Ekstraklasa Live Park z kolejnymi nowinkami technologicznymi. Półautomatyczny spalony w przyszłym sezonie [WYWIAD]
Marcin Serafin od blisko 15 lat wspólnie z Leszkiem Miklasem zarządza spółką Ekstraklasa Live Park. Jej głównym zadaniem jest produkcja sygnału telewizyjnego wszystkich meczów PKO BP Ekstraklasy. W specjalnym wywiadzie dla SportMarketing.pl porozmawialiśmy m.in. o nowinkach technologicznych, "pokazywaniu" piłki nożnej w 2026 roku oraz dzisiejszych trendach.
Jakub Kłyszejko, redaktor naczelny portalu SportMarketing.pl: Jak zdefiniowałbyś dziś rolę Live Parku w ekosystemie polskiej piłki i rynku transmisji sportowych?
Marcin Serafin, Dyrektor Operacyjny w EKSTRAKLASA LIVE PARK: – Czujemy się trochę jak zbrojne ramię działu marketingu PKO BP Ekstraklasy, bo bardzo dużo zależy od tego, jak liga jest pokazywana. To, jak widzowie ją postrzegają, w ogromnym stopniu wynika z naszej pracy: z tego, jak realizujemy transmisje i jaki mamy na nie pomysł. Widać też po rosnących cenach praw, że to ma znaczenie. Oczywiście fundamentem zawsze jest sport, ale sposób jego pokazywania również ma ogromną wartość. Od lat nie słyszę, że liga jest źle realizowana, a to dla nas największy komplement. Live Park istnieje od 2011 roku i od początku jakość była najważniejsza. Uważam, że PKO BP Ekstraklasa jest pokazywana świetnie, najlepiej wśród lig sportowych w Polsce, choć trzeba przyznać, że siatkówka także stoi na światowym poziomie. Jesteśmy świetni w tym, co robimy, ale chcemy być jeszcze lepsi. Myślę, że pod względem realizacji telewizyjnej jesteśmy dziś w europejskim TOP 5 lub TOP 6.
Co jest największym wyzwaniem w skali całego sezonu, kiedy pokazujecie ponad 300 meczów?
– Trudno wskazać jedno największe wyzwanie, bo mamy wszystko dobrze poukładane. Przez lata wypracowaliśmy schematy, które po prostu się sprawdzają. Mamy świetny, zgrany zespół, który od dawna pracuje razem, więc każdy wie, co ma robić, kiedy i za co odpowiada. Oczywiście zdarzają się pojedyncze trudności organizacyjne, na przykład wtedy, gdy w tym samym czasie odbywają się inne duże wydarzenia sportowe albo koncerty i trudniej skompletować ekipę. Ale nie mamy poczucia, że stoją przed nami jakieś wielkie problemy. Wszystko rozwiązujemy na bieżąco. Spotykamy się dwa razy w tygodniu, omawiamy to, co wydarzyło się po weekendzie i przygotowujemy się do kolejnego. Spodziewamy się niespodziewanych sytuacji na stadionie i na boisku. Zdarzają się drobne potknięcia, ale wyciągamy z nich wnioski i staramy się nie popełniać dwa razy tego samego błędu.
Jak wygląda współpraca między centralą, ekipami technicznymi i realizacją pracującą bezpośrednio na stadionie?
– Bardzo dobrze, bo to jest jeden organizm. Każdy ma poczucie, że jest częścią większego projektu. Z wieloma operatorami znamy się od 20–30 lat, więc nadajemy na tych samych falach. Podobnie jest z ekipą edycyjną czy producentami, z większością współpracowałem już wcześniej. To naprawdę bardzo zgrany zespół. Oczywiście nic nie dzieje się samo. Co wtorek i czwartek mamy długie spotkania, czasem trwające nawet dwie, dwie i pół godziny. Rozmawiamy o wszystkim: o błędach, o tym, co dzieje się na stadionach, co dzieje się w transmisji, z techniką i technologią. Chodzi o to, żeby na kolejny mecz być lepiej przygotowanym.
Mówiłeś o wysokiej jakości i wysokich standardach. Co w samej realizacji jest dla was absolutnym standardem, a nie „fajerwerkami”?
– Nasz podstawowy standard polega na tym, żeby w trakcie gry jak najczęściej używać kamery ogólnej. Chcemy, żeby widz miał szeroką perspektywę i rozumiał sytuację boiskową, zwłaszcza przy stałych fragmentach gry: rzucie wolnym, rzucie rożnym czy aucie. Staramy się dać widzowi kilka sekund przed wznowieniem gry, żeby mógł zobaczyć ustawienie zawodników i możliwe rozwiązania. To jedno z naszych podstawowych założeń. Dużą wagę przykładamy także do powtórek: jakie ujęcie jest pierwsze, jakie drugie, jakie trzecie. Po golach często kończymy powtórki reakcjami zawodników i kibiców, bo to daje emocjonalny kontekst. Nie pokazujemy ujęć z pustymi fragmentami trybun, szczególnie teraz, gdy stadiony są pełne. Staramy się za to jak najczęściej pokazywać kibiców, także młodych, bo dzieci na stadionach jest coraz więcej.
Coraz częściej w transmisjach pojawiają się także statystyki. Jak do tego podchodzicie?
– Rozwijamy ten element i pokazujemy coraz więcej danych, ale zależy nam, żeby były one osadzone w kontekście meczu. Nie chodzi o to, żeby wrzucać liczby bez sensu, tylko żeby wzmacniały opowieść o tym, co właśnie się wydarzyło albo co może się wydarzyć za chwilę. To wzbogaca transmisję i wydobywa ciekawe smaczki, których przeciętny widz sam by nie wychwycił. W pewnym sensie „amerykanizujemy” przekaz, bo w Stanach statystyki są ważnym elementem widowiska. Trzeba jednak znaleźć właściwy balans. Nie może być tak, że co kilka minut coś wyskakuje na ekranie. W przyszłości chcielibyśmy rozwijać także alternatywny sygnał pod widza oglądającego mecz w aplikacji, z większą liczbą danych i dodatkowych informacji obok głównego obrazu. To może szczególnie przyciągać młodszych widzów.

Dziś transmisja meczu Ekstraklasy to już bardziej budowanie pełnego widowiska niż samo dokumentowanie wydarzenia sportowego?
– W dużej mierze tak, choć trzeba pamiętać, że na pierwszym miejscu zawsze jest sport. Potem dopiero wchodzi sposób jego pokazywania i opakowanie całego wydarzenia. Ale faktycznie mecz nie zaczyna się już z pierwszym gwizdkiem. Coraz więcej klubów przygotowuje regularny „pre-game show”: są światła, oprawa, efekty specjalne, muzyka. Widać to choćby w Górniku, Motorze, Legii, Pogoni czy Radomiaku. Potem podobne elementy pojawiają się już w trakcie meczu, na przykład przy celebracji goli. To stało się częścią widowiska i kibice tego oczekują. Tak samo, jak na meczach NBA – tam od dawna wiadomo, że idzie się nie tylko na sport, ale też na show. W piłce nożnej ten proces również jest już bardzo widoczny.
Co dziś decyduje o tym, że transmisja piłkarska jest naprawdę dobrze zrealizowana?
– Spójność. Najważniejsze jest to, żeby pokazywać grę na żywo, niczego nie przycinać, nie gubić akcji i nie zamiatać kamerami. Czasem takie rzeczy się zdarzają, ale bardzo rzadko. To jest absolutna podstawa. Mówię naszym realizatorom i producentom: football first. Najpierw gra. Jeśli unika się dziwnych miksów i zbyt wielu bliskich planów podczas akcji, widz nie będzie myślał o realizacji. Skupi się na meczu. I właśnie o to chodzi.

Jak dużą rolę w opowiadaniu meczu odgrywają powtórki i tempo cięć?
– Ogromną, ale najpierw trzeba powiedzieć jedno: najważniejsi są ludzie. Bez dobrych ludzi, którzy wiedzą, co robią, lubią to robić i rozumieją piłkę, nie będzie dobrej transmisji. Powtórki są bardzo ważne, ale muszą być używane mądrze. Nasza zasada jest taka, żeby jak najszybciej wytłumaczyć widzowi sytuację. Często pierwsza powtórka jest szerokim planem, puszczanym w normalnym tempie, żeby jeszcze raz pokazać dynamikę akcji. Dopiero potem wchodzą bliskie plany i zwolnienia. Nie pokazujemy każdej oczywistej sytuacji, zwłaszcza jeśli był to zwykły faul w środku boiska. Gdybyśmy wszystko powtarzali, widz miałby wrażenie, że gra jest poszarpana. A tego chcemy uniknąć.
Wciąż wzorujecie się na Europie, czy raczej to inni zaczynają patrzeć na was?
– Myślę, że wszyscy funkcjonujemy w jednym środowisku i każdy pracuje według własnej filozofii. Mamy ogromne doświadczenie, bez kompleksów patrzymy na Europę i świat. Oczywiście istnieją pewne międzynarodowe standardy, których trzeba się trzymać, ale coraz częściej po prostu robimy swoje. Szukamy rozwiązań, które dają efekt „wow”, ale są zgodne z naszą filozofią realizacji.
Gdybyś miał wskazać jedną zagraniczną ligę, która jest najlepiej pokazywana w Europie, którą byś wybrał?
– Angielską. Tam bardzo mocno czuć zasadę football first. Mają doskonałe wyczucie gry, a sama gra jest tak szybka, że nie ma czasu na nadużywanie powtórek. Bardzo wysoko oceniam też Niemców, bo poza świetnym pokazywaniem meczu potrafią dorzucić do transmisji dodatkowe smaczki. To są dla mnie dwie najlepiej realizowane ligi w Europie.
Jakie technologie w najbliższych latach najmocniej zmienią produkcję transmisji piłkarskich?
– Na pewno dane i statystyki, ale też szerzej – cały obszar digitalu. Nie uważam, żeby dokładanie kolejnych kamer miało dziś jeszcze duży sens. Na wielkich turniejach tych kamer jest już bardzo dużo i nie sądzę, by jedna czy dwie więcej miały przełożyć się na większą wartość produktu. Znacznie ważniejsze jest dziś to, jak opakować mecz cyfrowo i jak dotrzeć do dwóch różnych grup odbiorców. Z jednej strony mamy widza 40+ czy 50+, który wychował się na innym modelu telewizji. Z drugiej mamy młodsze pokolenie, dla którego telewizor nie jest „telewizją”, tylko ekranem. Trzeba umieć mówić do obu grup jednocześnie.
Jedną z nowinek jest kamera sędziowska. Jakie były największe wyzwania przy wdrażaniu tego rozwiązania?
– Największym wyzwaniem jest komfort pracy sędziego. To jest absolutny priorytet. Nie może być tak, że kamera go uwiera, przeszkadza albo ogranicza swobodę ruchu. Reszta, choć oczywiście nie jest banalna, jest już do opanowania. Na rynku są firmy, które dostarczają takie rozwiązania na najwyższym światowym poziomie. Chcemy z tego korzystać częściej, ale to nie jest ani tanie, ani łatwo dostępne. Trzeba to planować z wyprzedzeniem, uzgadniać z Kolegium Sędziów i dobierać odpowiedni mecz oraz odpowiedniego arbitra.
Kamera sędziowska otwiera kolejne możliwości, na przykład związane z dźwiękiem?
– Uważam, że kolejnym krokiem będzie kiedyś udostępnianie na żywo dźwięku z boiska, tego, co sędzia mówi do zawodników i co zawodnicy mówią do sędziego. Nie mam tu na myśli komunikacji VAR. To jeszcze nie jest ten moment, ale kierunek wydaje się ciekawy. Taki materiał ma też wymiar edukacyjny. Zresztą już sama kamera wpływa na zachowanie zawodników – kiedy wiedzą, że są nagrywani, automatycznie bardziej pilnują języka.
Kiedy sędziowie będą publicznie tłumaczyli decyzje VAR na stadionie i w transmisji?
– To jest już całkowicie poza nami. To kwestia Kolegium Sędziów. Z tego, co wiem, trwają testy i przygotowania. Technologicznie nie powinno być z tym większego problemu, ale sama procedura nie jest tak prosta, jak może się wydawać. Sędzia musi w ogromnym stresie, pod presją zawodników, kibiców i wagi meczu, przekazać bardzo prosty, klarowny komunikat. To wymaga naprawdę dobrego przygotowania.
Jakie inwestycje technologiczne są dziś dla was kluczowe?
– Najważniejsza jest budowa naszego centrum mediowego, które już powstaje. Będziemy mieć tam studia, w tym jedno o powierzchni 500 metrów kwadratowych, kilka reżyserek i możliwość przechodzenia na produkcję zdalną lub częściowo zdalną. Chcemy mieć wszystkie sygnały z kamer w jednym miejscu, co da nam nowe możliwości produkcyjne, na przykład tworzenie dodatkowych przekazów z jednego meczu: z większą liczbą statystyk, tylko z powtórkami albo nawet skupionych na jednym zawodniku. Pracujemy też nad wdrożeniem technologii półautomatycznego spalonego. To projekt, który chcemy uruchomić na wszystkich stadionach, możliwe, że już w przyszłym sezonie.
Polski rynek broadcastowy jest gotowy na kolejny jakościowy skok?
– Zawsze może być lepiej. Nigdy nie ma takiego momentu, że można powiedzieć: osiągnęliśmy perfekcję. Ale uważam, że największy potencjał rozwoju jest dziś właśnie w digitalu. Zmienia się sposób konsumpcji mediów. Coraz częściej nie „przełączamy kanałów”, tylko włączamy telewizor albo aplikację i od razu wybieramy konkretne wydarzenie na urządzeniu, na którym chcemy je oglądać. Ten świat daje ogromne możliwości, ale oczywiście trzeba działać z głową i pamiętać o stronie biznesowej.

Gdybyś miał wskazać jeden obszar, w którym Live Park najmocniej zmienia polski produkt sportowy, co by to było?
– Realizacja w szerokim sensie. Zarówno stricte telewizyjna, jak i technologiczna. Jako pierwsi mieliśmy wóz 4K, pokazujemy ponad sto meczów w sezonie w 4K. Ale równie ważne jest to, co dzieje się w digitalu: ile treści produkujemy dla mediów społecznościowych Ekstraklasy i klubów, jak szybko i szeroko udostępniamy skróty, bramki i dodatkowe materiały. Kilka lat temu zrobiliśmy w tym obszarze duży krok do przodu i dziś liga naprawdę nie jest schowana. Świadomy odbiorca może obejrzeć skróty w aplikacji Ekstraklasa TV, na YouTubie, w kanałach Canal+, na social mediach klubów i ligi. To bardzo pomogło całemu produktowi.
Jak opisałbyś przyszłość transmisji piłkarskich?
– Tego dziś nikt nie wie na pewno. Technologia rozwija się tak szybko, a sposób konsumowania mediów zmienia się tak dynamicznie, że bardzo trudno planować cokolwiek w perspektywie dziesięciu lat. To, co niedawno wydawało się niemożliwe, dziś jest codziennością. Bardzo lubię hasło: „Przyszłość jest dziś”. W obszarze technologii i mediów to wyjątkowo trafne. Kto nie będzie się szybko adaptował, zostanie z tyłu.
Jakub Kłyszejko
Więcej Wywiady
Rafał Majka po przejściu na sportową emeryturę: przez pierwszy rok chcę odpocząć [WYWIAD]
Rafał Majka to postać, której nie trzeba przedstawiać. Pod koniec zeszłego roku jeden z najwybitniejszych polskich kolarzy w XXI wieku postanowił zakończyć sportową karierę. W rozmowie ze SportMarketing.pl opowiedział o pierwszych miesiącach po odejściu z touru, zmianach, jakie u niego nastąpiły oraz planach na przyszłość.