20.02.2026 07:10

Polska firma chce ubierać reprezentację! „Kończą się czasy wielkich”

KEEZA przystąpiła do trudnego i wymagającego wyścigu… Polska firma podjęła wyzwanie, stanęła do walki ze światowymi gigantami i chce ubierać naszą reprezentację. – Mamy za sobą złożenie oferty i rozmowy na temat jakości naszych produktów. Ten test przeszliśmy celująco. Jesteśmy w grze i zobaczymy, co będzie za miesiąc, dwa – powiedział nam Tomasz Szulc, właściciel KEEZA.

Udostępnij
Polska firma chce ubierać reprezentację! "Kończą się czasy wielkich"
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Jakub Kłyszejko, redaktor naczelny portalu SportMarketing.pl: – Nie tak dawno TVP Sport informowało, że Keeza chciałaby ubierać piłkarską reprezentację Polski. Jest w tym dużo prawdy?

Tomasz Szulc, właściciel marki KEEZA: – To prawda, złożyliśmy ofertę. Gdybyśmy nie mieli takich zamiarów, to nie podejmowalibyśmy starań. Nawet jeżeli PZPN wybierze adidasa, który jest w tym wyścigu faworytem, to nie jest ujmą przegrać z taką marką. Jesteśmy polską firmą, która niesamowicie dba o jakość oraz wszelkie standardy. Przy okazji chciałbym wspomnieć Czytelnikom, że naszą nazwę czyta się i wymawia, jako „kiza”, bo jeszcze nie wszyscy o tym wiedzą.

Czym oferta Keeza wyróżni się spośród konkurencji?

– Jest inna niż wszystkie. Może dlatego związek wyraził nią zainteresowanie. Gdyby była kiepska, nie brałby nas pod uwagę. Mamy za sobą złożenie oferty i rozmowy na temat jakości naszych produktów. Ten test przeszliśmy celująco. Jesteśmy w grze i zobaczymy, co będzie za miesiąc, dwa. Słyszałem też, że do tej rywalizacji dołączył Macron.

Jakie są największe plusy?

– Przede wszystkim logistyka. Dostarczamy produkty w 24 godziny i gwarantujemy ich stałą dostępność. Wiemy, że przy dotychczasowym modelu współpracy z wielkimi korporacjami zdarzają się wielomiesięczne opóźnienia w tym zakresie. Uważamy, że najważniejsza drużyna sportowa w tym kraju musi być traktowana priorytetowo, tymczasem globalni giganci często mają inne priorytety i traktują nasz rynek szablonowo. Produkt, który dostanie od nas kadra, będzie niepowtarzalny i dedykowany wyłącznie tej drużynie. Dzisiaj wiele reprezentacji gra w trykotach, które powstają na masową skalę i różnią się od siebie wyłącznie kolorami. Nasz projekt będzie unikatowy.

Keeza ma również swoją fabrykę i sporą część sprzętu produkuje w Polsce, tak?

– Oczywiście. Płacimy podatki w Polsce i również tutaj produkujemy. Pytał pan, jakie są nasze plusy. Gdyby jakimś cudem, czego zupełnie nie zakładamy, zabrakło w sklepach koszulek kadry… my je uszyjemy w naszych polskich szwalniach.

Pana zdaniem wielu rynek koszulek piłkarskich ma się w Polsce dobrze?

– Największe federacje piłkarskie zarabiają dziesiątki, setki milionów euro na sprzedaży samych koszulek. U nas to jeszcze tak nie wygląda. Plusem Keeza jest to, że jesteśmy rodzimą firmą. Dla nas ten kontrakt byłby wielkim wyzwaniem i niesamowitą nobilitacją, a dla na przykład dla Nike reprezentacja Polski to jeden klient z wielu. Nikt szczególny. W trakcie wojny adidas wyszedł z reprezentacji Rosji. Teraz tamtejszy związek podpisał umowę z krajową firmą Jögel. Podołała? Podołała. Sprzęt jest jakościowo dobry i tam szansę mógł dostać lokalny producent.  

Waszym wyróżnikiem mogłaby być na przykład specjalna linia gadżetów dla kibiców?

– Nie chcę oceniać konkurencji, ale my jesteśmy potentatem, jeżeli chodzi o gadżety. Obsługujemy federacje piłkarskie na całym świecie i widzimy, jaki jest tego potencjał. Wszystko można połączyć.

Niewiele osób wie, że współpracujecie też między innymi z Ligą Mistrzów.

– Nasze produkty są w B-klasie, okręgówkach, Ekstraklasie, Lidze Konferencji, Lidze Europy, Lidze Mistrzów, a także na Derbach Zagłębia Ruhry i w MLS…

Mógłby pan coś więcej powiedzieć o współpracy z Ligą Mistrzów?

– Zostaliśmy sprawdzeni, nie zawiedliśmy i okazało się, że współpraca dobrze się układa. Nigdy nie zawiedliśmy terminów, a to dla UEFA jest bardzo ważne. Zaufali nam raz, a potem w kolejnych latach. Liczę, że PZPN też nam zaufa. Wspólnie działamy od dawna, zawsze to my tworzymy szaliki na każdy mecz reprezentacji Polski.

Jak ocenia pan początki działań z Polskim Związkiem Hokeja na Lodzie?

– Chcieliśmy pokazać, że polski hokej ma spory potencjał. Wcześniej związek miał problem z dostępnością towaru, a my temu zaradziliśmy.

Co z kwestią finansów? Kontakt PZPN z Nike opiewał na wiele milionów złotych.

– Oferta jest skonstruowana tak, że naszym zdaniem będzie zadowalająca dla związku. Teraz mogę powiedzieć, że całościowo jest bardzo ciekawa.

Chcielibyście może zaznaczyć swoją obecność w piłkarskiej Ekstraklasie?

– Mam nadzieję, że niebawem to się wydarzy. Działamy, obsługujemy ponad 2500 klubów z niższych lig. Zaczynamy od samego dołu, by dotrzeć na samą górę. Wypracowaliśmy sobie pozycję, kluby są zadowolone ze współpracy. Zobaczymy, co czas pokaże.

Nie boi się pan, jaki byłby odbiór kibiców po ewentualnym sukcesie z PZPN?

– Oczywiście, że razem ze wspólnikiem mamy obawy. Każdy na naszym miejscu by miał. Jesteśmy jednak zdania, że to nie czasy lat 2000, kiedy liczyli się wyłącznie Nike i adidas. Jesteśmy na fali widocznego trendu korzystania z kreatywności i doświadczenia mniejszych marek. W Holandii giganci są tylko w pojedynczych klubach. Reszta ubiera się w lokalnych markach, nam kompletnie nieznanych. Kończą się czasy wielkich. Wszystko zależy od oferty. Jakość u każdego będzie bardzo podobna. Marka 4F pojawiła się w reprezentacjach olimpijskich różnych krajów i widać, że taka szansa się pojawia. Można powiedzieć, że zaczęli torować tę drogę. Jeżeli związek nie da nam szansy, to pewnych rzeczy nie pokażemy. Liczymy, że zdołamy przekonać PZPN do naszej, moim zdaniem bardzo dobrej oferty.  

Udostępnij
Jakub Kłyszejko

Jakub Kłyszejko