10.03.2026 08:20

Edyta Sadowska tylko u nas o Ekstraklasie, branży mediowej i działaniach Canal + [WYWIAD]

Edyta Sadowska została zwyciężczynią piątej edycji rankingu TOP50 Najbardziej Wpływowych Kobiet w Polskim Biznesie Sportowym. Prezes Zarządu Canal + w ekskluzywnym wywiadzie dla SportMarketing.pl odniosła się m.in. do przyszłości PKO BP Ekstraklasy w stacji, roli kobiet w świecie sportu czy rozwoju polskiej piłki nożnej.

Udostępnij
Edyta Sadowska tylko u nas o Ekstraklasie, branży mediowej i działaniach Canal + [WYWIAD]

Jakub Kłyszejko, redaktor naczelny portal SportMarketing.pl: – Pani prezes, jak wygląda pani typowy weekend?

Edyta Sadowska, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalna Canal +: – Pytasz o domowy czy biznesowy?

Niech będzie jeden i drugi.

Mamy dużo praw sportowych, mecze są rozgrywane w weekendy, więc w te dni oglądam dużo telewizji. Patrzę wtedy, w jaki sposób pokazujemy rozgrywki, jak trafiamy do klienta i czy nie ma jakichś drobnych przewinień ze strony naszej ekipy (śmiech). Chcę sama się przekonać, czy nasz klient na pewno będzie zadowolony.

Ile meczów Ekstraklasy weekendowo pani ogląda?

– Nie oglądam całych od deski do deski, nie mam na to aż tyle czasu, ale zerkam na większość.

Rozmawiamy we wtorek po dziesiątej i chciałbym zapytać, czy każdy weekend rozpoczyna pani od sprawdzania liczb i statystyk oglądalności?

– Nie sprawdzam wszystkich statystyk. Interesuje mnie oczywiście oglądalność wszystkich naszych wydarzeń, ale nie siedzę w tych liczbach dzień w dzień i nie sprawdzam, w jaki sposób klienci konsumują nasz kontent. Mam zaufanie do moich ludzi, którzy się tym zajmują. Spotykamy się raz na jakiś czas, żeby podsumować pewne rzeczy. Sprawdzamy, co się oglądało, jak się oglądało, analizujemy nasze antenowe pozycje.

Jaka powinna być nowoczesna telewizja w 2026 roku?

Powinna dostarczać maksymalnie dużo emocji, być bardzo blisko odbiorcy, właściwie tuż przy nim. Co oznacza, że technologicznie musimy być obok naszego widza, bo on dzisiaj nie ogląda CANAL+ tylko na dużych ekranach, w zaciszu domu czy pokoju. Ogląda nas wszędzie, więc i my musimy być wszędzie – na telefonie, komputerze, tablecie…

Pani zdaniem wyznaczacie trendy na polskim rynku mediowym? W jakich aspektach możecie być uważani za wzór?

– Mówimy o sporcie, to nawiążę do sportu. Uważam, że nasze transmisje sportowe, sposób pokazywania sportu, komentowania i cała obudowa treściami jest najlepsza na rynku. Mogę powiedzieć, że to my jesteśmy liderem i robimy bardzo dużo dla naszych widzów. Staramy się pokazywać i rozwijać nowe formaty. Za przykład może posłużyć Multiliga w Lidze Mistrzów. Byliśmy w stanie transmitować równolegle 18 meczów, pokazywać statystyki i przełączać się między nimi. To budowało zaangażowanie widza, szczególnie młodszego, który nie zawsze ma tyle cierpliwości, żeby wytrzymać przed ekranem 90 minut. Wszystkie najważniejsze wydarzenia obudowujemy różnego rodzaju nowymi formatami. Eksperymentowaliśmy jakiś czas temu z dokumentami sportowymi. Teraz są w naszej ramówce na stałe. Byliśmy pierwsi na rynku, produkujemy ich bardzo dużo i jesteśmy zadowoleni z efektów, bo nasi widzowie bardzo chętnie je oglądają.  Otwieramy się też mocniej na nowych widzów, część spotkań pokazujemy bez opłat na YouTube czy social mediach. Pokazujemy im wysoką jakość, emocje, a oni później bardzo często zostają z nami na dłużej, kupując subskrypcję. To nas bardzo cieszy.

Bramki z Ekstraklasy pojawiają się w waszych mediach społecznościowych praktycznie kilka minut później. Tego oczekuje najmłodszy widz? “Sociale” muszą być w dzisiejszych czasach na równi z telewizją?

Może nie na równi, bo mimo wszystko tworzymy telewizję, ale media społecznościowe muszą być bardzo blisko telewizji. Bez nich nie da się odpowiednio wypromować posiadanych praw czy treści. Wszystkie nasze aktywności w social mediach mają przyciągnąć uwagę widza i w rezultacie zachęcić go do skorzystania z naszej oferty w pełnej wersji.

Pani zdaniem dzisiejszy rynek telewizyjny jest trudniejszy niż kilka, kilkanaście lat temu?

– Zdecydowanie tak. Rynek jest dziś znacznie bardziej wymagający niż kiedyś. Konkurencja jest dużo większa, a zachowania widzów dynamicznie się zmieniają, głównie ze względu na ogromną i bardzo zróżnicowaną ofertę treści. Dlatego musimy reagować szybko i elastycznie, dostosowywać nasze programy, formaty, sposób promocji oraz kanały dotarcia tak, aby jak najlepiej odpowiadały na oczekiwania współczesnego widza.

Polacy oglądają jeszcze klasyczną telewizję, czy powoli zmierzamy do przejścia na platformy streamingowe?

– Od lat pojawiają się głosy wieszczące koniec tradycyjnych mediów, ale – jak widać – telewizja wciąż nie zamierza schodzić ze sceny (śmiech). Oczywiście dziś funkcjonuje w trudniejszym otoczeniu niż kilkanaście lat temu, jednak nadal bardzo duża grupa widzów lubi oglądać telewizję w tradycyjny sposób: usiąść przed dużym ekranem, wziąć pilota i po prostu przełączać kanały w poszukiwaniu czegoś interesującego. To rozwiązanie jest szybkie, wygodne i dla wielu osób mniej wymagające niż przeglądanie bibliotek streamingowych. Często wystarczy „skakać” po kanałach, zobaczyć ciekawy obraz i zostać przy danym programie. To bardziej płynne i spontaniczne doświadczenie niż czytanie opisów, oglądanie zwiastunów czy sprawdzanie ocen. Jednocześnie jest też druga grupa odbiorców, którzy wolą oglądać treści wtedy, kiedy chcą i w wybrany przez siebie sposób. Dla nich rozwijamy ofertę streamingową. Nowoczesną, elastyczną i dopasowaną do ich oczekiwań.

Dopytam jeszcze o ten biznes. Możemy procentowo powiedzieć, jak te odnogi się wam rozkładają?

– To jest bardzo łatwe do zmierzenia, tylko nie możemy o tym tak bezpośrednio mówić. Powiem tak – wszystkie trzy odnogi są dla nas tak samo ważne.

Pani zdaniem pojawi się taki moment, kiedy telewizje, mówiąc kolokwialnie, “przestawią wajchę” w kierunku tylko Internetu i streaming?

– Wiele będzie zależało od rozwoju infrastruktury i dostępności szybkiego internetu – światłowodu, FTTx czy 5G. Dziś w Polsce poziom pokrycia tymi technologiami wynosi odpowiednio ok. 75%, 40% i 50%, więc wciąż nie jest to pełna dostępność. Można jednak zakładać, że gdy wskaźniki te zbliżą się do około 90%, znaczenie technologii satelitarnej zacznie maleć. Dlatego już dziś CANAL+ Polska oferuje rozwiązanie hybrydowe – dekoder, który można podłączyć zarówno do internetu, jak i do satelity. Dzięki temu widz ma dostęp do naszych treści niezależnie od technologii.

Odpowiadając więc wprost: tak, wyobrażam sobie, że wraz z dalszą cyfryzacją kraju i coraz powszechniejszym dostępem do szybkiego internetu może nadejść moment, w którym satelita przestanie być niezbędna.

Sport jest dzisiaj waszym największym motorem napędowym?

Mamy cztery motory napędowe. Pierwszym jest telewizja tradycyjna, dostarczająca klientom rozrywkę na dwustu kanałach tematycznych i premium.  Drugim są filmy i seriale, które produkujemy sami (nasze oryginalne produkcje) , koprodukujemy z partnerami albo kupujemy na rynku na nasze platformy (satelitarną i streamingową). Trzecim jest właśnie sport, a czwartym od niedawna eventy, czyli na przykład gale KSW, koncerty i wydarzenia PPV. Ten element oferty również mocno rozwijamy.

Długo mógłbym mówić o waszej sportowej ofercie. Pani zdaniem jest ona w tym momencie kompletna?

– Myślę, że mamy wystarczającą liczbę praw. Dla każdego znajdzie się coś dobrego. Oczywiście pojawiają się kolejne przetargi, w których bierzemy udział. Staramy się też eksperymentować, stąd pojawiły się u nas na przykład turnieje dart. Uważam, że to bardzo ciekawa dyscyplina, która będzie się w Polsce rozwijać. Próbujemy śledzić trendy i poszukiwać nowych dyscyplin sportowych, które dzisiaj jeszcze nie są oczywiste, ale w perspektywie kolejnych trzech do pięciu lat mogą stać się kluczowe. Myślę, że to jest taki czas na eksperymentowanie z różnymi pomysłami, ale analizują zachowania klientów sportowych, widzimy oczywiście, jak ważny jest futbol.  Dlatego cieszę się, że mamy w naszej ofercie tak dużo dobrej piłki.

Powiedziała pani o eksperymentach. Darta przejęliście po świetnym wyniku Krzysztofa Ratajskiego, tenisa pozyskaliście, jak Iga Świątek dopiero zaczęła odnosić sukcesy. W takich przypadkach ważne są chyba też “wyczucie” i dobry timing?

Tak jak wspominałam, bardzo mocno pracujemy z trendami. Śledzimy je nie tylko w Polsce, ale też poza granicami naszego kraju. Przyglądamy się, zbieramy dane, a one są potem kluczowe przy decyzjach zakupowych. Wiemy też, z jakimi krajami można porównać Polskę. Znamy gust widzów, porównujemy to, eksperymentujemy. Z drugiej strony, nawet jak posiadamy dane, to nie wiemy, czy na pewno to wypali. Igę Świątek kupiliśmy w idealnym momencie i wtedy to się sprawdziło. Teraz zrobiliśmy to z dartami i liczymy na podobny efekt. Wszystko to, co robimy w obszarze sportu, jest bardzo mocno oparte o dane. Coraz rzadziej podejmujemy decyzje emocjonalnie.

Jak wygląda taki proces rekomendacji? 

– Na początku musimy ustalić, jak dany sport oglądał się gdzie indziej, w jaki sposób budowały się wyniki oglądalności. Analizujemy, na jakim etapie się zatrzymały. Potem próbujemy obliczyć, ile możemy za to zapłacić. Na koniec dnia każdą zapłaconą cenę za dane prawa musimy odzyskać po stronie klienta, czyli klient musi chcieć kupić od nas ofertę. Nie jesteśmy charytatywną instytucją. Nasi właściciele oczekują, że coś na tym biznesie jednak zarobimy. Dlatego tak ważne są dobrze skalkulowane i przemyślane decyzje. Łatwo tu przeholować, kupić i nie odzyskać, a nawet stracić, bo Klienci stwierdzą, że to nie jest warte ich pieniędzy.    

Powrót Ligi Mistrzów był najważniejszym wydarzeniem ostatnich lat?

– Może nie najważniejszym, ale bardzo ważnym. Myślę, że wszystkie ligi, które dzisiaj mamy, budują cały nasz produkt sportowy. Jesteśmy bardzo zadowoleni z obecnej oferty. Jak będzie w przyszłości? Zaczynają się przetargi i zobaczymy, o co będziemy walczyć. 

Nie jest jednak tak, że Liga Mistrzów jest najbardziej prestiżowa? Kibice chcą oglądać Barcelonę i Real.

– Wszystko zależy od segmentu widzów. Nigdy nie jest tak, że wszyscy oglądają to samo. Nasza baza jest posegmentowana. Wiemy dokładnie, jakich mamy klientów i jakich chcemy pozyskać z rynku. Kierujemy się segmentacją, czyli dla każdej grupy próbujemy zbudować dobry produkt, ale wiemy też, że wszyscy oczekują innego podejścia. Tak naprawdę Liga Mistrzów nie jest dla wszystkich równie interesująca. Widzimy to, że młodszy widz bardzo chętnie ogląda Ligę Mistrzów…

Starszy woli Ekstraklasę?

– Tak, ale również żużlową PGE Ekstraligę. To kompletnie inna dyscyplina, ale ma swoich niesamowicie wiernych fanów. Tym kierujemy się, kupując nasze prawa. Oczywiście najpierw patrzymy na trendy zewnętrzne, o których wspominałam, ale patrzymy też na to, jakich mamy klientów i dla kogo te prawa są ważne. Musimy brać pod uwagę, ile taki klient jest w stanie zapłacić, bo nasze pakiety nie są najtańsze na rynku. W pewnym momencie, gdybyśmy dołożyli do nich kolejne prawa i podnieśli cenę oferty, to taka cena byłaby zbyt wysoka. Klient kocha sport, ale też swoją kieszeń. Musimy dokonywać zakupów, które się po prostu zwrócą.

Też dane oglądalności pokazują, że bardzo często mecze żużlowe cieszą się chyba największym zainteresowaniem.

– Pełna zgoda i niektóre wyścigi cieszą się większą atencją niż piłka nożna. Moim zdaniem całe środowisko żużlowe zasługuje na wielki szacunek. Polski żużel zbudował wierną grupę odbiorców, która jest w stanie oglądać wszystko, co jest związane z tym sportem. I my to doskonale widzimy w liczbach.

Dlatego chyba tym bardziej ważne jest dla was to, że nie będziecie się już dzielić prawami do PGE Ekstraligi?

– Dzieliliśmy się przez lata, no ale tym razem  ułożyło się inaczej. Jesteśmy zadowoleni, że będziemy mieli ekskluzywne prawa do żużla, bo ekskluzywne prawo buduje wartość całej platformy CANAL+.

Powiedzieliśmy dopiero o kilku rzeczach, a tutaj padło już bardzo dużo argumentów, dlaczego wygrała pani nasz ranking TOP50 Najbardziej Wpływowych Kobiet w Polskim Biznesie Sportowym? Jak odbiera pani takie wyróżnienie?

– Jestem dumna i zaskoczona, bo w biznesie sportowym działa wiele kobiet, które robią naprawdę wspaniałe rzeczy. To wyróżnienie jest bardzo ważne nie tylko dla mnie, lecz także dla CANAL+. Traktuję je jako nagrodę dla całego zespołu, który każdego dnia wkłada ogrom pracy w to, by kibice w Polsce mogli oglądać sport na najwyższym poziomie i przeżywać największe sportowe emocje.

Jak pani tak ogólnie patrzy na wpływ kobiet w polskim biznesie sportowym? Widać, że rzeczywiście jest ich coraz więcej?

– Na pewno jest ich za mało w federacjach, związkach sportowych i klubach. Z dużą stratą dla tych organizacji. Powiedziałabym, że ten świat jest bardzo, bardzo męski. Za męski. Kobiety na pewno wprowadziłyby wiele dobrego. Zawsze głośno powtarzam, w tym również w CANAL+, jak ważna jest różnorodność i jakie korzyści czerpie się, gdy pracują ze sobą ludzie w różnym wieku o różnej płci, charakterach czy przekonaniach.

Co może być największą barierą, że tak się właśnie nie dzieje?

Myślę, że środowiska męskie są mimo wszystko mocno hermetyczne i w większości nieinkluzywne. Nie dla wszystkich kobiet jest to akceptowalne i łatwe do pokonania, po prostu kobiety się tego boją i nie są gotowe na łamanie tak dużych barier.

Spotyka się jeszcze pani ze stereotypem, że kobiety nie znają się na sporcie?

– Wielu mężczyzn uważa, że to oni mają monopol na wiedzę o sporcie. A tymczasem kobiety odważnie wchodzą w dyscypliny zarezerwowane w przeszłości dla mężczyzn i coraz bardziej angażują się i w oglądanie, i w uprawianie sportu – zarówno amatorsko, jak i profesjonalnie… Widać, że odnosimy sukcesy, ale ciągle jest nas mało, jesteśmy nieśmiałe i przez to trochę zdominowane. Mamy jeszcze mało przestrzeni, ale myślę, że to jest kwestia czasu. Kobiety w Polsce są bardzo silne i robią swoją robotę po cichu, ale bardzo systematycznie. Przyjdzie taki moment, już niedługo, że zaistniejemy w sporcie szerzej.

Pani jest już trochę w biznesie sportowym? Jakich rad udzieliłaby pani kobietom, które dopiero chciałyby do tego świata dzisiaj wejść?

– Przede wszystkim trzeba sobie poustawiać pewne rzeczy w głowie. Każda kobieta musi wiedzieć, że jest tak samo ważna, jak mężczyzna. Nie może myśleć, że jest od kogoś gorsza, wie mniej, mniej rozumie, nie poradzi sobie. Nie ma takich sytuacji, w których kobieta by sobie nie poradziła. Pewne rzeczy są tylko w głowie. Trzeba je po prostu “posprzątać” i robić swoje.

Ma pani poczucie, że takie rankingi mogą realnie zmienić rynek i mieć wpływ na postrzeganie kobiet?

– Myślę, że im więcej o tym mówicie, tym więcej kobiet to widzi i zyskuje trochę więcej odwagi. Mężczyźni też dostrzegają, że kobiety również mogą zajmować kluczowe stanowiska oraz odnosić tam sukcesy. Moim zdaniem wszystko zmierza w dobrym kierunku.

Wracając do spraw biznesowych, oglądalnościowych, jakie w dzisiejszych czasach to są dobre liczby?

– Liczby są dobre wtedy, gdy pokazują, że spełniamy obietnice i realizujemy nasze cele. Najprościej mówiąc: jeśli nasz produkt jest na tyle atrakcyjny, że widzowie chcą za niego zapłacić, to znaczy, że wszystko działa tak, jak powinno. Wtedy możemy mówić o dobrej oglądalności i realnym return on investment.

Zawsze bardzo dokładnie analizujemy, ile osób faktycznie obejrzało daną dyscyplinę, w którą zainwestowaliśmy, i czy poziom oglądalności pozwolił skutecznie zmonetyzować prawa sportowe. A jeśli wynik przekracza nasze założenia biznesowe, tym lepiej – to znak, że inwestycja była naprawdę trafiona.

Czyli ważniejsze od samej oglądalności jest to, ile osób wykupi na przykład subskrypcję na Ligę Mistrzów i ile zostanie najprościej mówiąc w kasie?

– Tak, ale to jest ze sobą połączone. Im więcej klientów ogląda, tym lepszy jest produkt i tym więcej klientów jest w stanie za ten produkt zapłacić. Jeżeli dzisiaj ktoś nie zapłacił za mecz, ale obejrzy darmową transmisję, która go zachwyci, to za jakiś czas może wykupić pakiet. I to jest nasza praca: musimy robić wszystko, aby kibic chciał zapłacić za treści, które dla niego przygotowaliśmy. Wtedy jest to dobry deal. My jako CANAL+ działamy dość „prosto” (śmiech). Tworzymy produkt dla klienta, robimy to najlepiej, jak umiemy i przy użyciu najlepszych narzędzi. Kupujemy prawa sportowe, potem je opakowujemy: tworzymy różne formaty treści np. dokumenty sportowe, magazyny, reportaże, krótkie formy i jeżeli klient się tym zachwyci na tyle, żeby za to zapłacić, no to jesteśmy w domu. Jeżeli się nie zachwyci, to oznacza to, że robimy coś źle, i wtedy próbujemy to naprawić.

Wracając jeszcze do Ligi Mistrzów, czy sublicencja z TVP była dla was dobrym rozwiązaniem?

– Tak i myślę, że pokazywanie rozgrywek szeroko jest ważne, nie tylko dla CANAL+, ale dla wszystkich, którzy działają w sporcie. Otwarta telewizja daje przestrzeń promocyjną. Popularyzuje sport, daje możliwość dotarcia do nowych klientów, którzy obejrzą i być może zachwycą się tym, co widzą. Wierzymy, że pokazywanie sportu szerzej, czy  to w otwartej telewizji, czy na social mediach, to eksperymenty, które muszą pojawiać się coraz częściej.

Pół żartem, pół serio spytam, czy oddacie TVP chociaż jeszcze jeden mecz Barcelony w Lidze Mistrzów?

– Bardzo byśmy chcieli, ale musimy patrzeć przede wszystkim na nasz biznes. Dlaczego ktoś miałby nam płacić tyle pieniędzy za pakiet z Ligą Mistrzów, jeżeli dostawałby najlepszy produkt w TVP za darmo?

Widzicie dużą różnicę w oglądalności i to, że Polacy najbardziej chcą oglądać właśnie Roberta Lewandowskiego?

Polacy chcą oglądać Polaków bez względu na to, czy to jest dobry, czy niezbyt dobry mecz. Polacy zawsze oglądają polskich sportowców  z przyjemnością i zawsze polski piłkarz buduje oglądalność nieporównywalną do innych spotkań. Tak dzieje się też w przypadku Ligi Mistrzów. Jest kilka klubów europejskich, które mają w Polsce największe grono kibiców, ale prawda jest taka, że wolimy oglądać “swoich”.

Jak ważne w waszym budżecie są przychody z sublicencji?

Nie są kluczowe. Sublicencje traktujemy jako popularyzowanie sportu. Mecze muszą się pojawiać szeroko, żeby sport trafiał dla każdego. Dzięki temu budujemy widownię na stadionach i na transmisjach. W przypadku Ekstraklasy przez ostatnie lata eksperymentowaliśmy szerzej z social media  i dzięki temu liczby bardzo ładnie nam urosły. Zadowolone są też kluby, bo coraz więcej ludzi przychodzi na stadiony. Na koniec widz dostaje niemalże komplementarną ofertę. Może pójść na stadion, obejrzeć mecz na stadionie na żywo, na żywo w aplikacji lub telewizji, zobaczyć statystyki i/lub powtórki akcji w aplikacji czasami sekwencyjnie czasami w tym samym czasie konsumując wydarzenie na wielu ekranach jednocześnie, bo widzimy, jak często kibice w trakcie meczu na stadionie zerkają do naszej aplikacji.

Dostrzega pani duży rozwój polskiej piłki w ostatnich latach?

– Tak i jesteśmy bardzo zadowoleni, w jakim kierunku zmierza rozwój polskiego sportu. Obserwujemy wszystko, ponieważ kupujemy prawa do rozgrywek. Zależy nam, żeby zainteresowanie widzów poszczególnymi wydarzeniami rosło, co jest wprost proporcjonalne do wzrostu poziomu sportowego polskiej piłki. Wzrost zainteresowania polską piłką i sportem w ogóle jest bardzo ważny społecznie. Nie chcemy przecież, aby dzieciaki siedziały wyłącznie w telefonach i przeglądały social media. Chcemy, żeby się rozwijały i psychicznie, i fizycznie, i były zdrowe, a sport jest niezbędnym tego elementem. Cieszę się, że przychodzą na stadiony, oglądają mecze i żyją sportem.

Można powiedzieć, że małżeństwo CANAL+ z Ekstraklasą potrwa do ostatnich dni?

– Jak to w małżeństwie, może potrwać, albo może się wcześniej rozpaść. Małżeństwo będzie trwało do momentu, dopóki obie strony będą zadowolone i czerpały z tego korzyść. W związku musisz być szczęśliwy obok drugiej osoby i tutaj jest podobnie, Jeżeli będzie to sytuacja “win win” – będzie super. Jak coś się zmieni, to ten związek trzeba będzie zakończyć.

Już za kilka miesięcy zaczną się bardzo ważne rozmowy, jeżeli chodzi o przyszłość Ekstraklasy. Wyobrażacie, że mogłoby jej w CANAL+ nie być?

Chyba dobrze się nam razem żyje (śmiech). Uważam, że pokazujemy Ekstraklasę w znakomity sposób, jest to bardzo dobrze opakowany produkt – świetna jakość wydarzeń, magazyny, dokumenty sportowe, krótkie formy czy sposób promocji bardzo poszerzający zainteresowanie Ekstraklasą. Dostajemy wiele pochwał od naszych zadowolonych klientów, fanów, klubów, ale też od innych zagranicznych Lig i Federacji. Są zachwycone sposobem, w jaki pokazujemy ligę. Nie boję się powiedzieć, że to, co robimy wokół Ekstraklasy, jest majstersztykiem. Widać, że na polskim rynku co i rusz pojawiają się różni gracze, którzy oferują różne prawa sportowe. Wydaje mi się, że nie było lepszego od nas, jeśli chodzi o transmisję, komentarz, całą wysokiej jakości otoczkę czy formaty tworzone wokół transmisji. To też jest bardzo ważne dla ludzi, którzy sprzedają nam swoje prawa. Im również zależy, żeby ten produkt był odpowiednio zaopiekowany, zadbany, najlepszy. Wiem, że to ma też znaczenie w Ekstraklasie. Przez lata pokazaliśmy, że wiemy, jak zadbać o polską piłkę.  

W ramach obecnego kontraktu płacicie ponad milion złotych za prawo do pokazywania jednego meczu Ekstraklasy. Czy pani zdaniem to są na ten moment adekwatne pieniądze do wartości produktu?

– Wspominałam już o tym wcześniej. Wartość produktu oceniamy bardzo łatwo. Widzimy, ile osób chce oglądać Ekstraklasę u nas i jest w stanie za nią zapłacić.

W środowisku mówi się, że liga staje się coraz więcej warta i produkt jest po prostu droższy. Macie jakieś widełki, których nie będziecie w stanie przekroczyć, obojętnie, co by się wydarzyło?

– Oczywiście, że tak. Zawsze jest jakaś kalkulacja ekonomiczna. Dokładnie wiemy, jaka baza klientów jest w stanie kupić dany pakiet. Możemy się pomylić tylko na wzroście oglądalności, ale po 30 latach z Ekstraklasą, raczej się nie mylimy.

Z niedawnego artykułu “Weszło” wynika, że w kuluarach Canal + mówiło się, że poprzedni kontrakt z Ekstraklasą został nieco przepłacony. Jak się pani do tego odniesie?

– Zapłaciliśmy tyle, ile uważaliśmy wtedy za stosowne.

W tym momencie na przykład 1,5 miliona złotych za jeden mecz Ekstraklasy to są za duże pieniądze?

– Nie mogę wprost odpowiedzieć na to pytanie. Nie zapłacimy więcej, niż te prawa będą dla nas warte. Oczywiście, że mamy swój sufit. I jest on związany z liczbą klientów, którzy będą chcieli daną subskrypcję kupić. To bardzo prosty rachunek. Przykład Viaplay pokazuje, co może się wydarzyć, jeżeli ktoś przeszarżuje. Oni przecenili polski rynek. Myśleli, że zgromadzą na platformie znacznie większą liczbę klientów. Nie pomogła nawet ekskluzywność praw.

Disney, DAZN, Netflix oraz inne platformy streamingowe są dla was realną, sportową konkurencją?

– Już teraz są, jeżeli chodzi o rozrywkę, przyjdzie też taki moment, kiedy staną się konkurencją w sporcie. Nie wiem, czy to dobrze czy źle dla rynku w Polsce. Nie będzie to natomiast dobre rozwiązanie dla klienta, który być może znów otrzyma “rozdrobnione prawa”. Raczej nie będzie chciał inwestować w kilka platform, wolałby mieć jak najwięcej w jednym miejscu. Jeżeli jedna liga będzie u dwóch dostawców, to klient musi zapłacić jeszcze więcej. Takie rzeczy frustrują, dlatego cieszymy się, że oprócz całej Ekstraklasy, Premier League czy Ligi MIstrzów UEFA będziemy mieć też cały żużel i całą  ligę hiszpańską. Niestety, ale w sytuacji, kiedy Klient musi płacić za kilka platform, zaczyna rosnąć piractwo. W dłuższej perspektywie to może się źle skończyć. Z drugiej strony wszyscy próbują wszystkiego i nie możemy niczego nikomu zabronić. Nie ukrywajmy, federacje i ligi są szczęśliwe, jeśli ktoś jeszcze dosiądzie się do stołu. Wtedy rośnie konkurencja i za całość trzeba więcej zapłacić. Ale nie jest to perspektywa korzystna dla Klienta.

Co było najważniejszym momentem w pani zawodowej karierze w CANAL+, która trwa już od 2018 roku?

– W tym miejscu chcę powiedzieć, że jest to bardzo dobre miejsce pracy. Mamy wiele osób z wieloletnim stażem. Firma jest miksem różnych ludzi, wszyscy się świetnie znamy, uzupełniamy, często rozmawiamy, mamy sporo pomysłów…

A jak jest z tym najważniejszym momentem?

– Chyba nie ma takiego jednego. Mogę powiedzieć, że zrobiliśmy tu parę rewolucji… Przeszliśmy przez transformację digitalną, a właściwie transformację całego biznesu. Procesów, technologii, dużych zmianach w tradycyjnej telewizji. Z mojego punktu widzenia i porównaniu do poprzedniej pracy, tam miałam kontakt z klientem raz na 24 miesiące. Jeżeli ktoś kupił dostęp, to pozostawał z nim na długo. Tutaj trzeba dbać o klienta i walczyć o niego co miesiąc. To zupełnie inny biznes.

Co panią jeszcze zaskoczyło po przejściu do świata płatnej telewizji?

– Szybkość zmian. Tutaj pewne rzeczy wręcz galopowały. W poprzedniej firmie, w której pracowałam, przechodziliśmy transformację prasy papierowej do Internetu. Ta zmiana była znacznie mniej dynamiczna. Dziennikarze musieli zacząć pisać artykuły do internetu, pojawiały się problemy organizacyjne, bo nie każdy był do tej zmiany przekonany, ale sam proces transformacji był wolniejszy. Bardziej organiczny niż spowodowany wejściem nowego gracza. W telewizji sytuacja jest znacznie bardziej dynamiczna: nagle pojawia się na rynku nowa platforma z inną ofertą treści. Wchodzi na rynek  z nowymi rozwiązaniami technologicznymi, jest łatwo dostępna i oferuje ciekawy, czasami rewolucyjny kontent. W takim momencie musimy działać znacznie szybciej, wyprzedzić konkurencję w obszarze technologii, formatów, treści, aby zatrzymać Klienta u nas. Dlatego nie boimy się eksperymentów i zostawiamy sobie przestrzeń na popełnianie błędów.  Właśnie dlatego w CANAL+ pracownicy nie mogą się bać eksperymentować. Muszą czuć, że mają przestrzeń do popełniania błędów, bo to gwarantuje odwagę w poszukiwaniu nowych rozwiązań. Oczywiście zawsze staramy się ograniczać ewentualne straty i ważyć ryzyka, ale zostawiamy na to przestrzeń. Transformacja jest bardzo trudnym przedsięwzięciem. Trzeba mieć solidny plan i różnorodny, zgrany zespół, który jest gotowy na to, żeby iść za liderem do celu. A lider musi mieć w sobie  tyle siły, energii, motywacji, żeby nadawać ton w tej drodze, inspirować,  usuwać bariery,  wspierać i czasem naprawiać rzeczy, które nie do końca wyjdą.

Jak wygląda proces podejmowania decyzji kontentowych? Sport napędza subskrypcję czy jednak seriale budują codzienny nawyk?

Koncentrujemy się na pełnym produkcie rozrywkowym, w którym dbamy o całą propozycję treści dla klienta. Dostarczamy rozrywkę  i nigdy nie zdarza się tak, że dany widz ogląda tylko jedną kategorię treści. Kibic sportu ogląda również seriale czy programy reality show. Nasz Produkt musi być różnorodny tak, aby każdy klient był zadowolony z kupionej oferty. Sam klient jest bardziej skomplikowany, niż nam się wydaje. Jest przez nas posegmentowany, ale nie jest jednowymiarowy. Żeby był zadowolony, musimy zapewnić mu dostęp do szeroko pojętej rozrywki obejmującej różne kategorie treści.  Dlatego trudno jednoznacznie rozdzielić te dwa światy treści i jednoznacznie powiedzieć, że sport jest tylko do pozyskania,  a film i serial utrzymają klienta na platformie.

Czyli kluczowe w całej komunikacji jest słowo rozrywka?

– Tak, ponieważ z nią jesteśmy w stanie dotrzeć do interesującej nas grupy docelowej. Ale CANAL+ nie jest dla każdego – nigdy nie będziemy masowym produktem i to nie jest nasz cel, tak jak konkurowanie z globalnymi graczami dzisiaj nie jest naszym celem. Stworzyliśmy produkt dla określonych grup klientów i staramy się zwiększać pozyskania klientów w tych konkretnych grupach, i to jest nasz plan na najbliższy czas.

Jak teraz zmienia się rola kanałów premium?

– Patrząc na zachowania klientów, możemy mówić o dwóch scenariuszach. Pierwszy – klient włącza kanał, żeby obejrzeć konkretne wydarzenie, drugi – klient nie ma pomysłu na to, co chce oglądać, siada przed telewizorem lub włącza aplikację i szuka jakiejś treści, W przypadku tradycyjnej telewizji korzysta z pilota i przełącza kanały, aż znajdzie dla siebie coś interesującego. To czy będzie to na kanale X czy Y bywa drugorzędne. Ważna jest treść.  

Jakie jest dzisiaj największe ryzyko po stronie praw sportowych?

– Bez wątpienia inflacja praw sportowych związana z liczbą graczy na rynku oraz walka o portfel i czas klienta.

 Co panią najbardziej niepokoi w obecnych trendach?

– Myślę, że najbardziej niepokojąca jest fragmentacja rynku, chociaż ostatnio jesteśmy świadkami pierwszych konsolidacji.

Co chcecie zrobić, aby serwis streamingowy CANAL+  stał się pierwszym wyborem dla klienta? Może już teraz tak się dzieje?

Myślę, że my już jesteśmy w wielu strategicznych punktach pierwszym wyborem dla klienta. Mamy bardzo dobry produkt. Klient wie, co dokładnie może u nas znaleźć i po to do nas przychodzi. Oczywiście walczymy też o nowych odbiorców, dostarczając coraz więcej nowych treści.

Powiedziała pani, że walczycie o nowych klientów, to muszę wspomnieć o akcji z Kropliczanką, która stała się niesamowitym viralem. Spodziewała się pani, że ten temat tak mocno wystrzeli?

–  Spodziewałam się, że to będzie hit, ale zasięgi zaskoczyły nawet nas samych. Czasami patrzę na naszą ekipę i widzę u nich 100 pomysłów każdego dnia. Zawsze powtarzam – próbujcie, ale zachowajcie racjonalność wydatków (śmiech), bo tak jak wspominałam wcześniej, musimy eksperymentować. W ostatnim czasie wiele takich pomysłów pięknie nam wystrzeliło. Czasem pomaga też szczęście, jak przy viralu o przejęciu mieszkań z „Edukacji XD” czy ostatnim „Eksperymencie: Odsiadka”, który dodatkowo podbiła aktywność ministerstwa.

Możemy się spodziewać, że będzie jeszcze więcej połączeń rozrywki ze sportem?

– Chcemy łączyć sport z rozrywką, bo młodsze pokolenie tego oczekuje. Ceni autentyczność i luz na antenie. Starsi kibice wolą jednak tradycyjne studia i eksperckie rozmowy o piłce, dlatego ważna jest segmentacja i odpowiedni balans. Staramy się robić więcej materiałów „na luzie”, ale pamiętamy też o widzach przywiązanych do eksperckości CANAL+.

W samych Siedlcach przez kolejne tygodnie mówiło się o przyjeździe Michała Holca. Wspominała pani o autentyczności, a nie ma niczego lepszego, jak przyjazd telewizyjnego bohatera „do ludzi”.

Wszyscy mogli się przekonać, że ten człowiek rzeczywiście istnieje. On sam był bardzo szczęśliwy, ludzie byli zadowoleni i o to w tym wszystkim chodzi. Telewizja ma być rozrywką. To nasza mantra, którą regularnie powtarzam.

Jakiej biznesowej decyzji żałuje pani najbardziej i czego ta decyzja panią nauczyła?

– Generalnie nie żałuję swoich decyzji, choć nie wszystkie były trafione. Traktuję je jak eksperymenty, a z błędów często można wyciągnąć więcej niż z sukcesów. Dobrym przykładem jest początek naszej przygody z eventami na żywo i pierwsza transmisja w pay-per-view. Nie byliśmy wtedy przygotowani na skalę piractwa, które w praktyce zabiło projekt. Ta lekcja pozwoliła nam jednak uporządkować wiele spraw i dziś jesteśmy najlepiej zabezpieczoną platformą sportową w Polsce. Chcę przez to powiedzieć, że porażki bywają potrzebne. Integrują zespół i skłaniają do szukania nowych rozwiązań. Bez przestrzeni na błędy nie ma innowacji ani prawdziwej zmiany.

Najbardziej niedoceniany element sukcesu w mediach to?

Cały czas najbardziej niedoceniani są ludzie. Niektórzy myślą, że wszystko zastąpią wielkim kalkulatorem, sztuczną inteligencją oraz innymi technologiami. Nawet jak masz super produkt, to bez ludzi, którzy wierzą w to, co robią, nie osiągniesz sukcesu.

Jaka jest najcenniejsza rada biznesowa, którą pani kiedyś dostała i czy ona sprawdza się do tej pory?

Kiedyś dostałam radę, żeby patrzeć z pokorą na rzeczy, które się dzieją wokół mnie. Wiem, że otaczają mnie ludzie, którzy zawsze coś wnoszą, nawet jeśli nie zawsze tak mi się może wydawać. Zawsze warto każdego wysłuchać, trzeba zostawić do tego przestrzeń i budować na tym, co się dzieje wokół. Oczywiście na koniec dnia to prezes zdecyduje, co jest najlepsze dla firmy, podejmie decyzję i będzie z niej rozliczany, ale ważny jest kontekst i wzięcie pod uwagę różnych punktów widzenia przed tym ostatecznym wyborem rozwiązania. Takie podejście  pomogło mi zbudować naszą organizację z sukcesem. Rada się więc sprawdza.

Też chyba kluczowa jest bliskość ludzi, pracowników. Zaskoczył mnie bardzo pani gabinet, a mianowicie open space, w którym pracuje pani razem ze swoim teamem.

– Bliskość z ludźmi i codzienne rozmowy, nawet te nieformalne w kuchni czy na korytarzu, budują dobrą atmosferę w firmie. Pracujemy razem na wspólny cel, niezależnie od sukcesów czy porażek. Cenię to, że pracownicy sami przychodzą porozmawiać o problemach, czy błędach i mają odwagę proponować rozwiązania. W tym wszystkim ważna jest cierpliwość i otwartość, bo sukces nie jest wyłącznie mój, tylko całego zespołu. Nauczyłam się też, że prezes nie powinien tylko patrzeć z góry, powinien być blisko ludzi i na pierwszym miejscu pozostać człowiekiem.

Co panią najbardziej ekscytuje w mediach?

– Najbardziej ekscytuje mnie tempo zmian napędzanych przez technologię. Pojawiają się nowe platformy i formaty – YouTube, TikTok, media społecznościowe – a wraz z nimi zmieniają się oczekiwania widzów. Kluczowe jest uważne obserwowanie odbiorcy i jak najszybsze dostarczanie mu tego, czego potrzebuje.

Powiedziała pani tyle ciekawych rzeczy, tyle trafnych wniosków i zacząłem się zastanawiać, dlaczego jest pani tak mało w mediach…

– Nie mam na to czasu! Niektórzy uważają, że powinnam częściej pojawiać się w mediach, ale ja po prostu wolę pracować, niż o tym opowiadać (śmiech), ale może to właśnie jest kluczowa różnica między kobietą a mężczyzną?

Udostępnij
Jakub Kłyszejko

Jakub Kłyszejko