05.01.2026 08:31

Orlen Basket Liga goni PlusLigę? Fenomen ligowej koszykówki w Polsce

Czy w Polsce zapanowała moda na ligową koszykówkę? Frekwencja na meczach Orlen Basket Ligi jest najlepsza w historii, jednak wciąż ustępuje PlusLidze, a jak sytuacja wygląda w Orlen Superlidze, czyli najwyższej klasie rozgrywkowej, jeśli chodzi o piłkę ręczną?

Orlen Basket Liga goni PlusLigę? Fenomen ligowej koszykówki w Polsce
Autor zdjęcia: OpenAI

W sezonie 2024/25 średnia frekwencja na meczach Orlen Basket Ligi wyniosła ok. 1 950 widzów na mecz, co oznacza, że wówczas miał miejsce wzrost względem poprzedniego sezonu (1865 osób średnio na mecz). Do tego wyniku przyczyniły się zwykle gromadzące komplet publiczności kluby z Łańcuta (śr. 1080 widzów) i Wałbrzycha (śr. 2042 widzów). Najwięcej kibiców przyciągały do hal takie kluby jak Anwil Włocławek, Zastal Zielona Góra, Śląsk Wrocław i Stal Ostrów Wielkopolski.

Bożonarodzeniowy szlagier Hali Stulecia Śląsk – Anwil oraz rozgrywane także w okresie świątecznym mecze w Zielonej Górze czy Trójmieście to było coś fantastycznego. Każde z nich zgromadziło na trybunach 4-5 tysięcy osób. W skali całego sezonu mówimy o wzroście frekwencji o 10-15 proc. liczonej rok do roku. Po raz pierwszy od dawna średnia liczba kibic
ów na meczu przekracza 2 tysiące. To już jakiś sukces
– mówi w rozmowie ze SportMarketing.pl Michał Tomasik, redaktor naczelny portalu Super-Basket.pl.

Wpływ EuroBasketu?

Warto zastanowić się, czy fakt, że Polska latem 2025 roku zorganizowała najważniejszą imprezę na Starym Kontynencie, przełożył się także na rosnącą zainteresowanie ligowymi zmaganiami.

Bez wątpienia to, że Polska była współgospodarzem mistrzostw Europy w 2025, miało istotne znaczenie, chociaż z drugiej strony pamiętajmy, że tylko połowę reprezentacji tworzyli gracze polskich drużyn. Głównym atutem PLK jest fakt, że to jest bardzo wyrównana liga. Czasami dwa zwycięstwa na koniec sezonu zasadniczego decydują o tym, czy ktoś jest w play-in i potem w play-offs, czy walczy o pozostanie w tych rozgrywkach – mówi w rozmowie ze SportMarketing.pl Wojciech Michałowicz, dziennikarz od lat specjalizujący się w koszykówce.

Kto zasługuje na słowa uznania?

Ten wzrost napędza głównie faktycznie kilka klubów. Po latach sportowego kryzysu do ligowej czołówki wraca Zastal Zielona Góra, który ma fantastyczną bazę kibicowską i właściwie co mecz może się cieszyć co najmniej 4 tysiącami fanów na trybunach. Świetny sezon notuje też Śląsk Wrocław, który – obok Zastalu i Anwilu Włocławek – może się pochwalić największą liczbą fanów. Sukcesy sportowe klubów z Wrocławia i Zielonej Góry
powodują, że kibice z tych miast chętniej przychodzą do hali i to również robi różnicę
w całościowej frekwencji na meczach PLK
– akcentuje Michał Tomasik.

Około pięciotysięczna publiczność

W tym sezonie pozytywny trend został podtrzymany, co widzieliśmy chociażby 10 listopada, gdy rewelacyjna frekwencja została zanotowana w dwóch halach:

5133 kibiców na meczu Energa Trefl Sopot-AMW Arka Gdynia

4784 kibiców na meczu Zastal Zielona Góra-Legia Warszawa

Analizując frekwencją na meczach ligowych, nie możemy zapominać o występach reprezentacji.

W pewnym stopniu jest to też efekt poruszenia koszykarskiego w naszym kraju związanego z ostatnim EuroBasketem. Wówczas więcej osób mogło zauważyć, że jest taka dyscyplina jak koszykówka, a ponieważ w Polsce zainteresowanie związane z występami drużyn klubowych w ostatnich latach kulało, teraz mamy coś na kształt przełomu. EuroBasket to był niewątpliwy sukces. Sportowy, bo zajęliśmy szóste miejsce w turnieju i organizacyjny, gdyż w trakcie
fazy grupowej w Katowicach przez Spodek przewinęły się dziesiątki tysięcy ludzi. To była duża rzecz
– mówi Michał Tomasik.

I dodaje:

Najbardziej cieszy to, że progres dokonuje się dwutorowo. O ile 10 tysięcy widzów na meczu Polaków podczas EuroBasketu wiązał się także z możliwością zobaczenia gwiazd NBA, to fakt, że pierwszy mecz eliminacji do MŚ, rozgrywany pod koniec listopada w Gdyni, przyciągnął komplet widzów do Polsat Areny jest już mocno budujący. Przecież graliśmy z co najwyżej przeciętną Austrią. W poprzednich latach, gdy kadra występowała często np. w Lublinie, w hali Globus, kompletów publiczności nie notowano. Obyśmy niedługo musieli zastanawiać się nad tym, czy obiekt w Gdyni, który może pomieścić ok. 4 tysiące osób, nie będzie za mały dla naszej koszykarskiej drużyny narodowej. Na szczęście hal mogących pomieścić więcej osób mamy w kraju mnóstwo.

Istotne ograniczenia

Wydaje się, że frekwencja mogłaby być jeszcze lepsza, gdyby większość hal miała większą pojemność.

Myślę też, że wielkość obiektów jest w przypadku niektórych klubów bardzo skromna, tak jak np. w Warszawie, gdzie na pewno ta liczba widzów byłaby zdecydowanie większa, gdyby hale były np. 3-4 tysięczne, mecze derbowe lub inne znaczące spotkania dla Legii i Dzików z pewnością gromadziłyby większą widownię – ocenia Wojciech Michałowicz.

Motory napędowe

W polskiej koszykówce widzimy, że jest kilka klubów, które ciągną resztę ligi pod względem frekwencji. Kto zatem się wyróżnia?

Na pewno można wymienić takie ośrodki, to Włocławek, Wrocław, Trójmiasto w sporym stopniu, bo tam funkcjonują jednocześnie dwie mocne drużyny. Choć nie jest tego dużo, to jednak nawet pojedyncze zwycięstwa w europejskich pucharach też mogą przyczynić się do poprawy tego wyniku. Trzeba przyznać, że te ośrodki, które funkcjonują w miastach średniej wielkości, a nawet mniej niż średniej, odznaczają się tym, że tam jest bardzo duże przywiązanie i do klubów i jest stała liczba oddanych sympatyków tych klubów – podkreśla Wojciech Michałowicz.

I dodaje:

Można wymienić jeszcze więcej takich miast. Zielona Góra, Ostrów, Toruń i Lublin na przykład. To są ośrodki o bardzo długiej tradycji i jeżeli już ktoś przetrwa w tych bardzo trudnych warunkach do funkcjonowania, kiedy trudno jest na czymś zarobić w polskiej koszykówce, wtedy udaje się podtrzymać funkcjonowanie poszczególnych klubów i nawet jakoś budować wokół tego coraz liczniejszą społeczność.

Rozwój marketingu

Wydaje się, że kluczowym aspektem jest wchodzenie w interakcje przez kluby z kibicami, dbanie o właściwą, regularną komunikację z fanami. Czy pod tym względem możemy dostrzec znaczny progres?

Jeśli chodzi o działania poszczególnych klubów: PR-owe i marketingowe to jest stały postęp. W zasadzie każdy klub ma w tej chwili dobrze zorganizowane media, media społecznościowe również. Szukanie, budowanie tego kontaktu z widownią, sama organizacja meczów to są kwestie, które w dużej mierze się poprawiły i jest tam dużo elementów zachęcających całe rodziny, dzieci, młodzież i tak dalej – mówi Wojciech Michałowicz.

Może być lepiej?

Zauważmy, że wciąż jest duże pole do rozwoju.

Myślę, że zwłaszcza w takich dużych ośrodkach, Warszawa jest tutaj takim szczególnym przykładem, są ogromne rezerwy. Jeżeli Warszawa miałaby odpowiedni obiekt koszykarski, do 5 tysięcy, myślę, że realne byłyby jeszcze większe sukcesy. Ciągle jesteśmy ligą, która nie ma osiągnięć w europejskim wymiarze. To jest też ogromne pole do popisu pod warunkiem, że jakieś większe środki uda się zgromadzić w poszczególnych silnych klubach. Na pewno taki wymiar europejski mają kluby z Warszawy, Wrocławia, Włocławka i Trójmiasta – uważa Wojciech Michałowicz.

Siatkarski rekord

Orlen Basket Liga pnie się w górę pod względem frekwencji, jednak warto także spojrzeć na frekwencję w koszykarskiej lidze w porównaniu z dwie innymi ligami: PlusLigą i Superligą. Najwyższa liga siatkówki w Polsce od lat notuje jedną z najlepszych frekwencji w kraju, ustępuje piłkarskiej Ekstraklasie i żużlowej Ekstralidze. Nigdy dotąd w dwudziestopięcioletniej historii PlusLigi nie było tak wysokiej frekwencji na trybunach, jak w sezonie 2024/2025. Po raz pierwszy złamana została bariera 600 tysięcy widzów w halach. Poprawiony został rekord sprzed dekady, a w poprzednich rozgrywkach do hal przyszło aż 663 856 kibiców!



W minionym roku rekordową frekwencję zanotowano w Ergo Arenie. 17 marca 2025 roku Trefl Gdańsk podejmował Steam Hemarpol Norwida Częstochowa, a na „Mecz Kaszubski” wybrało się aż 9450 widzów. Średnio – w całych rozgrywkach – na każdym meczu PlusLigi było aż 2515 widzów. W porównaniu do sezonu 2023/2024 to wzrost o ponad 130 tysięcy widzów łącznie i ponad 500 widzów średnio na mecz.

Rekord także w piłce ręcznej

Piłka ręczna w Polsce co prawda jest dość popularna, ale ma zazwyczaj niższą frekwencję niż koszykówka i siatkówka: Sezon 2024/25: łączna frekwencja prawie 310 000 widzów, ale średnia na mecz to ok. 1 300–1 400 osób. Ponad 300 tysięcy kibiców obejrzało z trybun mecze ORLEN Superligi w sezonie 2024/25 – to najwyższy wynik frekwencyjny w historii zawodowej ligi.

Najlepiej oglądane drużyny (np. Kielce, Płock) przyciągają średnio ok. 2 300–2 700 widzów na mecze u siebie, jednak większość klubów ma frekwencję poniżej 2 000 widzów.

Średnia frekwencja: 

  1. Industria Kielce 2 717 
  2. Rebud KPR Ostrovia Ostrów Wielkopolski 2 591 
  3. ORLEN Wisła Płock 2 346 
  4. Corotop Gwardia Opole 1 981 
  5. Zepter KPR Legionowo 1 317 
  6. Energa MKS Kalisz 1 167 
  7. Azoty Puławy 1 093 
  8. WKS Śląsk Wrocław 1 042 
  9. PGE Wybrzeże Gdańsk 1 030 
  10. Energa MMTS Kwidzyn 974 
  11. KGHM Chrobry Głogów 886 
  12. Górnik Zabrze 830 
  13. Zagłębie Lubin 606 
  14. Piotrkowianin Piotrków Trybunalski 413 

Z punktu widzenia nie tylko sportowego, ale też w dużej mierze marketingowego sporym sukcesem Orlen Superligi okazał się mecz o Superpuchar Polski.

Aż osiem tysięcy osób na trybunach to świetna frekwencja. Chociaż wciąż jest sporo do zrobienia, by komplet publiczności był realny na meczach innych drużyn niż ligowi potentaci. Wracając do koszykówki, zauważmy, że wciąż trzeba dbać o przyciąganie inwestorów…

Co z dużym biznesem?

Warto się zastanowić, co trzeba zrobić, by poważne podmioty zainteresowały się rodzimym basketem.

O właściwym, dużym sukcesie moglibyśmy mówić, gdyby PLK notowała stopniowy, analogiczny 10-15 procentowy wzrost frekwencji w kolejnych 5 latach. Największe nadzieje wiążę z tym, że – zgodnie z niedawną decyzją władz miasta – Warszawa za dwa lata zyska nową halę, w której swoich rywali będą mogły podejmować Legia i Dziki. Obecnie obie drużyny grają przed 1-2 tysięczną publicznością, a infrastruktura ich hal pozostawia wiele do życzenia. Nie zachęca do zainteresowania meczami PLK przedstawicieli wielu mających w stolicy swoje siedziby firm, dysponujących ogromnymi budżetami marketingowymi. Gdy 6-tysięczny obiekt zostanie oddany do użytku, stołeczne kluby zyskają realną szansę przyciągnięcia większej liczby fanów i zarabiania na dniu meczowym. O ile będą wówczas organizacyjnie na to gotowe, powinni pojawić się też nowi partnerzy. Niemal z miejsca – mówi redaktor naczelny portalu Super-Basket.pl.

Inspiracją dla środowiska koszykarskiego może być historia z polskiego futbolu.

Gdy 20 lat temu piłkarze Legii grali na starym stadionie, klub miał podobny problem. Powstanie nowego obiektu przy ul. Łazienkowskiej spowodowało, że Legii znacznie łatwiej było przyciągnąć kibiców i pozyskiwać sponsorów. Także to w czasach Euro 2012 napędziło rozwój innych klubów w myśl zasady „spójrz na to, jak robią to lepsi czy bogatsi od ciebie, skopiuj i staraj się ich gonić”. Trzeba mieć świadomość, że w pewnym momencie dojdziemy do ściany, bo dziś jest zdecydowanie więcej form rozrywki i koszykówka nie będzie mogła szklanego sufitu przebijać bezustannie , ale PLK – o ile tylko sama organizacyjnie zrobi kolejny postęp – ma szansę pójść podobną drogą rozwoju – podsumowuje Michał Tomasik.

Udostępnij
Bartłomiej Najtkowski

Bartłomiej Najtkowski