Raport specjalny 27 marca 2010

Polski rynek bukmacherski

Korzyści jakie osiągają w Polsce firmy bukmacherskie liczone są w milionach. Możliwość zarobienia na zakładach wciąż przyciąga klientów.

\"\"
Firmy bukmacherskie pojawiły się na polskim rynku gospodarczym pod koniec lat 90. Był to efekt specjalnej ustawy pozwalającej podmiotom gospodarczym na prowadzenie działalności w zakresie przyjmowania zakładów wzajemnych na wydarzenia sportowe, polityczne, kulturalne i rozrywkowe. Trudno oszacować, jakie zyski osiągnęły te firmy do tej pory, ale na pewno w latach 1997-2001 były one bardzo duże.

Koniec mitu Ligi Angielskiej

Już w 1996 roku krakowska firma Betako przyjmowała zakłady na mistrzostwa Europy, które odbywały się w Anglii. Mało kto wiedział jednak o takich możliwościach zarabiania pieniędzy. W Polsce wciąż królowała niepodzielnie słynna liga angielska i liga polska, na które skreślało się zakłady w punktach totalizatora. Przełom nastąpił jednak szybko. Kiedy otworzyły swoje pierwsze punkty Profesjonał i STS. Wówczas gracze przekonali się, że mają niemal pełną kontrolę nad kursami i pieniędzmi jakie mogą wygrać. Nie musieli trafiać minimum tzw. dziesiątki, by liczyć na groszowe wypłaty, a przecież  trzynastki zdarzały się rzadko. Można było zagrać jeden mecz, a nie 13, postawić ile się chciało, a kupon pokazywał, jakiej wygranej można oczekiwać w przypadku trafienia. To była prawdziwa rewolucja. Kibice z zacięciem do obstawiania wręcz zawalili punkty bukmacherskie.

Na początku królowała sama piłka nożna, dopiero stopniowo pojawiały się inne dyscypliny sportu. Kolejną dyscypliną, na którą chętnie obstawiano, był tenis. Następnie koszykówka, siatkówka, piłka ręczna, żużel. Systematycznie dochodziły inne. W punktach były długie kolejki, drukarki wypuszczające kupony przegrzewały się, ludzie wydawali krocie na zakłady, gdyż cały czas trwał boom gospodarczy. To były naprawdę złote czasy dla tych firm, które wchodziły na rynek.

Dopiero w 2000 roku Profesjonał i STS zanotowały konkurencję w postaci firmy Toto Mix, która teraz przekształciła się w Totolotek. Nowy bukmacher na rynku zanotował jednak kilka wpadek, mając jeszcze niedoświadczoną kadrę analityków i problemy z systemem. Jednak to nie konkurenci "naziemni" zaczynali spędzać sen z powiek pionierskim firmom, na horyzoncie dopiero pojawiało się gigantyczne zagrożenie. Zakłady przez internet.

Zakłady w sieci – frontalny atak

Firmy bukmacherskie w internecie istniały niemal od momentu, kiedy sieć stała się ogólnie dostępna. Na polski rynek pierwszy bardzo mocno starał się wejść Expekt, oferując wszystkim nowym klientom bonusy w wysokości 100 procent od pierwszej wpłaty, oczywiście z odpowiednim limitem. Polacy jednak długo przekonywali się do grania przez internet, nie do końca wierząć w rzetelność firm, zarejestrowanych głównie na Malcie lub na Cyprze.

Po Expekcie, mocny atak przypuścił BetAndWin, a za nim kolejni giganci internetowego rynku. Bet-at-home, Unibet, Tobet, Betsafe, Betfair, Bet365, Sportingbet – to jedne z licznych firm, które trzymają w garści ponad 90% polskich klientów.

Co ciekawe, Expekt mimo, że wszedł na nasz rynek bardzo wcześnie, nie postawił na rozwinięcie swojej oferty i można stwierdzić, że "został w blokach". Porównując dzisiaj oferty innych portali, można mieć wrażenie, że Expekt staje się wręcz konserwatywny. Rywale bardzo mocno zainwestowali w zastępy analityków, którzy przygotowują rozbudowane oferty we wszystkich dyscyplinach sportowych.

Siłą bukmachera internetowego jest właśnie bardzo rozbudowana oferta na dane spotkanie, ale przede wszystkim to, że za pomocą sieci można kliknąć na dany zakład na kilka sekund przed jego rozpoczęciem. W dobie przenośnego internetu, można to robić niemal z każdego miejsca. Bukmacherzy naziemni liczą bardziej na staroświeckich graczy, którzy lubią przyjść do danego punktu, porozmawiać, zastanowić się, a potem skreślić kupon.

W internecie można na przykład obstawiać takie nietypowe sporty, jak futbol australijski, bandy, hokej na rolkach, wyścigi psów, rzutki, a nawet sporty celtyckie. Oczywiście, żeby postawić na nie pieniądze, trzeba mieć choć blade pojęcie o zasadach i faworytach. Albo wiarę w wiekie szczęście. Ludzie zastanawiają się, skąd bukmacherzy biorą pieniądze na wielomilionowe wypłaty w sytuacjach, gdy wygrywają faworyci i wielu grających trafia. Problem mogą mieć wówczas firmy naziemne, które nie wspierają swojego budżetu grami losowymi i grami w formie kasyna. Ale o tym później.

Opcja Live – pompa ssąca pieniądze

Te zakłady również nie pojawiły się od razu, ale kiedy tylko znalazły się w ofercie, zdobyły sobie ogromną popularność. Możliwość obstawiania danego zdarzenia sportowego podczas jego trwania to dodatkowe emocje i sprawdzenie swoich umiejętności przewidywania. Poza tym, wiele osób łatwo wpada w pułapkę szybkich pieniędzy, nie pamiętając, że sport płata różne figle. Bukmacherzy najbardziej obawiają się tzw. desperatów, którzy poniekąd słusznie, czekają np. na ostatnie minuty spotkań piłki nożnej i obstawiają wówczas strzelenie gola przez słabszy zespół, co równa się często kursowi od 12 do 30. Jeśli nie trafią, nie szkodzi, ale kiedy im się uda, zyski bywają spore.

Zakłady Live są bardzo popularne wśród fanów siatkówki i koszykówki, gdzie wyniki szybko się zmieniają. Jednak i tenis ma coraz więcej zwolenników tej formy obstawiania. Szacuje się, że z samych zakładów live firmy bukmacherskie generują około kilku milionów złotych obrotu dziennie.

Ofensywa bukmacherów w polskim sporcie

Od niedawna kilka dużych firm bukmacherskich mocno inwestuje (inwestowało?) w polski sport. Najpierw firma Bet Click zainwestowała w Lecha Poznań. Właściciel "Kolejorza" Jacek Rutkowski był bardzo zadowolony z tego sponsora. Niestety afera hazardowa i zmiana ustawy o grach losowych zablokowała dopływ gotówki. Analogiczna sytuacja była w Krakowie, gdzie na koszulkach piłkarzy Wisły reklamował się Bet-at-home.

Jeszcze mocniej weszła w promocję firma Unibet, która dość mądrze rozpoznała rynek, uznając, że inwestycja w rozgrywki pierwszej ligi, chociaż nie tak atrakcyjne jak esktraklasy, skupiają jednak również wielu sympatyków futbolu, czyli potencjalnych graczy. A przecież pieniądze, które trzeba było zapłacić, były nie porówynywalnie mniejsze do tych, jakie wydają firmy promujące się przez ekstraklasę. Jednak również Unibet musiał się wycofać ze względu na ostatnie regulacje prawne w Polsce.

Przegranym może być również Tobet, który został rok temu sponsorem strategicznym cyklu Grand Prix na żużlu, ale teraz to, czy jego reklamy pojawią się na bandach i na plastronach zawodników, stanęło pod znakiem zapytania.

Wygranym natomiast może czuć się na razie krajowa Fortuna, która tak do końca krajowa już nie jest, bo sporo w niej kapitału czeskiego. W każdym razie zakaz reklamy Fortuny w pełni nie dotyczy (możliwa jest informacja o sponsoringu), gdyż nie działa w internecie. Dlatego logo tej firmy figuruje na koszulkach Odry Wodzisław. Wybór może wydawać się dziwny, gdyż są bardziej medialne kluby w ekstraklasie. Jednak po pierwsze, Fortuna ma swoją siedzibę w Cieszynie i zawsze z Wodzisławiem wiązały ją dobre kontakty. Po drugie, w Odrze pojawiło się wielu ciekawych zawodników, a wreszcie suma, za jaką firma się reklamuje, nie będzie tak duża jak w przypadku zespołów z czołówki ligi. Jeżeli jeszcze Odra utrzyma się w lidze, to sukces cieszyńskiej firmy będzie jeszcze efektowniejszy.

Afera hazardowa – koniec Eldorado?

Bardzo duże dochody, jakie generują firmy bukmacherskie z zakładów wzajemnych, nie mogą się jednak równać z wpływami, jakie osiągają bukmacherzy internetowi, prowadzący na swoich portalach kasyna gry, czyli tzw. twardy hazard. Pieniądze, jakie przewalają się przez stoły do pokera, ruletki i black jacka, są ogromne. A trzeba pamiętać, że bukmacher zabiera od nich tylko niewielki procent z tytułu operatora stołu.

Właśnie ten element zagrożenia hazardowego uznało nasze państwo za szczególnie niebezpieczny i zabroniło firmom bukmacherskim reklamy i promocji, także poprzez sport. Wszystko oczywiście zaczęło się od afery hazardowej związanej z niektórymi politykami i właścicielem największego imperium hazardowego w Polsce.

Ponieważ firmy bukmacherskie zaskarżyły ich zdaniem niezgodną z prawem unijnym ustawę, w połowie roku ta sprawa ma ponownie wrócić na obrady naszego sejmu. Posłowie chyba zbyt pochopnie zdecydowali ograniczyć możliwość promocji firm bukmacherskich, działając pod wpływem afery. Od dawna grający wiedzą, gdzie mogą się zarejestrować i obstawiać swoje pieniądze, czy to w kasynie, czy w zakładach sportowych. Tzw. półśrodki, jakie zastosował rząd, tylko zdestabilizowały sytuację finansową w niektórych dziedzinach sportu, nie dając żadnej realnej i logicznej przesyłki do ograniczenia prymitywnego twardego hazardu.

Bukmacherzy i tak spadli na cztery łapy, a liczba rejestrujących się na strony internetowe ponoć wcale nie maleje. Sieć oferuje nieograniczone możliwości dla grających i tego zatrzymać się po prostu nie da.