23.03.2026 08:28

Aleksandra Wizor: jestem życiową wieloboistką [WYWIAD]

Lekkoatletyka, biathlon, piłka nożna? Aleksandra Wizor znalazła swoją przestrzeń na profesjonalne funkcjonowanie w sporcie na szeroką skalę. Dziś tworzy content, z którego korzystają najlepsi złoci medaliści igrzysk olimpijskich w Mediolanie-Cortina. A to tylko skrawek jej pracy, łączącej kreację, fotografię i obróbkę zdjęć, montaż… – Śmieję się, że jestem życiową wieloboistką – mówi w rozmowie dla SportMarketing.pl.

Aleksandra Wizor: jestem życiową wieloboistką [WYWIAD]

Piotr Wiśniewski, SportMarketing.pl: Wiem, że wróciłaś właśnie z Pucharu Świata w biathlonie. Co tam konkretnie robiłaś?

Aleksandra Wizor: – Pracowałam dla Światowej Federacji Biathlonu. To mój drugi sezon z nimi. Ostatnie dwa, trzy miesiące były dla mnie bardzo intensywne – byłam głównie za granicą. W tym czasie w domu spędziłem może sześć, siedem dni, z czego większość przechorowałam. Praca przy takich zawodach wiąże się dużą adrenaliną, organizm czasami odmawia posłuszeństwa. Czułam to, ale chciałam „przeciągnąć” chorobę do domu. Chociaż to był ciężki okres, to dał mi mnóstwo satysfakcji, bo spełniam marzenia.

W jaki sposób?

– Moja praca daje mi możliwość połączenia pasji, czyli podróże i sport. Zawsze wiedziałam, że chcę pracować w sporcie. Nie wiedziałam tylko w jakiej formie. To, co robię teraz, tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze się pokierowałam. Zaczęłam od wolontariatów sportowych. Już jako nastolatka pomagałam przy organizacji różnych wydarzeń, miałam dostęp do tak zwanych kulis. Aparat stał się moim atrybutem później, a fotografowanie to moja trzecia pasja. Gdy byłam małą dziewczynką, bardzo lubiłam tworzyć, robić zdjęcia, tworzyć materiały wideo. Pierwszy aparat dostałam na komunię od rodziców. I zostałam szkolnym fotografem. Koledzy i koleżanki prosili, abym uwieczniała ich występy w zawodach sportowych. Obecne projekty dają mi dużą swobodę, sama jestem sobie szefem. Jako freelancerka wybieram po prostu projekty najbardziej dla mnie atrakcyjne. Nigdy bym nie pomyślała, że będę miała okazję współpracować z największymi sportowymi federacjami na świecie. Jeszcze momentami nie dowierzam, że tak to się wszystko potoczyło! Mogę powiedzieć, że to bardzo przyjemny efekt uboczny mojej pracy.

Wyjaśnij zatem z jakimi organizacjami współpracujesz i co należy do twoich obowiązków?

– W sezonie zimowym – Światowa Federacja Biathlonu. Przez cały rok – Orlen Team. Lato i trochę okresu zimowego to z kolei Europejska Federacja Lekkiej Atletyki. Od czasu do czasu obsługuję pojedyncze wydarzenia, głównie w Polsce, dla UEFA. To na przykład mecze Ligi Konferencji, czy Ligi Europy i spotkania Szachtara Donieck w Lidze Mistrzów. Poza tym, dostaję także pojedyncze zlecenia z innych organizacji.

Dokonujesz selekcji zleceń albo stawiasz na priorytetyzację?

– Nie bez powodu wymieniłam wspomniane federacje, gdyż one są dla mnie priorytetem. Pod tym względem patrzę praktycznie – gdzie mam możliwość ciągłości i stabilizacji pracy. We wcześniejszych latach pracowałam na umowy stałe, ale etaty w pewnym stopniu hamowały moje możliwości wyjazdów. Dlatego mając własną działalność, kieruję się stałymi wpływami, żeby mieć zachowaną płynność finansową. Pod tym względem – budżet mi się spina. Nie ukrywam, że kiedyś miałam obawy, jak to będzie. Jest dobrze. Muszę przyznać, że praca na własny rachunek to najlepsza decyzja, jaką podjęłam. Jeszcze w październiku 2025 roku miałam etat. Dziś już nie myślę o callach etc. Nie muszę prosić o wolne. Sama ustalam sobie kalendarz.

Po tym, co mówisz, wnioskuję, że w domu jesteś bardziej gościem? Niczym profesjonalni sportowcy – ponad 300 dni w podróży.

– Coś w tym jest! Myślę, że u mnie proporcje tak właśnie wyglądają, na szczęście mam przywilej wyboru, gdzie i kiedy jadę. Przyznam się, że zdarza mi się przesadzić, pod tym kątem, że decyduję się na większość projektów. Ale ja kocham to, co robię, więc jest mi łatwiej (śmiech). Chociaż teraz czuję mocną potrzebę bycia w domu.

Ile kilometrów przeleciałaś w poprzednim roku? Mówimy zapewne o tysiącach?

– Na pewno. W tym roku już mam na koncie osiem lotów po Europie. Tylko raz zdarzyło mi się pracować poza – na zlecenie FIFA w Katarze przy okazji gali losowania grup mistrzostw świata. Z lekką atletyką jest o tyle łatwiej logistycznie, że zawody odbywają się głównie w dużych miastach, gorzej z biathlonem – często w miejscach oddalonych od głównych miast, często z dala od dużych aglomeracji, gdzieś z boku, więc dochodzi też transport kołowy. A to kilka dodatkowych godzin z lotniska. Jednak nie przeszkadza mi to wcale.

Patrzę na twój profil na Linkedin i widzę: Sports Videographer, Photographer, Social Media Host, w dodatku pracujesz także jako Content Creator. Która rola najlepiej do ciebie pasuje?

– Na to pytanie nigdy nie wiem, co odpowiedzieć (śmiech). Moja praca łączy kilka ról w jednej. Wszystko zależy od oczekiwań danej organizacji. Tak w ogóle, to zaczęłam pracować w sporcie, nie mając profesjonalnego aparatu. Cały content w social mediach tworzyłam telefonem. Pierwszy profesjonalny sprzęt zakupiłam z własnych oszczędności. Dopiero zebrawszy odpowiednie doświadczenie, uznałam, że mogę o sobie mówić Sports Videographer, czy Photographer. Tworzę zarówno zdjęcia, jak i wideo oraz je montuję. Dlatego postanowiłam rozbić definicję Content Creatora na dwie osobne funkcje, żeby było jaśniej, czym się głównie zajmuję. Może powinnam dopisać jeszcze montażystka, zajmująca się obróbką zdjęć? Śmieję się, że jestem życiową wieloboistką. We wcześniejszych latach dużo działałam z organizacjami na temat strategii social mediowej. O co chodzi z hostem? To na potrzeby Europejskiej Federacji Lekkiej Atletyki w ich socialach. Na Instagramie tudzież Facebooku ważnego wydarzenia pełnię funkcję prowadzącej. Udostępniam swoją twarz i opowiadam o wydarzeniu. Podobnymi rzeczami zajmowałam się w Legii Warszawa.

Jaki projekt tworzony przez ciebie od A do Z dał ci najwięcej satysfakcji?

– Jestem świeżo po swoich pierwszych igrzyskach olimpijskich. To wydarzenie wywarło na mnie ogromne wrażenie. Nabrałam więcej pewności siebie. Czuję wielką radość, bo docierają do mnie informacje, że moja kreacja, moje zdjęcia z igrzysk odbiły się szerokim echem w przestrzeni publicznej. Jechałam tam z obawami, w końcu na miejscu byli sami najlepsi i najwięksi fotoreporterzy z racji rangi wydarzenia, więc jak ja mogę to „opakować”, żeby się wyróżnić. Na szczęście udało się. Jeśli chodzi o Światową Federację Biathlonu, to cały projekt jest bardzo innowacyjny. Jako Athletes Content Creator produkuję kontent dla zawodników, co ma wpływ na ich zasięgi, a co za tym idzie na liczbę sponsorów. Cały ten projekt to super inicjatywa władz biathlonu! Sportowcy bardzo doceniają moją pracę.

Kto na przykład?

– Właściwie wszyscy tegoroczni biathlonowi medaliści igrzysk olimpijskich udostępniali moje zdjęcia. Przykładowo ci złoci – Lisa Vittozzi, Julia Simon, Quentin Fillon Maillet, Johan-Olav Botn, czy Oceane Michelon.

Jak się dostać do struktur dużych organizacji sportowych?

– Wiele kontaktów zdobyłam poprzez wolontariat. Teraz to się nazywa networking albo jest od tego Linkedin. Gdy pracowałam w Legii, pokazując swoją twarz w kontencie socialowym, to ludzie zaczęli mnie kojarzyć. A ci odpowiadający za wolontariat szepnęli dobre słowo wyżej postawionym. To pierwszy krok. Drugi krok to mnóstwo wysłanych e-maili do różnych organizacji. Tak się znalazłam w federacji biathlonowej. Znalazłam u nich ogłoszenie, ale nie na moje konkretne stanowisko. Skoro szukają, to pomyślę, że się odezwę. Napisałem, że widzę siebie tu i tu, wytłumaczyłam, czym mogę się zajmować, załączyłam CV. Przyszedł feedback: „Pani Aleksandro, bardzo spodobała nam się forma pani e-maila. Chcielibyśmy się spotkać i porozmawiać o ewentualnej współpracy”.  

Udostępnij
Piotr Wiśniewski

Piotr Wiśniewski