24.02.2026 10:26

Jakub Kowalcze: ostatnie 10 lat to była dla nas dopiero rozgrzewka. Walka o przyszłość piłki ręcznej w Polsce zaczyna się właśnie teraz [WYWIAD]

W tym roku Superliga w piłce ręcznej świętuje jubileusz 10-lecia. To dobra okazja, aby podsumować minioną dekadą, a także przedstawić plany na przyszłość. Te kwestie w rozmowie ze SportMarketing.pl poruszył Jakub Kowalcze – dyrektor ds. komunikacji w Superlidze.

Udostępnij
Jakub Kowalcze: ostatnie 10 lat to była dla nas dopiero rozgrzewka. Walka o przyszłość piłki ręcznej w Polsce zaczyna się właśnie teraz [WYWIAD]
Autor zdjęcia: PressFocus
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Mateusz Tudek, SportMarketing.pl: Zacznijmy od twojej historii. Jak to się stało, że znalazłeś się w piłce ręcznej i finalnie w Superlidze?

Jakub Kowalcze, dyrektor ds. komunikacji w Superlidze: – Moja historia jest nierozerwalnie związana z samą Superligą – w tym roku świętujemy 10-lecie ligi zawodowej i dokładnie tyle samo trwa moja praca w tej organizacji. Zaczynałem jako młody chłopak tuż po kursie marketingu sportowego. Ówczesne władze ligi dały mi szansę, którą staram się wykorzystać każdego dnia przez tę dekadę. Przechodziłem przez niemal każdy szczebel w tej organizacji, co dało mi unikalną perspektywę – widziałem Superligę na każdym etapie jej ewolucji. Pamiętam nasze początki, m.in. odważne decyzje o zamknięciu ligi, wprowadzeniu grupy pomarańczowej i granatowej oraz dosyć skomplikowanej punktacji – niektóre z nich wspominamy z uśmiechem, ale wtedy były dowodem na determinację, by zainteresować kibica piłką ręczną w zupełnie nowym, zawodowym wydaniu. 

Sam „background” mam również sportowy. Przez wiele lat uprawiałem szermierkę. Zacząłem nawet studia na AWF, wiązałem z tym swoją przyszłość. Życie napisało inny scenariusz, ale czuję, że pracując w Superlidze, w pewnym sensie spełniłem te marzenia. Może nie rywalizuję już na planszy, ale wciąż jestem blisko aren sportowych i biznesu sportowego. 

Obecnie jestem dyrektorem ds. komunikacji w Superlidze. Mój zakres obowiązków jest bardzo szeroki. Koordynuję obsługę medialną, zespół digitalowy, aktywacje sponsoringowe i wdrożenia technologiczne. Tego jest naprawdę dużo. Oczywiście nie robię tego sam. Mamy wspaniały zespół, który jest precyzyjnie poukładany. 

Ludzie często widzą tylko wierzchołek góry lodowej, natomiast za kulisami stoi intensywna, systematyczna praca całego zespołu. Naszą codziennością są twarde liczby, obsługujemy komunikację dwóch lig, mamy około 350 samych meczów ligowych. Jeśli dodamy do tego mecze w europejskich pucharach i spotkania reprezentacji, to jest to około 400 eventów, o których komunikację musimy zadbać, w zakresie rozgrywek ORLEN Superligi i ORLEN Superligi Kobiet to koordynacja działań 23 klubów oraz wizerunku ponad 480 zawodowych sportowców.

Skala produkcji treści jest potężna – w ciągu sezonu generujemy około 10 tys. treści materiałów: od postów w social-mediach, przez artykuły na strony, aż po większe profesjonalne kampanie. 

Jakie największe wyzwania stoją w tym momencie przed Superligą? 

– Te wyzwania mógłbym podzielić na dwa filary. Jeden to aspekt socjologiczny, z którym mierzy się cały sport. Chodzi o dotarcie do Gen Z oraz młodszego pokolenia (generacji Alfa). To zadanie jest dosyć trudne. W Superlidze powtarzamy, że my nie konkurujemy z innymi podmiotami sportowymi, tylko sport konkuruje z inną formą spędzania wolnego czasu. Czyli z gigantycznym przemysłem rozrywkowym: platformami streamingowymi, grami wideo, nieskończonym rozwojem social mediów. Pracują w nich sztaby ekspertów, którzy tak jak my chcą dotrzeć do najmłodszych pokoleń. To walka o czas młodego człowieka.

Natomiast widzę światełko w tunelu. W Polsce odradza się kultura fizyczna. Młodzi rodzice chętnie zapisują dzieci na zajęcia sportowe, gdyż widzą w tym wartość. Sami dorośli też coraz aktywniej uprawiają sport. Myślę, że nie jesteśmy na straconej pozycji. Naszą rolą jako działów komunikacji i marketingu w podmiotach sportowych jest dostarczenie im „historii”, której sam sport jest tylko początkiem. Musimy pokazać, że ten świat handballu jest niezwykle ciekawy i ma wiele do zaoferowania. To nie jest tylko performance sportowy. Za tym idą historie i styl życia, którym możemy zainteresować młodsze pokolenie. 

Kolejna rzecz – musimy wyjść poza bazę naszych kibiców. Mamy dużo zaangażowanych kibiców, zwłaszcza w ośrodkach, gdzie grają nasze kluby. Żeby zrobić kolejny krok, musimy wyjść poza naszą strefę komfortu. Jednym z takich działań było stworzenie Superpucharu Polski w piłce ręcznej. Ostatnia edycja, z frekwencją 8 300 widzów, była najwyższa wśród wszystkich  Superpucharów w sportach halowych w Polsce w 2025 roku, z czego jesteśmy bardzo dumni. Rozgrywamy go w Łodzi, w jednej z największych hal w Polsce, w mieście, gdzie nie mamy swojej drużyny, rozwinięciem eventu jest rozgrywany w tym samym momencie turniej dla 1 000 dzieci, dziewczynek i chłopców – Superpuchar Anilana Cup, który jest uzupełnieniem meczów o Superpuchar Polski. Naszym celem było stworzenie największego eventu w polskiej klubowej piłce ręcznej, który nie ustępuje poziomem najlepszym europejskim wydarzeniom sportowym. I to się udało, bo frekwencja jest o ponad 50% wyższa niż na najliczniejszych meczach klubowych.

Drugi filar, na którym bardzo chcemy się skupić, jest transformacja cyfrowa, którą staramy się wdrażać. Postawiliśmy na budowę spójnego ekosystemu. Chcemy koordynować działania, do których pojedynczy klub dochodziłby latami. Stworzyliśmy jednolite strony klubowe, których w naszym systemie jest już 20. Oczywiście prowadzą je kluby, ale my administrujemy nimi, a takie dane jak terminarze, tabele, wyniki, statystyki zawodników są automatyczne aktualizowane z naszych systemów. Niektóre treści są automatycznie publikowane po publikacji ich na platformie Superligi, jak np. skróty meczów czy przestrzenie reklamowe. Zdefiniowaliśmy sobie deficyty, z którymi nasze kluby pojedynczo mogą mieć problem i staramy się je wypełnić. Mamy swoje wirtualne biuro prasowe. Myślę, że jest to ewenement w polskim sporcie. Każdy dziennikarz, który chce wziąć udział w wydarzeniu organizowanym przez Superligę, musi zaakredytować się przez to biuro. Mamy tam obecnie ponad 1 000 pracowników mediów. Jest to dla nas i dla naszych klubów hub do kontaktu z mediami. Każdy dziennikarz znajdzie tam setki z meczów, wypowiedzi audio, zdjęcia czy noty prasowe.

Nie zatrzymujemy się na tym. Obecnie to, co uważam za nasz „Święty Graal” to zbudowanie centralnej bazy kibica piłki ręcznej, czyli odejście od komunikacji masowej do tej bardziej spersonalizowanej. Jeśli jednak miałbym wybiec wyobraźnią nieco dalej, to nasza „Digital Journey” ma wyznaczone kolejne przystanki.

Z uwagą przyglądamy się różnym platformom OTT. Na rynku jest już kilka gotowych rozwiązań, ale podchodzimy do tego z dużą rozwagą. W branży łatwo jest przeinwestować w produkt, który okaże się ślepą uliczką, pochłaniając zasoby niewspółmierne do przychodów. Z naszej perspektywy bardzo kusząco wygląda perspektywa spójnego systemu biletowego. Objęta by nim była cała liga. Szybko zwiększylibyśmy bazę naszych kibiców i moglibyśmy wspomóc kluby w promocji dnia meczowego. Jesteśmy świadomi, że dla wielu ośrodków to obecnie duże wyzwanie organizacyjne, w którym liga może odegrać rolę wsparcia. 

A jeśli miałbym puścić wodzę fantazji i spojrzeć na horyzont, widzę tam produkt typu „Superliga Pass”, czyli model subskrypcyjny, w którym kibic w ramach jednej opłaty ma dostęp do platformy streamingowej i wejście na mecze, wszystko spięte naszymi systemami. Brzmi to jak melodia przyszłości, ale już dziś dokładamy cegiełka po cegiełce. Twardo stąpamy po ziemi – takich zmian nie robi się na raz. Ale mamy wizję na kilka lat do przodu. 

Pomówmy o Strategii Rozwoju Ligi, która niedawno została ogłoszona. Jakie są jej główne założenia? 

– Zakończyliśmy okres poprzedniej strategii, teraz ogłosiliśmy początek nowej do 2030 roku. Przede wszystkim, to dokument wypracowany z całym środowiskiem, poprzedzony warsztatami z klubami, ZPRP, ORLEN S.A. czy Telewizją Polsat Sport. Pokazuje nam kierunki, w jakich Superliga powinna iść. Strategia składa się z czterech filarów. Głównym jest szkolenie i podniesienie poziomu sportowego. Chcemy, żeby w meczach ORLEN Superligi pojawiało się jak najwięcej młodych i zdolnych Polek i Polaków. Zwiększyć bazę zawodników piłki ręcznej i certyfikowanych trenerów. Strategia zakłada stworzenie Akademii Piłki Ręcznej wokół naszych ośrodków – klubów ORLEN Superligi i ORLEN Superligi Kobiet. To oczywiście głównie domena działów sportowych ZPRP i klubów, ale zdajemy sobie sprawę, że w obecnej sytuacji każdy z nas powinien wziąć odpowiedzialność za szkolenie. I dotyczy to również działu komunikacji i marketingu. To my musimy stworzyć odpowiednią narrację pod działania sportowe i potrafić o tym opowiedzieć. 

Duża część strategii dotyczy działań marketingowych. Chcemy polepszyć widowisko, jakim jest mecz ORLEN Superligi i ORLEN Superligi Kobiet. Do tego przystosowane są specjalne programy, takie jak „Mój Klub” i „Pełna Hala”. Jest to merytoryczne wsparcie dla klubów ligi. Projekt obejmuje cykl spotkań ukierunkowanych na podnoszenie kompetencji oraz profesjonalizację kadry pracującej w naszym środowisku sportowym. Dodatkowo zostaną wypracowane manuale z dobrymi praktykami, jakie kluby będą mogły indywidualnie wdrażać, gdyż to one pracują lokalnie nad frekwencję i widowiskiem Chcemy się wzmacniać merytorycznie, tak żeby w obrębie ORLEN Superligi i ORLEN Superligi Kobie pracowali najlepsi eksperci. 

Rozumiem, że stworzenie jak najbardziej spektakularnego widowiska wokół meczu wiąże się z walką o frekwencję na halach. Jak będziecie o nią walczyli? 

– To, co cieszy mnie najbardziej to stały i systematyczny wzrost zainteresowania naszymi rozgrywkami. W poprzednim sezonie po raz pierwszy przekroczyliśmy liczbę 400 tysięcy kibiców na trybunach hal ORLEN Superligi i ORLEN Superligi Kobiet. Były to rekordy w historii obu lig zawodowych. To wynik, który nas cieszy, ale absolutnie nie satysfakcjonuje. Obecna średnia frekwencja w lidze męskiej to blisko 1 400 osób na mecz, a w lidze kobiet zbliżamy się do 800. Potencjał do wzrostów wciąż jest duży. W najbliższych sezonach chcemy dojść do 450 tys. kibiców i średniej o 15-20% wyższej niż obecnie.  

Jest kilka takich ośrodków, które wyróżniają się pod względem frekwencji. W kobiecej lidze możemy wyróżnić Gniezno, Lublin, Lubin, Kobierzyce. Natomiast w lidze męskiej, oprócz naszych flagowych marek Kielc i Płocka, bardzo dobrą robotę robi Ostrów Wielkopolski. Ponadto ciekawy przypadkiem jest Corotop Gwardia Opole, która mimo zadyszki sportowej potrafi zadbać o wysoką frekwencję. Dla mnie to najlepszy dowód na to, że klub zbudował trwałą relację z fanami. 

Czasami sam jestem zdziwiony, jak niektóre organizacje, które mają swój dobry czas, nie inwestują w bazę i zaplecze, tylko żyją chwilą. To, czego się nauczyłem w sporcie, to na pewno to, że dobre wyniki raz są, a później ich nie ma. Dlatego w momencie prosperity trzeba zakasać rękawy, żeby zbudować bazę na trudniejsze czasy, które prędzej czy później nadejdą. 

A jak to wygląda ze sponsorami? Czy piłka ręczna i rozgrywki ligowe są atrakcyjne dla partnerów biznesowych? 

– Obecnie marki nie szukają tylko logotypu na rękawku czy na spodenkach. Szukają wartości, bezpieczeństwa i realnego zaangażowania. Myślę, że nasze rozgrywki są projektem, który może dostarczać im te wartości. Piłka ręczna jest wolna od większych skandali. Oferujemy bezpieczną przystań. To dyscyplina, którą mogą przeżywać całe rodziny. Sam charakter sportu – dynamika, brak długich przerw, wysokie wyniki meczów to atrakcyjne cechy pod kątem sponsorów. Mamy jasną piramidę sponsoringową i silne atuty: transmisje w ogólnopolskiej, dużej telewizji, zasięgowe media własne oraz nastawienie na aktywacje sponsorskie, które proponujemy w oparciu o przedstawione nam przez sponsorów cele. 

My jako organizacja jesteśmy elastyczni i co mnie bardzo cieszy, mamy wielu partnerów, z którymi współpracujemy od kilku lat. Potrafimy się zreorientować i dostosować do potrzeb. Żeby pozyskać sponsora z branży bukmacherskiej, przeszliśmy technologiczną zmianę. Dostosowaliśmy nasze strony internetowe, to wszystko jest teraz zdigitalizowane. Wspólnie z naszym partnerem bukmacherskim, marką forBET stworzyliśmy świetną aktywację sponsoringową – akcję „Oprawa Marzeń”. Dzięki prostemu digitalowemu rozwiązaniu grywalizacji kibiców dofinansowaliśmy oprawy meczowe dla naszych kibiców. 

Inne ciekawe projekty prowadzimy z marką Weron, z którą od 5 lat edukujemy fizjoterapeutów i dietetyków naszych klubów, żeby zwiększać poziom wiedzy o suplementacji. Z marką Balticus (zegarki), która od lat jest partnerem tytułu gracza i zawodniczki miesiąca uruchomiliśmy specjalny cykl materiałów „Ponadczasowe Momenty”. Z Suzuki Polska współpracujemy już od dekady i bardzo sobie cenimy to partnerstwo. Takich przykładów ciekawych aktywacji mógłbym wymieniać bardzo długo. 

Sama Superliga sp. z o.o. powstała 10 lat temu z inicjatywy sponsora tytularnego PGNiG – obecnie ORLEN oraz Związku Piłki Ręcznej w Polsce i tę współpracę mamy najbardziej owocną. Przez dekadę zbudowaliśmy produkt, który na stałe wpisał się w sportową mapę Polski. Pakiet sponsora tytularnego to nie tylko prawa wizerunkowe, to realny wpływ na dyscyplinę w tym kraju. Mowa tu o szkoleniu dzieci i młodzieży, akademie piłki ręcznej, to środki, które są dystrybuowane do naszych klubów. To jest realny wpływ na jeden z filarów polskiej piłki ręcznej. 

Przejdźmy do kwestii sportowych. Mamy dwa kluby, które od lat dominują w rozgrywkach – ORLEN Wisła Płock oraz Industria Kielce. Czy fakt, iż w lidze występuje dwóch hegemonów, nie wpływa negatywnie na atrakcyjność rozgrywek? 

– To prawda, że walka o mistrzostwo Polski od lat toczy się w rytm rywalizacji dwóch klubów. Natomiast stwierdzenie, że jest to liga dwóch drużyn, byłoby dużym uproszczeniem, a wręcz zakłamaniem rzeczywistości. W ORLEN Superlidze gra aktualnie 13 zespołów, każdy z nich ma do opowiedzenia swoją historię. Wystarczy chwilę pośledzić rozgrywki, by dostrzec, że walka jest na każdym poziomie. Mamy bardzo zaciętą rywalizację o brązowy medal, o wejście do play-off czy walkę o utrzymanie. Na każdym pułapie emocje są ogromne. To nie jest tylko historia dwóch drużyn, ale całej trzynastki w ORLEN Superlidze mężczyzn i dziesiątki w ORLEN Superlidze Kobiet. 

Co do duopolu – spójrzmy na to racjonalnie. Nie ma co się obrażać na ten stan rzeczy, w lidze mamy dwie potężne europejskie marki, które grają na naszym krajowym podwórku. Industria Kielce poznała smak zwycięstwa w Lidze Mistrzów, wiele razy grała w Final Four. Natomiast ORLEN Wisła Płock jest obecnie na topie i coraz śmielej marzy o czołówce Ligi Mistrzów. To jest ogromny zasób, który mamy w lidze. Tytuł mistrza Polski w piłce ręcznej waży naprawdę dużo. On jest przeznaczony dla nielicznych. To jest elita elit. Emocje wokół meczów drużyn z Płocka i Kielc są unikalne. Mało jaka rywalizacja w polskim sporcie jest aż tak gorąca.

Świetnie by było i dążymy do tego, aby do walki o tron włączyły się także inne ośrodki. I jest kilka takich klubów, które systematycznie budują swoją wartość i mają szansę włączyć się w walkę o najwyższe cele. 

Mamy kilka narzędzi, które staramy się wykorzystywać, by wzmacniać ten środek tabeli. Pieniądze, które dystrybuujemy do klubów, są bardzo demokratyczne, czyli nie tworzymy ogromnych dysproporcji w wypłatach dla drużyn ze względu na zajęte miejsca w sezonie. One istnieją, ale nie są kluczowe. Bardzo intensywnie pracujemy nad tym, by nasze kluby z miejsc 3-4 grały w rozgrywkach europejskich. To jest taki poligon, na którym mogą zmierzyć się z innymi europejskimi markami, tam buduje się doświadczenie. Od kilku lat udaje się doprowadzić do tego, że nasze kluby z powodzeniem rywalizują w Europie. Wiadomo, to jest długi proces, ale z sezonu na sezon wygląda to coraz lepiej. 

Warto spojrzeć na Europę. Nasza dyscyplina wygląda tak, że w liczących się ligach niektóre kluby wysforowały się ponad inne. Jeżeli spojrzymy na ligi hiszpańską, węgierską czy norweską, to sytuacja tam jest podobna – dominacja jednego czy dwóch klubów. ORLEN Superliga nie jest odstępstwem od tej normy. Oczywiście w innej sytuacji jest niemiecka DAIKIN Handball Bundesliga, ale to absolutny top świata, komercyjny produkt budowany przez dekady.

Polska piłka ręczna klubowa ma się dobrze. Gorzej jest z reprezentacyjną. Ostatni duży turniej był bardzo rozczarowujący. Czy widać oddziaływanie piłki ręcznej reprezentacyjnej na klubową i co się z tym wiąże, na rozgrywki ligowe? 

– Bądźmy brutalnie szczerymi. Obecne wyniki reprezentacji Polski nie zadowalają nikogo. Sytuacja nie jest najlepsza i jako środowisko nie możemy odwracać wzroku i udawać, że jest inaczej niż w rzeczywistości. Nie staramy się malować trawy na zielono, tylko chcemy być realnym wsparciem dla Związku Piłki Ręcznej w Polsce i naszych klubów. My jako ORLEN Superliga chcemy być partnerem dla tych podmiotów w każdym etapie szkolenia. Żeby przebić szklany sufit zainteresowania ligową piłką, potrzebny jest sukces, który rozpali serca Polaków, a to odpowiedzialność całego naszego środowiska.  

Paradoks jest taki, że sportowo ORLEN Superliga jest jedną z silniejszych lig w Europie. W rankingach EHF stabilnie zajmujemy miejsca od 3 do 6. Na ostatnich Mistrzostwach Europy byliśmy trzecią ligą pod względem liczby zawodników dostarczonych na czempionat. Sportowo w Superlidze nie mamy się czego wstydzić. Mamy coraz lepszy produkt sportowo-marketingowy, ale konieczny jest impuls, jaki może dać „biało-czerwona” flaga. 

Nie jesteśmy sportowym start-upem. Dzięki dokonaniom legendarnej kadry Bogdana Wenty piłka ręczna na stałe zagościła w świadomości Polaków. To nie jest egzotyczna dyscyplina. Mamy solidne fundamenty i kapitał zaufania. Dyscyplina według badań budzi zainteresowanie Polaków. Mamy tę komfortową sytuację, w której możemy zacząć budować. Ściśle współpracujemy z ZPRP. Jesteśmy pod wrażeniem zmian, jakie się tam dzieją. Jest dużo programów szkoleniowych, do tego związek organizuje najważniejsze imprezy w międzynarodowej piłce ręcznej, najbliższe to Mistrzostwa Europy Kobiet. Ciągle jesteśmy w grze, mimo że wynik sportowy nie oddaje tego. Jestem przekonany, że to wahadło odwróci się we właściwą stronę, a my będziemy gotowi, żeby ten sukces skonsumować. 

Budowanie pozycji dyscypliny jest trudne bez mocnego partnera telewizyjnego. Od pewnego czasu współpracujecie z Telewizją Polsat. Jak oceniacie tę kooperację? 

– Współpracę z kanałem Polsat Sport oceniamy bardzo dobrze. Polsat Sport udowodnił, że potrafi wypromować bardzo dobrze produkt sportowy, cierpliwie i długofalowo. Nasza decyzja o współpracy miała charakter wybitnie strategiczny. To jest długoletnia umowa do 2030 roku. Nie spodziewaliśmy się dużych efektów tu i teraz, natomiast spodziewaliśmy się współpracy, która będzie budowała zainteresowania ligą na przestrzeni lat. 

Aktualnie Polsat Sport akumuluje prawa związane z piłką ręczną. Pierwszy był dostęp do ligi męskiej i żeńskiej, od przyszłego sezonu dołączy Liga Mistrzów i Liga Europejska. Do tego Polsat Sport podpisał umowę z ZPRP, zakupił prawa do mistrzostw Europy kobiet i mężczyzn w latach 2028-2030. To oznacza, że Polsat Sport ma szansę stać się telewizyjnym domem polskiej piłki ręcznej. Ogromnie liczymy na efekt synergii nie tylko w postaci wzrastających słupków oglądalności meczów ligowych, ale ogólnie zainteresowania polską piłką ręczną. 

To, co niezwykle cenimy sobie w naszym partnerstwie, to cierpliwość i świadomość w budowaniu produktu. Nie tak dawno powstał magazyn ligowy „Handball Arena”, który na stałe zagościł na antenach sportowego Polsatu. Najnowszym produktem jest „Szef Superligi”, czyli coś na wzór piłkarskiego „Turbokozaka”, w którym w luźniejszej formule zawodnicy pokazują swoje umiejętności. Takie formaty budują zasięgi w digitalu i przybliżają sportowców kibicom. 

W tym roku Superliga obchodzi 10-lecie. Jakie macie plany związane z obchodami? 

– W sporcie dekada to jest wieczność. Z ludzkiej perspektywy wydaje się chwilą. Zaczynaliśmy zawodową ligę, wtedy PGNiG Superligę, w czasach, gdy o punkty walczyli jeszcze Karol Bielecki, Sławomir Szmal czy Michał Jurecki. Obecnie mamy nowe gwiazdy, ale te wielkie postaci ciągle są w środowisku piłki ręcznej. Jedni zostali działaczami, drudzy są trenerami, a inni prowadzą swoje kluby. To wspaniale mieć ich w naszym ekosystemie. 

Nasze obchody 10-lecia będą połączeniem szacunku do tradycji z nowoczesnym marketingiem. Flagowym produktem, z którym ruszyliśmy, jest wybór Drużyny Dekady, którego można dokonywać na 10lat.orlen-superliga.pl. Poprosiliśmy ekspertów i dziennikarzy, którzy kiedykolwiek zasiadali przez te 10 lat zasiadali w Kapitule „Gladiatorów” Superligi, o nominowanie sześciu nazwisk w każdej z kategorii. Dalej to kibice wezmą sprawy w swoje ręce i wybiorą najlepszych zawodników, którzy występowali na naszych parkietach przez ostatnie 10 lat. Będą mogli również wygenerować dedykowane karty, które pokażą, jak wygląda ich drużyna 10-lecia, a następnie pochwalić się nią w social mediach. Liczymy tutaj na mały efekt wiralowy, który jeszcze mocniej połączy społeczność jubileuszu.

Na samych boiskach Superligi już można zobaczyć akcenty związane z jubileuszem. Powstał specjalny logotyp, który już widnieje w transmisjach i w naszych kanałach cyfrowych. To wszystko ma być scalone hashtagiem #10latSuperligi. Będziemy systematycznie przypominali najważniejsze momenty ostatniej dekady. Sentyment ma w sporcie ogromną wartość i chcemy go wykorzystać do przywiązania do marki.  Planów mamy jeszcze więcej, ale nie chcę na razie wszystkiego ujawniać. Będziemy dawkować te informacje.

Najważniejszy przekaz, który płynie z tego jubileuszu, jest taki: te ostatnie 10 lat to była dla nas dopiero rozgrzewka. Prawdziwa walka o przyszłość piłki ręcznej w Polsce zaczyna się właśnie teraz. 

Udostępnij
Mateusz Tudek

Mateusz Tudek