Rekordowe zyski i mroczna strona hazardu. Ile naprawdę warte są miliardy z zakładów sportowych?
Z perspektywy czysto biznesowej branża zakładów sportowych przeżywa prawdziwy złoty wiek. Gigant technologiczny Sportradar, dostarczający dane bukmacherskie na cały świat, opublikował właśnie spektakularne, rekordowe wyniki finansowe za 2025 rok.
Przychody spółki wzrosły o 17%, osiągając poziom 1,29 miliarda euro, a skorygowany zysk EBITDA skoczył aż o 33% do poziomu 297 milionów euro. Firma ogłosiła również gigantyczny program wykupu własnych akcji (buyback) o wartości miliarda dolarów. Mimo tak potężnych fundamentów, rzeczywistość rynkowa bywa brutalna. Akcje spółki balansują obecnie w granicach 15,80 dolara – to drastyczny spadek w porównaniu do ceny 27 dolarów z debiutu giełdowego (IPO) w 2021 roku, kiedy to w uroczystym uderzeniu w dzwon na nowojorskim Nasdaq pomagał sam Michael Jordan.
Co więcej, rynek pokazał swoją kapryśność w kwietniu 2026 roku, gdy raporty dwóch tzw. „short sellerów” (podmiotów grających na spadek cen akcji) zmazały z wyceny firmy aż 800 milionów dolarów w zaledwie jeden dzień. Dyrektor generalny Sportradar, Carsten Koerl, natychmiast ostro zareagował, deklarując: „Raport short sellerów zawiera nieścisłości faktyczne dotyczące firmy, a my jednoznacznie rzucamy wyzwanie tym twierdzeniom”.
Powód do refleksji?
Ta finansowa kolejka górska każe zadać fundamentalne pytanie: ile w rzeczywistości warta jest ta wielka, wieloletnia gra, którą zapoczątkowano jeszcze przed pełną legalizacją zakładów bukmacherskich w USA? Odpowiedź na to kryje się nie tylko w giełdowych tabelach, ale przede wszystkim w etycznych i strukturalnych problemach, które ten boom wywołał na najwyższych szczeblach światowego sportu.
