09.02.2026 09:41

Rafał Stec rozstał się z „Gazetą Wyborczą” po blisko trzech dekadach.

Rafał Stec pożegnał się z „Gazetą Wyborczą”, kończąc 27-letni etap w swojej karierze dziennikarskiej. Jego decyzja o odejściu, a także jasna deklaracja, że nie zamierza kontynuować pracy w serwisie Sport.pl, ma wymiar symboliczny – to zamknięcie epoki, w której publicystyka sportowa Steca była nie tylko relacją z boiska, lecz także formą eseju, komentarza kulturowego i intelektualnej refleksji nad sportem jako zjawiskiem społecznym.

Rafał Stec rozstał się z „Gazetą Wyborczą” po blisko trzech dekadach.
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Stec przez dekady był jednym z filarów sportowego działu „Wyborczej”. Do redakcji trafił na początku lat 90., w czasie gdy polskie media dopiero uczyły się wolności słowa i nowoczesnych standardów dziennikarskich. Szybko wyróżnił się stylem: pisał o sporcie językiem literackim, erudycyjnym, często ironicznym, nie uciekając od dygresji historycznych, filozoficznych czy politycznych. Jego teksty rzadko ograniczały się do prostego opisu wyniku – częściej były próbą zrozumienia sensu rywalizacji i emocji, które sport wyzwala.

Wyjątkowy styl

Najmocniej kojarzony był z piłką nożną, zwłaszcza z reprezentacją Polski oraz wielkimi turniejami międzynarodowymi. Relacje z mistrzostw świata i Europy, które tworzył, stały się dla wielu czytelników obowiązkową lekturą, niezależnie od wyniku meczu. Stec potrafił pisać o porażkach z empatią i dystansem, a o zwycięstwach bez taniego patosu. Dzięki temu zyskał opinię autora, który nie schlebia kibicowskim emocjom, lecz próbuje je porządkować i tłumaczyć.

Równolegle budował pozycję jednego z najważniejszych komentatorów życia piłkarskiego w Polsce. Nie bał się krytykować działaczy, trenerów czy całego systemu zarządzania sportem, często wskazując na strukturalne problemy polskiej piłki. Jego głos bywał niewygodny, ale właśnie dzięki temu cieszył się autorytetem – był postrzegany jako dziennikarz niezależny, myślący samodzielnie i odporny na chwilowe mody czy naciski środowiska.

Brak tolerancji dla clickbaitów

Ważnym elementem jego kariery była także konsekwencja w obronie klasycznego dziennikarstwa. W czasach coraz większej tabloidyzacji sportu, pogoni za klikiem i skróconą formą, Stec pozostał wierny długiemu tekstowi, analizie i dobrze skonstruowanej narracji. Dla wielu młodszych dziennikarzy był punktem odniesienia – przykładem, że o sporcie można pisać ambitnie i z szacunkiem dla czytelnika.

Decyzja o nieprzechodzeniu do Sport.pl została odebrana jako wyraźny sygnał sprzeciwu wobec kierunku, w jakim zmierzają media internetowe, także te wywodzące się z „Wyborczej”. Stec nie ukrywał, że nie odnajduje się w formule nastawionej na szybkość, viralowość i produkcję treści pod algorytmy. W tym sensie jego odejście ma charakter nie tylko personalny, lecz także pokoleniowy i ideowy. A dlaczego doszło do tak zaskakującego obrotu spraw? Przypomnijmy, że „Gazetą Wyborcza” zlikwidowała dział sportowy, a inni autorzy: Radosław Leniarski i Dariusz Wołowski przeszli do serwisu Sport.pl.

Wyznania na blogu

Dziennikarska droga Steca rozpoczęła się dość przypadkowo w 1998 roku, kiedy to – jak wspomina – konkurs na dziennikarza „Gazety” wygrał w lipcu albo sierpniu, a pracę na pełnym etacie rozpoczął w listopadzie tego samego roku. Byłem w połowie studiów… nie istniał YouTube ani nawet powszechny internet bezprzewodowy… dziennikarze odróżniali się od słupów reklamowych.”

Stec swoją pracę zaczynał w mediach, które dopiero kształtowały nowoczesny styl dziennikarstwa w Polsce, a które w kolejnych dekadach ulegały znacznym przemianom. W swojej refleksji zwraca uwagę na szerszy kontekst przemian mediów: „…można było żonglować słowem – dlatego przez wiele lat wszystko, co opublikowałem w poniedziałkowej rubryce … usypałem blisko tysiąc felietonów.”

To pokazuje skalę jego twórczości – nie tylko relacjonował wydarzenia sportowe, ale kształtował sposób, w jaki o nich myśleli i czytali jego odbiorcy. Nie brakowało w jego karierze również momentów trudnych. Stec przyznaje, że z czasem świadomie obserwował upadek dawnego porządku mediów i doświadczył sytuacji, gdzie jego słowa były ocenzurowane – przez portal, który poprosił o opinię – co wskazuje na konflikty między niezależną publicystyką a redakcyjnymi ograniczeniami.

Swoje wspomnienia kończy optymistycznym, choć refleksyjnym spojrzeniem w przyszłość: Generalnie przeżyłem jednak w „Gazecie” fantastyczne 27 lat i 3 miesiące, których nie oddałbym chyba za żadną wyobrażalną alternatywę.” Te słowa podkreślają, że mimo krytyki zmian w mediach, dla Steca doświadczenie długotrwałej pracy w cenionym dzienniku pozostaje źródłem satysfakcji i dumy.

Udostępnij
Bartłomiej Najtkowski

Bartłomiej Najtkowski