01.06.2026 08:45

Tak partnerzy „konsumowali” finał Ligi Mistrzów. Konstelacja gwiazd w Budapeszcie

Finał Ligi Mistrzów to jedno z najbardziej prestiżowych wydarzeń w świecie futbolu. W żadnym innym miejscu nie można spotkać tak wiele piłkarskich legend. Budapeszt przywitał kibiców z całej Europy dużą gościnnością. Kibice nie mieli prawa się nudzić.

Udostępnij
Tak partnerzy „konsumowali” finał Ligi Mistrzów. Konstelacja gwiazd w Budapeszcie

Przy Lidze Mistrzów chcą „być” największe europejskie marki. Najważniejsze klubowe rozgrywki na świecie od lat mają swoją renomę i to się nie zmienia. Siatka sponsorów jest ściśle określona i nie jest wcale łatwo się w niej znaleźć. Partnerzy rozgrywek chcą wycisnąć jak najwięcej dla siebie i doskonale było to widoczne w Budapeszcie. W tym miejscu warto wspomnieć, że stolica Węgier zachwyciła swoim urokiem. Nie bez powodu mówi się, że jest to jedno z najpiękniejszych miejsc w Europie. Zabytków, historycznych i turystycznych miejsc jest tyle, że ciężko zobaczyć nawet znaczącą część w trakcie piłkarskiego weekendu…

Gigantyczna strefa kibica i mnóstwo atrakcji

Kulminacyjnym punktem dla wszystkich, udających się do Budapesztu był tamtejszy Plac Bohaterów. Tam już od czwartku można było korzystać z atrakcji miasteczka mistrzów, bo tak nazywała się ogromna strefa kibica. W niej można było znaleźć wiele stoisk oficjalnych partnerów Ligi Mistrzów. Heineken zaprosił do siebie Fabrizio Romano czy Ashleya Cole’a. Po utworzonym specjalnie boisku Oppo biegali Claude Makelele, Theo Walcott i… QESEK. Piłkarski influencer oraz youtuber jest twarzą tej marki. Miał okazję zagrać w wyjątkowym spotkaniu z legendami futbolu. 

Dziesiątki tysięcy kibiców mogły zaopatrzyć się w oficjalne gadżety Ligi Mistrzów. Ceny? Jak mówi klasyk, tanio to już było. Meczowy szalik kosztował 130 zł, za okolicznościową koszulkę trzeba było zapłacić 185 zł, efektowny breloczek z pucharem LM był wart ponad 60 zł, natomiast oficjalna piłka to koszt blisko 700 zł. Nie straszyły natomiast ceny gastronomii. Za piwo należało wydać 23 złote, warte podkreślenia były też stoiska do darmowego uzupełnienia wody pitnej. 

Już po zjedzeniu i napiciu się, każdy musiał uzbroić się w dużą cierpliwość. Do każdego ze stoisk tworzyły się gigantyczne kolejki. To i tak nie odstraszało kibiców z całej Europy. W strefie FedEx można było strzelać multimedialne rzuty karne i sprawdzić się w grze zespołowej ze współtowarzyszem. Oppo oferowało interaktywne zdjęcia z pucharem, PlayStation konkurs sprawnościowy, a Heineken koło fortuny. Dla uczestników były też rozdawane oficjalne naklejki Champions League, do zdjęć natomiast zachęcał gigantyczny puchar umiejscowiony na wodzie, tuż przy wyjściu ze strefy. O dobre nastroje zgromadzonych dbał DJ, w piątek zorganizowany został koncert brytyjskiego DJ-a SIGALA, jednej z gwiazd ceremonii finałowej. 

Gwiazdozbiór legend na evencie Just Eat Takeaway.com

Swoich ambasadorów z całej Europy do Budapesztu zaprosiło wiele firm. Specjalny event zorganizował Just Eat Takeaway.com, czyli polskie Pyszne.pl. Na co dzień galeria sztuki zamieniła się w wielką strefę partnera Ligi Mistrzów. Goście raz za razem byli zaskakiwani. Najpierw fanów futbolu przywitał Clarence Seedorf, później do ich dyspozycji byli Edwin van der Sar oraz Ruud Gullit, a po chwili dostawcami jedzenia okazali się… David Luiz i Santi Cazorla. Triumfatorzy Ligi Mistrzów sprzed lat nie odmawiali zdjęć i autografów. Dodatkowo przed wielkim finałem LM goście mogli się nieco odświeżyć. Na gości czekali barberzy i kosmetyczki, była również okazja na wyczyszczenie butów. Wszystko odbywało się w nieformalnej atmosferze, a dużym zainteresowaniem cieszyło się przede wszystkim jedno ze stoisk. Influencerzy mogli wyhaftować piłkarskie i węgierskie symbole na specjalnym dresach, dedykowanych na tę okazję. 

Adidas>Nike

Odwieczna rywalizacja odzieżowych gigantów miała tym razem zdecydowanego zwycięzcę. Adidas jest oficjalnym partnerem Ligi Mistrzów i też z tego powodu ekspozycja niemieckiej marki była zdecydowanie większa. Tutaj Nike miało pewne ograniczenia, ale nie starało się aż tak mocno pokazać „swojego” PSG. Kibice Arsenalu mogli przebierać w przepięknej kolekcji ubrań przygotowanej przez Niemców. Ogromną popularnością cieszyły się koszulki meczowe i szaliki, wrażenie robił również wybór „codziennej odzieży”. Koszulki retro, bawełniane, niezobowiązujące, idealne do noszenia na co dzień, bluzy, plecaki, spodenki. Długo można byłoby wymieniać. Największą różnicę dało się zauważyć w wyposażeniu oficjalnych sklepów PSG I Arsenalu, których w Budapeszcie nie brakowało. Francuzi ubierani przez Nike nie byli tak mocno zaopatrzeni, jak sympatycy Kanonierów. 

Imponowały także działania marketingowe adidasa. Efektowna kolekcja nowych, wielkich koszulek Arsenalu zrobiła jeden z centralnych placów miasta. Do meczu finałowego na jednym z budynków można było zobaczyć ogromną iluminację z hasłem „You got this” i podobiznami gwiazd mistrza Anglii. To robiło wrażenie. Jednak adidas to nie tylko Arsenal, lecz również ambasadorzy. 

Tuż po zakończeniu finału Ligi Mistrzów UEFA adidas uczcił sukces swoich zawodników grających w modelu F50 HYPERFAST – Khvichy Kvaratskhelii i Ousmane’a Dembele – spektakularną projekcją wyświetloną na dwóch charakterystycznych budynkach w centrum Budapesztu.

Wizerunki piłkarzy oraz trofeum Ligi Mistrzów UEFA pojawiły się m.in. na fasadzie zabytkowego dworca Keleti. Projekcja została uruchomiona bezpośrednio po ostatnim gwizdku finału i stanowiła symboliczne zwieńczenie wieczoru oraz hołd dla zawodników, którzy odegrali kluczowe role w walce o najważniejsze klubowe trofeum w europejskiej piłce.

Budapeszt dał się polubić 

Na koniec słowo jeszcze o mieście-gospodarzu tego piłkarskiego święta. Budapeszt zachwycił gościnnością, otwartością i swoim pięknem. Mimo przyjazdu setek tysięcy kibiców w mieście było bardzo bezpiecznie. Oczywiście, zdarzały się pojedyncze incydenty, które jednak nie wpłynęły na końcowy werdykt. Stolica Węgier pokazała swoje najpiękniejsze oblicze. Miasto mostów roiło się od spacerujących w koszulkach Arsenalu, PSG oraz innych europejskich klubów kibiców. Zapach kultowych langosów unosił się praktycznie z każdej restauracji. W tych najpopularniejszych trzeba było chwilę poczekać na wolne miejsce…

Budapeszt pokazał się Europie jako piękne, niezwykle nowoczesne i gościnne miasto. Lista ciekawych miejsc jest na tyle duża, że w 3-4 dni nikt nie jest w stanie zobaczyć choćby połowy z nich. Warto wspiąć się na Cytadelę i zobaczyć najwyższy punkt widokowy w mieście. Warto udać się do New York Cafe – nie bez powodu nazywanej najpiękniejszą kawiarnią na świecie. Warto pospacerować wzdłuż malowniczego Dunaju, przepłynąć się statkiem i przejechać zabytkową linią metra M1, wpisaną zresztą na listę zabytków UNESCO. 

Mecz na stadionie im. Ferenca Puskasa oglądało nieco ponad 61 tysięcy widzów. To niewiele więcej, niż może pojawić się na PGE Narodowym w Warszawie. Jednak trzytysięczna różnica jest tutaj niestety kluczowa. UEFA wymaga przynajmniej 60-tysięcznej pojemności, a tego w Warszawie na ten moment nie ma. Szkoda, że projektujący ten przepiękny obiekt nie wzięli tego pod uwagę. Dla Budapesztu finał Ligi Mistrzów był najważniejszym wydarzeniem w historii miasta. Setki tysięcy turystów pierwszy i zapewne nie ostatni raz odwiedziła Węgry. Podobnie mogłoby być też w pięknej, nowoczesnej i europejskiej Warszawie. Na to niestety jeszcze trochę poczekamy… 

Udostępnij
Jakub Kłyszejko

Jakub Kłyszejko