Kilkaset osób na meczach Polaków. Fatalna frekwencja na ME siatkarzy. Liczby… szokują
Siatkarskie mistrzostwa Europy, rozgrywane w aż czterech krajach (Włochy, Bułgaria, Rumunia i Finlandia) są na razie bardzo udane dla reprezentacji Polski. Jednak pod względem frekwencji można czuć zawód. Choć spotkanie inaugurujące imprezę (mecz Bułgarii z Macedonią) przyciągnęło do hali 8892 osób, gdy nie grają gospodarze, trybuny często świecą pustkami.
Mecz Polaków z Portugalią, rozgrywany również w Sofii, oglądało zaledwie 900 osób. Biało-Czerwoni w nieco ponad godzinę z łatwością rozprawili się z rywalami z Półwyspu Iberyjskiego, wygrywając 3:0. Spotkanie z Izraelem, wygrane w takim samym stosunku, oglądało z trybun 1876 widzów, natomiast niedzielne starcie z Macedonią Północna – 876 osób. Patrząc na te liczby, można zastanawiać się, czy format imprezy nie wymaga znaczących zmian.

– Przy obecnej formule mistrzostw Europy i liczbie uczestniczących drużyn, która niespełna dekadę temu wzrosła do dwudziestu czterech, organizacja turnieju na poziomie fazy grupowej w czterech krajach jest optymalnym rozwiązaniem. Daje to przede wszystkim szanse na promowanie ważnej siatkarskiej imprezy w różnych częściach Starego Kontynentu, nie tylko tam, gdzie siatkówka ma już ugruntowaną pozycję.
Niska frekwencja w Bułgarii jest oczywiście problemem i sporym kamykiem do ogródka bułgarskiej federacji, ale jednocześnie nie jest zaskoczeniem. Bardziej wiązałbym ją z promocją, cenami biletów czy atrakcyjnością konkretnych spotkań niż z samą formułą turnieju w postaci czterech państw gospodarzy na poziomie fazy grupowej – mówi w rozmowie dla SportMarketing.pl Jakub Balcerzak, ekspert siatkarski.

Nowe rynki do zagospodarowania
Gdy grają gospodarze, mecze gromadzą niemal zawsze kilka tysięcy osób na trybunach. Wystarczy rzut oka chociażby na spotkanie Finlandii z Serbią, które zgromadziło 10 929 osób w Nokia Arena TAMPERE. Tendencja jest zatem widoczna gołym okiem.
– Podoba mi się, że CEV stara się szukać nowych horyzontów w postaci państw, które w ostatnich latach nie były w stanie wziąć na siebie roli organizatora ważnego turnieju kontynentalnego, jednak oczywiście samo przyznanie organizacji nie gwarantuje sukcesu. Ogromne znaczenie ma sposób, w jaki gospodarz potrafi wykorzystać otrzymaną szansę. Są federacje i miasta, które traktują mistrzostwa niemal wyłącznie jako wydarzenie sportowe, nie robiąc wystarczająco dużo, by zbudować wokół niego atmosferę i zainteresowanie. Są jednak również przykłady pokazujące, że można zrobić to zupełnie inaczej.
Tampere jest tutaj najlepszym dowodem. Mecze reprezentacji Finlandii przyciągają grubo ponad 12 tysięcy widzów, a sam turniej stał się tam wydarzeniem, którym żyje duża część lokalnej społeczności. To pokazuje, że odpowiednia promocja, zainteresowanie reprezentacją oraz właściwy wybór gospodarza mogą przełożyć się na naprawdę imponującą frekwencję – podkreśla Jakub Balcerzak.
Co niepokoi?
Tak czy inaczej, śledząc obecny czempionat Europy, nie da się ukryć, że uwypukla się pewna niepokojąca tendencja, którą nie od dziś można dostrzec w siatkówce. Dla porównania przed piłkarskim mundialem było sporo obaw, że trybuny nie zapełnią się z powodu wysokich cen biletów. Tymczasem stadiony pękały w szwach i nie miało znaczenia, kto akurat grał. W siatkowe, gdy nie grają „nasi”, bywa z tym kłopot.
–To obecnie największy problem niemal wszystkich imprez siatkarskich na całym świecie, na który nikt po dzień dzisiejszy nie znalazł złotego środka. Gdy na boisku nie pojawia się reprezentacja gospodarza danej imprezy, trybuny w wielu krajach świecą pustkami. I nie jest to problem wyłącznie trwających mistrzostw Europy. Podobne obrazki oglądamy w Azji, Ameryce Południowej czy Ameryce Północnej – mówi Jakub Balcerzak.
Wąskie grono
Oczywiście są kraje, w których ta sytuacja prezentuje się znacznie lepiej, jednak jest to niezbyt liczna grupa państw o większych tradycjach siatkarskich.
– Poza niewielką grupą krajów, takich jak Polska, Japonia, Francja, Stany Zjednoczone czy Włochy, bardzo trudno jest stworzyć wydarzenie, na które kibic przyjdzie dla samej siatkówki, niezależnie od tego, kto akurat gra. Dzień meczowy w siatkówce potrafi trwać nawet siedem godzin i obejmować nie raz trzy spotkania, kiedy to pierwsze zaczyna się we wczesnych godzinach popołudniowych, a ceny biletów pozostawiają wiele do życzenia – zwraca uwagę Jakub Balcerzak.
Co zniechęca kibiców?
Zarazem akurat w tym turnieju nawet włoska publiczność kilka razy ewidentnie nie dopisała. Spójrzmy na rozgrywany w Modenie mecz Czechy-Grecja, na który przyszło… 280 fanów siatkówki.
– Jeżeli dodatkowo w danym dniu nie gra reprezentacja gospodarzy, otrzymujemy niestety gotowy scenariusz na kolejne niechlubne rekordy, co widzimy od paru dni w Sofii. Nie można oczekiwać, że przeciętny kibic zapłaci wysoką cenę za wielogodzinne wydarzenie, w którym nie ma na nim jego ulubionego zespołu – podsumowuje nasz rozmówca.

Bartłomiej Najtkowski
Więcej Świat
DAZN wzmacnia kierownictwo. Patrick Delany obejmie kluczową globalną funkcję
DAZN ogłosił istotne zmiany w strukturze zarządzania grupą. Patrick Delany, dotychczasowy szef Foxtel Group, obejmie stanowisko Chief Operating Officer w DAZN i będzie odpowiadał za dalszy rozwój globalnej działalności platformy.