, bo sport nauczył mnie bardzo jasnych zasad: jeśli coś mówisz, to starasz się tego dotrzymać. Myślę, że właśnie ta sportowa szkoła życia, z jej dyscypliną, odpowiedzialnością i konsekwencją, bardzo pomaga później funkcjonować w wielu innych obszarach życia. Tak, zdecydowanie pomaga. Osoby, które z nami współpracują, często bardzo szybko dostrzegają te cechy wyniesione ze sportu. Mamy wiele wartościowych umiejętności, które w innych branżach nie zawsze są tak powszechne, a które w praktyce okazują się bardzo ważne.
Ludzie chcą pracować z osobami zdyscyplinowanymi, które dotrzymują słowa, są odpowiedzialne i można na nich polegać. Ważna jest też komunikatywność, otwartość na rozmowę, zadawanie pytań, czy po prostu pozytywne nastawienie.
Myślę, że sport bardzo kształtuje takie postawy. Wielu sportowców to osoby energiczne, uśmiechnięte, nastawione na działanie i współpracę z innymi. Ta atmosfera sportu często przekłada się później na sposób funkcjonowania w pracy czy w biznesie.
Dlatego uważam, że sport rozwija nie tylko fizycznie, ale także buduje bardzo ważne kompetencje miękkie. Dziś to właśnie te cechy, jak odpowiedzialność, komunikacja, pozytywna energia czy umiejętność pracy z ludźmi są niezwykle cenione również w świecie biznesu.
Zgadzam się z Tobą w pełni.
– Właśnie dlatego często mówię o tym także innym sportowcom, którzy pytają mnie, jak poradziłam sobie po zakończeniu kariery. Uważam, że najważniejsze jest mieć otwartą głowę, komunikować jasno, czego się szuka i być otwartym na różne możliwości. Sama próbowałam wielu rzeczy. Nie wszystko od razu wychodziło i nie wszystko okazywało się dla mnie. Wchodziłam w różne projekty, sprawdzałam, jak się w nich czuję. Czasem mówiłam „tak”, czasem „nie”. Z czasem nauczyłam się też większej asertywności, kiedyś było mi z tym dużo trudniej, dziś potrafię już powiedzieć, że czegoś nie chcę albo że czegoś po prostu nie czuję.
Myślę, że to jest bardzo ważny proces, próbowanie różnych rzeczy i sprawdzanie, gdzie naprawdę czujemy się dobrze. Bo dopiero wtedy możemy zobaczyć, co jest dla nas właściwą drogą. Czasem trafiamy w miejsce, w którym wszystko nam pasuje – ludzie, atmosfera, sposób pracy – i wtedy czujemy, że to jest nasze miejsce. Czasem jest zupełnie odwrotnie: czujemy frustrację, zmęczenie, mamy poczucie, że chcemy stamtąd jak najszybciej wyjść. To też jest cenna informacja, bo pokazuje nam, że to nie jest przestrzeń dla nas.
Dlatego warto szukać dalej, próbować i sprawdzać różne ścieżki. Dla mnie najważniejszym sygnałem jest to, jak się czuję. Jeśli czuję energię, radość i sens w tym, co robię, to wiem, że jestem we właściwym miejscu.
A czym jest dla Ciebie ten moment „po sporcie” — koniec czy początek czegoś nowego?
– Uważam, że każdy sportowiec w pewnym momencie boi się zakończenia kariery. To zupełnie naturalne. Trudno mi uwierzyć, że ktoś się tego nie obawia, bo to jest ogromna zmiana – właściwie zmiana całego stylu życia. Dlatego uważam, że bardzo ważne jest, aby wychodzić ze sportu stopniowo. Nie tak, że jednego dnia kończysz karierę, a następnego siedzisz na kanapie i nagle nie masz już nic wspólnego ze sportem. Moim zdaniem to byłoby bardzo trudne psychicznie. Warto znaleźć dla siebie inną formę aktywności, nową dyscyplinę albo wrócić do sportu w bardziej hobbystycznym wymiarze. U mnie takim naturalnym kierunkiem stało się bieganie. Dzięki temu wciąż mam w życiu sport, ale w zupełnie innej formie – bardziej dla przyjemności, bez tej olimpijskiej presji. To bardzo pomaga, bo nadal można stawiać sobie małe cele sportowe: przygotować się do biegu na 5 kilometrów, do półmaratonu czy po prostu do kolejnego treningu. Myślę, że to bardzo ważne dla każdego byłego sportowca – żeby wciąż mieć jakieś wyzwania i poczucie celu. Sport może wtedy nadal być częścią życia, tylko w innym, bardziej swobodnym wymiarze. Oczywiście moment zakończenia kariery jest trudny. Każdy przechodzi przez etap wielu pytań: co dalej, czym się teraz zajmę, czy sobie poradzę. To normalne – dlatego warto być otwartym, próbować różnych rzeczy, wchodzić w nowe projekty i sprawdzać różne możliwości.
Wcześniej było to wioślarstwo. Co jest dziś Twoją największą pasją i kierunkiem działania?
– Moją największą pasją są na pewno sport i podróże. Sport stał się też moją pracą – odnalazłam się jako trenerka, działam w projektach sportowych i w mediach społecznościowych, więc to właśnie dzięki temu mogę dziś zarabiać. Pracuję w obszarze, który naprawdę kocham, rozwijam się w sporcie, a jednocześnie mogę dzięki temu realizować drugą wielką pasję, czyli podróże. Coraz częściej łączę te dwie rzeczy. Moją nową pasją stała się na przykład turystyka biegowa. Podróżuję w różne miejsca i odkrywam je właśnie poprzez bieganie. Dzięki temu mogę połączyć ruch, poznawanie nowych miejsc i przygodę w jednym.
Magdalena Bryś
Więcej Wywiady
Ekstraklasa Live Park z kolejnymi nowinkami technologicznymi. Półautomatyczny spalony w przyszłym sezonie [WYWIAD]
Marcin Serafin od blisko 15 lat wspólnie z Leszkiem Miklasem zarządza spółką Ekstraklasa Live Park. Jej głównym zadaniem jest produkcja sygnału telewizyjnego wszystkich meczów PKO BP Ekstraklasy. W specjalnym wywiadzie dla SportMarketing.pl porozmawialiśmy m.in. o nowinkach technologicznych, "pokazywaniu" piłki nożnej w 2026 roku oraz dzisiejszych trendach.