08.10.2026 08:37

Od hulajnogi do mikro marki osobistej. Jak Tomasz Banach przez 10 lat budował ergobanan2024?

Nie ma sztabu marketingowego, agencji ani zawodowego kontraktu. Jest za to dziesięć lat nietypowych wyzwań, setki godzin przygotowań, kolejne próby wytrzymałościowe, partnerzy, media i coraz bardziej uporządkowana komunikacja. Tomasz Banach jako sportowiec-amator stworzył wokół swoich projektów markę ergobanan2024. Jej historia pokazuje, jak oddolnie może powstawać mikro marka osobista – bez wielkiego budżetu, za to z konsekwencją, autentycznością i pomysłem na opowiadanie własnej historii.

Od hulajnogi do mikro marki osobistej. Jak Tomasz Banach przez 10 lat budował ergobanan2024?
Autor zdjęcia: Tomasz Banach
LinkedIn Follow Button – Article Embed

W 2016 roku nie było jeszcze ergobanan2024. Nie było również planu budowania marki osobistej, strategii komunikacyjnej ani myślenia o tym, jak zainteresować potencjalnych partnerów. Był za to pomysł, który z perspektywy czasu stał się początkiem dziesięcioletniej historii.

Spontaniczna rzecz

Tomasz Banach postanowił przejechać na klasycznej hulajnodze z Zakopanego do Sopotu. Jak sam przyznaje, wtedy nie myślał o tym, że kiedykolwiek powstanie wokół jego aktywności sportowych coś, co będzie można nazwać marką.

– Na początku absolutnie nie myślałem o tym w kategoriach marki osobistej. W 2016 roku chciałem po prostu zrealizować pomysł, który wydawał mi się ciekawy i trochę szalony, przejechać na klasycznej hulajnodze z Zakopanego do Sopotu. Wtedy powstała nazwa Scooternoga. „Scooter” oznacza po angielsku hulajnogę, a „noga” była oczywistym nawiązaniem do sposobu napędzania takiego sprzętu. Pod tą nazwą funkcjonowałem również przy kolejnym dużym projekcie na hulajnodze, którego efektem było 317 km non-stop z Gdańska do Rewala w 35,5 godziny.

To właśnie nietypowość kolejnych pomysłów stała się jednym z najważniejszych elementów całej historii. Nie chodziło o udział w kolejnych zawodach czy kolekcjonowanie standardowych sportowych osiągnięć. Projekty miały przede wszystkim sprawdzać granice możliwości i wymagać długotrwałego przygotowania.

Zmiana priorytetów

Z czasem zmienił się również sam sportowy kierunek.

– Później moje zainteresowania sportowe zaczęły się zmieniać. Po ukończeniu maratonu biegowego pojawiły się uciążliwe problemy ze stopami i właśnie wtedy alternatywą stał się ergometr wioślarski. Bardzo szybko przestał być tylko sprzętem zastępczym. Polubiłem tę formę wysiłku i wiedziałem już, że skoro po hulajnodze chcę realizować kolejne nietypowe projekty, ergometr będzie miał w nich ważne miejsce. Tak narodziła się nazwa, która z czasem zaczęła obejmować znacznie więcej niż sam ergometr. Wtedy narodziła się nazwa ergobanan2024 – połączenie ergometru z moim pseudonimem „Banan”, który pochodzi od nazwiska Banach – opowiada nasz rozmówca.

Wszechstronność

Ergometr nie pozostał jednak jedynym elementem sportowej aktywności. Pojawiły się pływanie, siłownia, skakanka, projekty terenowe i kolejne próby wytrzymałościowe. Wspólnym mianownikiem nie była już konkretna dyscyplina, lecz sposób podejścia do sportu.

–Z czasem sam ergometr również przestał definiować całość tego, co robię. Doszły pływanie, siłownia, skakanka, projekty terenowe i kolejne próby wytrzymałościowe. Wspólnym mianownikiem przestała być konkretna dyscyplina, a stało się nim stawianie sobie trudnych celów, długie przygotowanie, wytrwałość i sprawdzanie własnych granic – wyjaśnia Tomasz Banach.

Marka, która powstała przy okazji

Paradoks całej historii polega na tym, że marka osobista nie była jej początkiem. Pojawiła się dopiero wtedy, gdy kolejnych projektów zrobiło się na tyle dużo, że zaczęły tworzyć spójną opowieść. Nie było jednego momentu, w którym Tomasz Banach zdecydował, że od tego dnia zaczyna budować markę ergobanan2024. Był raczej proces stopniowego porządkowania tego, co już powstało.

– Nie potrafię wskazać jednego momentu, w którym powiedziałem sobie: „od dzisiaj buduję mikro markę osobistą”. To wydarzyło się organicznie. Dopiero po latach zacząłem świadomie porządkować tę historię, tworzyć archiwum projektów, spójną identyfikację, prezentacje i własne kanały komunikacji.

Na początku nie budowałem mikro marki. Chciałem po prostu robić rzeczy niecodzienne, wymagające i na tyle nietypowe, żeby nie były kolejnym powtórzeniem dobrze znanego sportowego schematu. Mikro marka pojawiła się wtedy, kiedy kolejne projekty zaczęły układać się w jedną historię – mówi Tomasz Banach.

Dziś ta historia obejmuje m.in. 735 kilometrów pokonanych na klasycznej hulajnodze przez Polskę, 317 kilometrów non-stop, 500 kilometrów na ergometrze wioślarskim w ciągu 10 dni czy 24-godzinny projekt zakończony wynikiem 10 229 kcal. Za każdym takim wynikiem kryje się jednak znacznie więcej niż sama liczba.

Nie tylko wynik, ale cała historia

W marketingu sportowym łatwo skupić się na mecie. Wynik, rekord, czas czy liczba spalonych kalorii są proste do zakomunikowania. W przypadku projektów Banacha istotna jest jednak również droga prowadząca do finału. Dobrym przykładem jest 24-godzinny projekt zakończony wynikiem 10 229 kcal.

– Myślę, że sam wynik bardzo szybko przestaje żyć. Można przejechać kilkaset kilometrów, spędzić kilkadziesiąt godzin w wysiłku albo osiągnąć konkretną liczbę, ale po kilku dniach pojawiają się kolejne wydarzenia i odbiorca o tym zapomina.

Historia zaczyna żyć dłużej dopiero wtedy, kiedy zostanie dobrze udokumentowana. Przez lata robiłem to dość intuicyjnie. Powstawały zdjęcia, materiały telewizyjne, filmy czy wpisy na fanpage’u. Dopiero później zacząłem świadomie porządkować wszystko w jednym systemie. Stąd niedawno stworzone Endurance Project Archive 2016–2026, Speaker Deck, wcześniej YouTube czy bardziej uporządkowana komunikacja na LinkedIn.

Nie chodzi mi przy tym o publikowanie wszystkiego i wszędzie. Bardziej interesuje mnie stworzenie miejsca, w którym ktoś trafiający na moją historię po raz pierwszy może szybko zrozumieć: kim jestem, co robiłem wcześniej, co się udało, co się nie udało i dlaczego kolejny projekt jest logiczną kontynuacją wcześniejszych..

Bardzo ważna jest również ciągłość. Jeśli odbiorca zobaczy tylko finał 24-godzinnego wyzwania, zobaczy wydarzenie. Jeśli wcześniej obserwował miesiące przygotowań, testy, kryzysy i decyzje, finał staje się zakończeniem historii, którą już zna. Projekt może trwać 24 godziny, ale dobrze opowiedziana historia tego projektu może żyć przez wiele lat – mówi Tomasz Banach.

To podejście zmienia również perspektywę potencjalnego partnera. Marka nie musi pojawiać się wyłącznie w momencie zakończenia wyzwania. Może być obecna podczas przygotowań, testów, tworzenia materiałów, komunikacji i późniejszego podsumowania. W przypadku projektu 10 229 kcal proces przygotowań trwał ponad 300 dni, choć sam finał zamknął się w jednej dobie.

Partner nie tylko na mecie

Wraz z rozwojem projektów pojawili się również partnerzy. Początkowo ich rola była przede wszystkim praktyczna – potrzebny był sprzęt, produkt, wiedza lub wsparcie organizacyjne, które pozwalało zrealizować kolejne wyzwanie. Z czasem zmieniło się również podejście samego Banacha do współpracy.

– Zdecydowanie się zmieniło. Na początku patrzyłem na współpracę głównie z perspektywy własnej potrzeby: mam ciekawy projekt, potrzebuję sprzętu lub pomocy organizacyjnej i szukam firmy, która mogłaby mnie wesprzeć. Dzisiaj pierwsze pytanie nie brzmi już: „co partner może mi dać?”, tylko raczej: „dlaczego ta konkretna marka miałaby chcieć być częścią projektu i co ja mogę jej zaoferować?” Dużo większe znaczenie ma dla mnie dopasowanie. Nie chciałbym mieć partnera tylko po to, żeby móc powiedzieć, że mam sponsora. Jeżeli korzystam z produktu, ufam mu i rzeczywiście pasuje on do projektu, wtedy współpraca ma sens dla obu stron.

Dzisiaj potrafię też znacznie lepiej pokazać cały projekt: wcześniejsze realizacje, historię, harmonogram przygotowań, media, materiały video, dane, archiwum i możliwości komunikacyjne. Dziesięć lat temu miałem głównie pomysł. Dzisiaj mam także dokumentację pokazującą, że potrafię takie pomysły doprowadzać do realizacji – mówi Banach.

To właśnie dokumentacja dziesięciu lat działalności stała się jednym z argumentów w rozmowach z partnerami. Nie chodzi już tylko o deklarację, że projekt powstanie. Istnieje historia wcześniejszych realizacji, materiały medialne, filmy, zdjęcia, dane oraz uporządkowane archiwum.

Polar, Micro Polska i WaterRower

Wśród marek, które pojawiły się przy projektach Tomasza Banacha, znalazły się m.in. Polar, Micro Polska, WaterRower oraz polski przedstawiciel Crossrope. Istotną rolę odgrywała również współpraca z trenerem wioślarstwa Robertem Niesyczyńskim.

Jak podkreśla Banach, szczególnie ważne jest to, aby współpraca nie była sztucznie dopisana do projektu.

– Dla partnera wartością nie musi być wyłącznie wynik końcowy. W przypadku projektu10 229 kcal w 24 h finał trwał jedną dobę, ale cała historia powstawała przez ponad 300 dni. Były przygotowania, treningi, sprzęt, testowanie rozwiązań, komunikacja, media, zdjęcia, video, raport końcowy, a później archiwizacja całego projektu.

Marka może więc być obecna nie tylko „na mecie”, ale przez cały proces. Współpraca jest dla mnie najbardziej wiarygodna wtedy, gdy produkt rzeczywiście ma znaczenie w realizacji projektu, a nie pojawia się wyłącznie jako logo na grafice.

Dobrym przykładem jest Polar. Korzystałem z ich sprzętu przez wiele lat przed rozpoczęciem współpracy, dlatego wsparcie techniczne przy projekcie 24-godzinnymbyło naturalne. Podobnie było wcześniej z Micro Polska. Pierwszą hulajnogę kupił mi kolega, a przy kolejnym projekcie marka dostarczyła mi już sprzęt do realizacji wyzwania i testów.

WaterRower początkowo wypożyczył mi ergometr na czas przygotowań i realizacji projektu, a później zdecydował się pozostawić mi sprzęt. Była też współpraca z polskim przedstawicielem Crossrope przy projektach ze skakanką oraz wieloletnia współpraca z moim trenerem wioślarstwa Robertem Niesyczyńskim.

W takich projektach partner może dostać autentyczną historię, długotrwałą ekspozycję, treści, materiały medialne i możliwość pokazania swojego produktu w realnym, wymagającym zastosowaniu. Największą wartością nie jest dla mnie logo partnera przy wyniku. Największą wartością jest sytuacja, w której odbiorca rozumie, dlaczego właśnie ta marka była częścią projektu.”

To podejście dobrze pokazuje różnicę między klasycznym sponsoringiem a współpracą opartą na historii. Produkt nie jest dodatkiem do komunikacji, lecz elementem samego projektu.

Od wsparcia rzeczowego do współpracy marketingowej

Większość dotychczasowych współprac miała charakter rzeczowy lub organizacyjny. Partnerzy udostępniali sprzęt, produkty, wiedzę lub inne elementy potrzebne do realizacji przedsięwzięcia. W zamian otrzymywali obecność w komunikacji dotyczącej projektu, materiałach medialnych i kanałach prowadzonych przez Banacha.

Była jednak również współpraca finansowa.

–Zdecydowana większość moich dotychczasowych współprac miała charakter rzeczowy lub organizacyjny, partnerzy udostępniali sprzęt, produkty, wiedzę czy inne elementy potrzebne do realizacji projektu, a ja pokazywałem ich udział w swoich kanałach, mediach i materiałach związanych z wyzwaniem.

Był jednak również jeden przypadek współpracy finansowej. Przy projekcie 500 km na ergometrze w 10 dni w 2022 roku Wakacje.pl wsparły projekt określoną kwotą w ramach umowy obejmującej działania promocyjne i obecność marki przy projekcie. Dla mnie te środki były przede wszystkim realnym budżetem, który pozwolił pokryć część kosztów organizacji przedsięwzięcia. Jednocześnie była to normalna, formalna współpraca marketingowa marka otrzymywała określone świadczenia promocyjne.

To doświadczenie również pokazało mi, że partnerstwo może mieć bardzo różne formy. Nie zawsze chodzi o przelew pieniędzy. Wartością może być sprzęt, wiedza ekspercka, logistyka, miejsce realizacji czy inne wsparcie, które pozwala zrobić projekt lepiej. Kiedyś przede wszystkim szukałem kogoś, kto pomoże mi zrealizować projekt. Dzisiaj szukam partnera, z którym projekt może mieć większą wartość dla obu stron – podkreśla Tomasz Banach.

To również jeden z elementów dojrzewania całego projektu. Z czasem sportowiec-amator przestał patrzeć na współpracę wyłącznie jako sposób na zdobycie zasobów potrzebnych do realizacji własnego pomysłu. Zaczął patrzeć na nią jak na relację, w której obie strony powinny mieć jasno określoną wartość.

Nie tylko sukcesy

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów ergobanan2024 jest sposób podejścia do nieudanych projektów. W archiwum nie znalazły się wyłącznie osiągnięte cele. Są również próby przerwane i przedsięwzięcia, które nie zakończyły się wynikiem zgodnym z założeniami.

– To była bardzo świadoma decyzja. Jeśli miałbym stworzyć archiwum dziesięciu lat i umieścić w nim wyłącznie projekty zakończone sukcesem, nie byłoby to prawdziwe archiwum. Przy realizacji tak trudnych celów porażki są naturalnym elementem ryzyka. Byłaby to po prostu bardzo ładna reklama samego siebie. A tak nie wyglądała moja droga.

Były projekty, których nie ukończyłem: próba „Everestu” na Górce Środulskiej, 10 000 kcal na skakance, próba maratonu na Pustyni Błędowskiej czy plan 300 km na ergometrze w maksymalnie 50 godzin, który musiałem przerwać po aż siedmiu miesiącach intensywnych przygotowań. Każdy z tych projektów czegoś mnie nauczył i wpłynął na kolejne decyzje. Co ciekawe, do 300 km w 50 h planuję wrócić w czerwcu 2028 roku. Dzięki temu przerwany projekt nie jest wymazanym fragmentem historii. Jest początkiem historii, która być może dostanie drugie zakończenie kilka lat później.

Odbiorcy bardzo szybko wyczuwają, kiedy pokazuje im się wyłącznie idealny obraz. W sporcie wytrzymałościowym można przygotowywać się miesiącami i mimo wszystko nie osiągnąć celu. Dla partnera również jest to istotne. Nie jestem w stanie zagwarantować, że każdy projekt zakończy się sukcesem. Wtedy nie byłoby w nim realnego ryzyka, które jest częścią jego istoty. Mogę natomiast zagwarantować przygotowanie, transparentność i uczciwe pokazanie przebiegu wydarzenia niezależnie od końcowego wyniku. Gdybym usunął z archiwum projekty, których nie ukończyłem, stworzyłbym reklamę samego siebie, a nie prawdziwą historię – podkreśla Tomasz Banach.

To podejście jest istotne również z punktu widzenia komunikacji. W świecie, w którym sportowe media społecznościowe często pokazują przede wszystkim efekt końcowy, porażka staje się częścią wiarygodności. Nieudany projekt nie musi oznaczać końca historii. Może być jej kolejnym rozdziałem.

Dziesięć lat komunikacji

Od pierwszych postów i lokalnych materiałów medialnych do własnych kanałów, archiwum i prezentacji minęła dekada. W tym czasie zmieniło się nie tylko portfolio projektów, ale również sposób ich opowiadania.

Dziś ergobanan2024 funkcjonuje w kilku przestrzeniach. Są fanpage, YouTube i LinkedIn, jest własna identyfikacja wizualna, Endurance Project Archive 2016–2026 oraz biblioteka raportów na Speaker Deck.

To ważna zmiana: projekt, który kiedyś był pojedynczym wyzwaniem, stał się uporządkowanym archiwum doświadczeń. Nie oznacza to jednak próby stworzenia idealnego wizerunku. Wręcz przeciwnie. W archiwum obok wyników znajdują się także przerwane próby, problemy i decyzje, które nie zawsze prowadziły do sukcesu. Właśnie dzięki temu historia pozostaje spójna. Każdy kolejny projekt jest bowiem kolejnym elementem większej opowieści.

Sportowiec-amator jako mikro marka

W całej historii szczególnie interesujący jest fakt, że Tomasz Banach nie jest zawodowym sportowcem. Zawodowo pracuje jako menedżer w branży turystycznej. Projekty wytrzymałościowe realizuje poza pracą i poza profesjonalnym systemem sportowym.

– Myślę, że właśnie fakt, że jestem amatorem, może być również atutem. Nie stoją za mną klub, sztab marketingowy ani agencja. Projekty powstają dlatego, że naprawdę chcę je realizować. Jeśli przez kilkaset dni przygotowuję się do jednego wydarzenia, nie jest to kampania wymyślona przez dział marketingu, to część mojego życia – zwraca uwagę Tomasz Banach.

To właśnie autentyczność jest jednym z fundamentów tej mikro marki. Nie ma tu historii stworzonej najpierw przez dział marketingu, a dopiero później wypełnionej sportową treścią. Najpierw pojawia się wyzwanie. Później przygotowania.Następnie realizacja, komunikacja i dopiero na końcu – jeżeli pojawia się taka możliwość – partnerstwo.

W takim modelu marka osobista nie jest produktem przygotowanym od początku. Jest efektem konsekwentnego działania.

Co dalej z ergobanan2024?

Po dziesięciu latach naturalne jest pytanie o kolejny etap. Czy ergobanan2024 pozostanie osobistym archiwum sportowych wyzwań, czy przekształci się w bardziej rozbudowany projekt biznesowy?

Banach nie zakłada komercjalizacji za wszelką cenę.

– Na ten moment ergobanan2024 pozostaje przede wszystkim moim osobistym projektem sportowym i archiwum drogi rozpoczętej w 2016 roku. Chciałbym, żeby właśnie to zawsze było jego fundamentem. Nie mam planu budowania na siłę firmy ani tworzenia produktów tylko dlatego, że można byłoby je sprzedać pod tą nazwą. Jeżeli natomiast w przyszłości pojawią się partnerstwa, wydarzenia, projekty edukacyjne czy inne formaty naturalnie wynikające z tego, co robię, jestem na takie możliwości otwarty.

Najważniejsza granica przebiega dla mnie w jednym miejscu: nie chciałbym zacząć wymyślać projektów dlatego, że pasują sponsorowi albo dobrze się sprzedają. Najpierw musi istnieć pomysł, który naprawdę mnie interesuje i który chciałbym zrealizować niezależnie od obecności partnera. Dopiero później można się zastanowić, czy istnieje marka, która może tę historię naturalnie wzmocnić. Nie wykluczam również, że większą rolę może kiedyś odgrywać dzielenie się doświadczeniem. Po dziesięciu latach mam już materiał nie tylko o sukcesach, ale też o organizacji, przygotowaniach, porażkach, regeneracji, komunikacji, pierwsze współprace, media, kanały komunikacji, projekty charytatywne i coraz bardziej świadome pode i działaniach charytatywnych. A jednocześnie nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa i mam pomysły na kolejne projekty.

Nie chciałbym jednak, żeby pogoń za zasięgiem czy komercjalizacją zabrała mi to, co było początkiem wszystkiego: zwykłą ciekawość, czy jestem w stanie zrobić coś, czego wcześniej nie robiłem i nikt nie próbował zrobić i co będzie na tyle nietypowe, że samo przygotowanie do tego stanie się osobną historią. Nie chcę realizować projektów po to, żeby mieć sponsorów. Chcę mieć partnerów, którzy pomagają realizować projekty, które i tak chciałbym zrobić – przyznaje nasz rozmówca.

To zdanie dobrze podsumowuje całą ewolucję projektu. W 2016 roku był pomysł na przejazd hulajnogą przez Polskę. Później pojawiły się kolejne wyzwania, zmiana dyscyplin, pierwsze współprace, media, kanały komunikacji, projekty charytatywne i coraz bardziej świadome podejście do dokumentowania własnej aktywności.

Dziś ergobanan2024 jest nie tyle marką zbudowaną od początku według marketingowego planu, ile zapisem dziesięciu lat konsekwentnego działania. Jej wartość nie wynika wyłącznie z liczb – 735 kilometrów, 317 kilometrów non-stop, 500 kilometrów na ergometrze czy 10 229 kcal w 24 godziny. Równie ważne są miesiące przygotowań, nieudane próby, partnerstwa, materiały medialne, archiwum i sposób opowiadania o całej drodze.

To pokazuje również szerszy mechanizm budowania mikro marek osobistych w sporcie. Nie zawsze zaczynają się od strategii, budżetu i profesjonalnego zespołu. Czasem najpierw pojawia się człowiek, jego pasja i pomysł, którego nie potrafi zostawić. Dopiero po latach okazuje się, że pojedyncze historie zaczęły tworzyć jedną większą opowieść.

W przypadku Tomasza Banacha ta opowieść trwa już dziesięć lat. I jak wynika z planów na kolejne projekty – na 2026 roku się nie kończy.

Udostępnij
Bartłomiej Najtkowski

Bartłomiej Najtkowski

Dziennikarz specjalizujący się w sporcie oraz jego związkach z polityką, historią, kulturą, biznesem i mediami. Przygotowuje obszerne analizy, reportaże i wywiady z czołowymi postaciami świata sportu oraz ekspertami z Polski i zagranicy. W Sportmarketing.pl jest autorem cykli „Zawód: Dziennikarz sportowy” oraz „Kobieta/Sport/Biznes”, poświęconych mediom, marketingowi i roli kobiet w branży sportowej".