16.10.2026 07:05

Kiedy wszyscy mają cię dość, a ty nie odpuszczasz. Trudne przypadki Valencii i Lazio

Sport przyzwyczaił nas, że raz bywa lepiej, raz bywa gorzej – także jeżeli chodzi o powodzenie wśród kibiców. Dotyczy to zarówno piłkarzy, trenerów, jak i właścicieli klubów. Dwaj sternicy uznanych europejskich marek – Peter Lim z Valencii oraz Claudio Lotito z Lazio – od dawna jednak znajdują się na cenzurowanym, ale mimo presji społeczeństwa nie zamierzają cofnąć się choćby o krok.

Udostępnij
Kiedy wszyscy mają cię dość, a ty nie odpuszczasz. Trudne przypadki Valencii i Lazio
Autor zdjęcia: Press Focus

Rządy na odległość i brak zaangażowania

Zacznijmy od pierwszego z wymienionych. Singapurczyk przejął pakiet większościowy Valencii w maju 2014 roku. I choć kibice wiele obiecywali sobie po wejściu azjatyckiego kapitału do ich klubu, to dobre czasy tak naprawdę nigdy nie nadeszły.

Valencia, która w pierwszej dekadzie XXI wieku dwukrotnie doszła do finału Ligi Mistrzów, a w sezonie 2003/2004 wygrała nawet mistrzostwo Hiszpanii, popadła w całkowitą przeciętność. Zaczęła błąkać się w okolicach strefy spadkowej, coraz częściej długo nie będąc pewna nawet utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Stąd też z każdym kolejnym nieudanym rokiem niechęć kibiców względem Lima była potęgowana. Singapurczykowi zarzucano, że jedyne, na czym mu zależy, to możliwie drogie sprzedawanie piłkarzy i brak inwestowania większych pieniędzy w rozwój klubu.

Wizerunkowi Azjaty nie sprzyjało rządzenie klubem na odległość. Lim na co dzień zarządza swoimi biznesami w Singapurze, a w Hiszpanii pojawia się rzadko. Choć początkowo robił to częściej, to aktualnie jego ostatnim meczem Valencii obejrzanym na żywo jest starcie z Realem Madryt w… 2019 roku.

Od tego czasu biznesmen zawitał do Walencji tylko raz, tego lata, ale była to tylko krótka wizyta skupiająca się na ocenie sytuacji dotyczącej budowy nowego stadionu. To też zresztą jest jeden z powodów, dla którego kibice mają go po dziurki w nosie. Choć budowa obiektu Nou Mestalla trwa od 2007 roku, to do dzisiaj drużyna nie może na nim występować.

Wszystko zaczęło się w czasach, kiedy Lim klubem jeszcze nie dowodził. Najpierw klub popadł w ogromne problemy finansowe, potem pojawiały się kolejne kłopoty – a to z koncepcjami, a to z gruntem pod budowę. Po najnowszych przesunięciach terminów, nowy stadion w Walencji ma zostać oddany do użytku w połowie 2027 roku, a zatem po 20 latach od inauguracji prac…

Kibice zasłużonego hiszpańskiego klubu zarządzają Limowi przede wszystkim to, że choć zarządzanie Valencią niezbyt go interesuje i nie oddaje temu serca, to jednocześnie nie chce pozbyć się swoich udziałów. Sam Singapurczyk ma wierzyć, że jeśli operę mydlaną z Nou Mestalla uda się doprowadzić do pomyślnego końca, to wartość klubu mocno wzrośnie. A wtedy będzie miał więcej argumentów do negocjacji z potencjalnymi nabywcami akcji.

Według doniesień „AS”, w przypadku sprzedaży swoich akcji w Valencii, Lim chciałby zarobić 350-400 milionów euro. Choć to nie jest jednoznaczne z faktem, że ktokolwiek za klub pełen problemów i sytuacji do wyprostowania chciałby tyle wyłożyć.

Rodzina Singapurczyka, między innymi jego syn – Kiat, broni biznesowej strategii i podkreśla, że Valencia mówi zachować równowagę finansową, aby nie popaść w tarapaty, które niegdyś zagrażały jej istnieniu. Trudno to zrozumieć kibicom, którzy mają po dziurki w nosie wieloletniej słabości sportowej i regularnie organizują kilkutysięczne demonstracje przeciw swojemu właścicielowi.

Stadion pusty jak za czasów pandemii

Z jednej strony podobnie, a z drugiej zupełnie inaczej wygląda sytuacja w Lazio. Włoch przejął klub z Rzymu w 2004 roku i od samego początku był w niego mocno zaangażowany. Mieszka w stolicy Italii, zarządza wszystkim osobiście i lubi mieć decydujące zdanie nawet w kompetencjach trenera czy dyrektora sportowego.

Tutaj fani zarzucają biznesmenowi przede wszystkim skąpstwo i brak pola do rozwoju zasłużonego klubu. Uważają, że pod wodzą Lotito tak zasłużona ekipa jak Lazio może tylko dryfować w tabeli ligi włoskiej, a traci szansę, by wreszcie włączyć się do walki o poważny cel.

Apogeum wszystkiego stanowił ubiegły sezon. Kiedy rzymskiej drużynie szło kiepsko, kibice po prostu przestali przychodzić na mecze, a w międzyczasie zaczęli organizować demonstracje w mieście i wokół stadionu wymierzone we właściciela. Żądali od niego jednego – żeby sprzedał klub i dał mu się rozwijać z kimś innym u steru.

Włoch jednak kompletnie nic sobie z tego nie robił. W wywiadach podkreśla, że to on rządzi Lazio, wydaje swoje pieniądze i nie interesuje go jakiekolwiek zdanie z zewnątrz. Potrafił odbierać telefony od kibiców i odpowiadać na wszystkie pretensje sformułowaniem: „Nie płacz, kupię ci loda”.

Tego lata społeczeństwo fanów Biancocelestich postanowiło pójść o krok dalej. Zbojkotowało kampanię sprzedaży karnetów. Z około 30 tysięcy stałych wejściówek sprzedanych rok temu, klub z Rzymu zszedł do wyniku… około 2 tysięcy na obecny sezon. A to oczywiście musi się odbić na stanie klubowych finansów.

W ostatnich miesiącach domowe mecze ekipy z Wiecznego Miasta wyglądają dość surrealistycznie i przypominają sezon 2020/2021, kiedy z powodu pandemii kibice nie mogli pojawiać się na trybunach. Stadio Olimpico zionie pustkami i to pomimo faktu, że Biancocelesti weszli w rozgrywki zaskakująco dobrze i po sześciu kolejkach są wiceliderami tabeli.

Peter Lim i Claudio Lotito – nie odpuszczają, choć są znienawidzeni

Zarówno przypadek Valencii, jak i Lazio stanowi doskonały przykład sytuacji, w której od lat kibice mają dość właściciela i narzucają na niego ogromną presję, aby wyzbył się udziałów ich klubu. Biznesmeni nic sobie jednak z tego nie robią i pomimo ogólnego sprzeciwu, w dalszym ciągu realizują swoje wizje.

Pomiędzy Singapurczykiem a Włochem panuje jednak zasadnicza różnica. O ile właścicielowi klubu z Hiszpanii wytyka się przede wszystkim brak zaangażowania, rządzenie na odległość i ignorowanie miasta, o tyle w przypadku szefa z Włoch mowa raczej o nadmiernym kontrolowaniu każdej komórki, braku inwestycji – choć według śmiałych planów do 2032 roku Lazio ma opuścić Olimpico i przenieść się na swój nowy obiekt Flaminio – i całkowitym pomijaniu głosu kibiców.

Oba podejścia prowadzą do tego, że kibicowskie społeczności są wściekłe i żądają zmian w strukturach właścicielskich. A że zarówno Lim, jak i Lotito nic sobie z tego nie robią, to marzenia walenckich i rzymskich fanów prawdopodobnie szybko się nie spełnią.

Udostępnij
Marcin Długosz

Marcin Długosz

Dziennikarz sportowy zajmujący się przede wszystkim piłką nożną – zarówno w wydaniu krajowym, jak i zagranicznym. W Sportmarketing.pl często ukazuje finansowe i medialne oblicze futbolu. Prowadzi cykl "Sport i Pieniądze", który przedstawia wpływ ekonomiczny na różne dyscypliny. Mocno związany z ligą włoską, fan Milanu i długiego biegania