14.03.2026 07:19

Kibice bezlitośni dla zmian w Formule 1. To początek kryzysu wizerunkowego?

"Home of risk takers, late brakers and history makers" – to hasło od kilku lat towarzyszyło Formule 1. Po zmianach przepisów wprowadzonych w sezonie 2026 próżno szukać emocjonujących walk o o pozycje na torze, późnych dohamować do zakrętów czy spektakularnych historii. Choć to dopiero początek zmagań, kibice nie kryją swojego oburzenia. Media społecznościowe F1 przeżywają prawdziwy zalew krytycznych komentarzy.

Udostępnij
Kibice bezlitośni dla zmian w Formule 1. To początek kryzysu wizerunkowego?
Autor zdjęcia: PressFocus
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Zupełnie nowa Formuła 1

Miniony sezon był niezwykle pasjonujący dla fanów „królowej motorsportu”. Rywalizacja o tytuł mistrza świata toczyła się do ostatniego wyścigu. Przed wieńczącym sezon Grand Prix Abu Dhabi szans na tytuł miało aż trzech kierowców. Ostatecznie pierwsze miejsce przypadło Lando Norrisowi z McLarena, który o dwa punkty wyprzedził Maksa Verstappena. Holender zaliczył imponującą końcówkę sezonu i choć w pewnym momencie wydawało się, że nie ma szans na mistrzostwo, pozostał w grze do ostatniego okrążenia.

Kampania 2025 bardzo wysoko zawiesiła poprzeczkę kolejnym. Tym bardziej, że od tego roku Formuła 1 przeszła ogromne zmiany. Liczba zespołów zwiększyła się do 11, gdyż do stawki dołączył Cadillac. Ponadto w F1 pojawiło się Audi, które zajęło miejsce Saubera. Niemniej jednak to nie były ruchy, które przykuły największą uwagę kibiców.

Kluczowe były zmiany przepisów dotyczących konstrukcji bolidów. Auta stały się lżejsze i mniejsze, a moc silników podzielono w proporcji 50/50 dla silnika spalinowego i elektrycznego. To właśnie szeroko pojęta elektryfikacja wpłynęła na inne systemy, które weszły do użytku w tym sezonie (m.in. przycisk wyprzedzania, rezygnacje z MGU-H czy wykorzystanie zrównoważonych paliw).

Pierwszy wyścig w tym roku był zagadką. Po chaotycznych testach, na podstawie których trudno było jednoznacznie ustalić, na co stać poszczególne ekipy, przyszedł czas na rywalizację o punkty do klasyfikacji generalnej. Sezon rozpoczął się przed tygodniem w Melbourne.

Od początku weekendu na torze Albert Park równych sobie nie mieli kierowcy Mercedesa. George Russell i Andrea Kimi Antonelli zajęli pierwsze dwie lokaty w kwalifikacjach i w takim układzie dojechali też do mety wyścigu. Ich przewaga nad resztą stawki była ogromna – zarówno w czasówce, jak i na dystansie. Sam wyścig wzbudził jednak głównie negatywne emocje wśród fanów F1.

Zalew krytyki, kłopoty wizerunkowe

Najciekawszym momentem Grand Prix Australii był start. Wtedy doszło do niemałego zamieszania i kilku zmian pozycji. No właśnie, zmian pozycji. Trudno było to nazwać klasycznym wyprzedzaniem bądź walką o miejsce z przodu. To efekt nowych regulacji, które znacznie wpłynęły na osiągi bolidów.

Kibice dali upust swojej złości w mediach społecznościowych. Papierkiem lakmusowym negatywnego odbioru nowych przepisów był post opublikowany na X niedługo po wyścigu.

F1 „pochwaliła się”, że podczas tegorocznego GP Australii doszło do nieporównywalnie większej liczby manewrów wyprzedzania niż w trakcie ubiegłorocznej edycji, kiedy jeszcze obowiązywał stary regulamin. Wpis na platformie X został wyświetlony ponad sześć milionów razy, a pod nim pojawiło się mnóstwo negatywnych komentarzy zarzucających F1 „pudrowanie” niekorzystnego obrazu ścigania po pierwszym weekendzie.

Z czasem nieprzychylne komentarze zaczęły znikać. Okazało się, że Formuła 1 ukrywa krytyczne odpowiedzi na wpis, co skończyło się dodaniem tzw. kontekstu. „F1 aktywnie cenzuruje opinie fanów o nowych regulacjach, co widać w ukrytych odpowiedziach” – czytamy.

Taka postawa osób obsługujących konto F1 wzbudziła jeszcze większą złość fanów. Do podobnej sytuacji doszło pod wpisem o najwyższej prędkości wyścigu osiągniętej przez Franco Colapinto. Tam również ukryto nieprzychylne komentarze.

Kierowcy mówią, co myślą

Warto wspomnieć, że nie tylko kibice wyrażają swoje niezadowolenie. Do zmian w przepisach nie potrafią przekonać się również kierowcy. Na czele krytyków nowych rozwiązań stoi Max Verstappen.

Czterokrotny mistrz świata od początku sezonu wyraźnie daje do zrozumienia, że nowe regulacje utrudniają ściganie i „zabijają” widowiskowość sportu. Podczas konferencji prasowej przed Grand Prix Chin zażartował nawet, że zamienił treningi w symulatorze na grę w Mario Kart.

Holender nie jest jedynym zawodnikiem, który wyraża sprzeciw wobec zmian regulaminowych. Krytyczne głosy można było usłyszeć z ust m.in. Sergio Pereza czy Fernando Alonso. Do tego grona dołączył również Lando Norris. Aktualny mistrz świata na początku bronił nowych rozwiązań, lecz obecnie coraz częściej podkreśla, iż widzi w nich więcej wad niż zalet.

Czy Formuła 1 ucierpi wizerunkowo?

Trudno się spodziewać, by kontrowersyjne przepisy uległy zmianie w najbliższym czasie. Zespoły i kierowcy muszą przystosować się do nowych warunków. Pytanie, jak z całym zamieszaniem poradzi sobie Formuła 1.

Zainteresowanie sportem nadal jest ogromne. W ciągu weekendów wyścigowych rywalizację na torze śledzi kilkaset tysięcy widzów, a do tego dochodzą miliony przed telewizorami. Wpływy z biletów, merchandisingu i innych składowych wciąż są gigantyczne.

Natomiast, jak do sprawy podejdą sponsorzy? W F1 reklamują się potentaci – m.in. Aramco, Louis Vuitton czy DHL. Każdy z nich wnosi ogromne pieniądze. Niebawem przekonamy się, czy negatywna atmosfera wokół sportu zmieni oblicze sponsoringowe.

***

Przed Formułą 1 wymagające tygodnie i miesiące. Negatywny odbiór nowych przepisów to niejedyny problem władz „królowej motorsportu”. Wiele wskazuje na to, że zaplanowane na kwiecień rundy w Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej nie odbędą się ze względu na napiętą sytuację na Bliskim Wschodzie. Najnowsze doniesienia mówią, że oba wyścigi wypadną z kalendarza i nie zostaną zastąpione. Tym samym sezon utraci płynność i po zaledwie trzech rundach (Australia, Chiny, Japonia) będziemy świadkami dłuższej przerwy.

Czy kibice i kierowcy przyzwyczają się do nowych warunków? Czy Formuła 1 znowu stanie się miejscem efektownego ścigania? W najbliższym czasie poznamy odpowiedź.

Udostępnij
Mateusz Tudek

Mateusz Tudek