21.03.2026 07:54

Paulina Chylewska: kobiety coraz częściej odgrywają ważne role w redakcjach sportowych [WYWIAD]

Historyczny awans reprezentacji Polski na kobiece EURO, zmieniająca się rola kobiet w mediach sportowych oraz kulisy pracy przy największych wydarzeniach sportowych świata – m.in. igrzyskach olimpijskich i Lidze Mistrzów. O tych tematach w rozmowie dla SportMarketing.pl opowiada Paulina Chylewska, jedna z najbardziej doświadczonych dziennikarek sportowych w Polsce, która zajęła 32. miejsce w rankingu Najbardziej Wpływowych Kobiet w Polskim Biznesie Sportowym organizowanym przez naszą redakcję.

Paulina Chylewska: kobiety coraz częściej odgrywają ważne role w redakcjach sportowych [WYWIAD]
Autor zdjęcia: PressFocus
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Bartłomiej Najtkowski: Pracując przy EURO 2025 – turnieju wyjątkowym dla polskiej piłki – odniosła pani wrażenie, że kobiecy futbol zaczął być w końcu doceniany w naszym kraju?

Paulina Chylewska, dziennikarka TVP Sport: – Mistrzostwa Europy były świetnym pretekstem do tego, żeby mówić więcej o piłce kobiecej i żeby wzrosło zainteresowanie tym futbolem. To było bardzo widoczne na kilku poziomach. Po pierwsze – w samej Szwajcarii. Na stadionach i wokół nich spotykaliśmy wielu polskich kibiców, którzy przyjechali specjalnie po to, by oglądać mecze naszej reprezentacji. To było znamienne – kibice pojechali za drużyną kobiet tak samo, jak jeżdżą za męską kadrą.

Drugi, chyba jeszcze ważniejszy aspekt, to oglądalność transmisji. Mecze Polek były pokazywane nie tylko w TVP Sport, ale również w TVP1. Pierwsze spotkanie z Niemkami obejrzało ponad dwa miliony widzów. To było dla nas ogromne zaskoczenie – bardzo pozytywne. Kolejne mecze miały nieco niższe wyniki, ale wciąż były to bardzo dobre liczby. To pokazało, że przy odpowiedniej oprawie, promocji i – co ważne – przy sukcesie sportowym, jakim był sam awans na turniej, piłka kobieca może stać się produktem, który kibice chętnie oglądają i któremu kibicują. Zaczęliśmy więc zastanawiać się, co zrobić dalej.

Wraz z rozpoczęciem eliminacji mistrzostw świata pojawił się pomysł stworzenia magazynu poświęconego piłce kobiecej. Program „Piłka Kobiet” wystartował 3 marca i będzie emitowany co tydzień – aż do męskich mistrzostw świata. To przestrzeń do rozmowy o reprezentacji, lidze oraz o naszych zawodniczkach grających w klubach w całej Europie. Tematów jest bardzo dużo – od kwestii infrastrukturalnych, przez funkcjonowanie klubów i samej ligi, po wyzwania, z którymi mierzą się zawodniczki. Kobiecy futbol w Polsce ma ogromny potencjał, ale też wciąż wiele obszarów do rozwoju.

Chciałbym na chwilę odejść od bieżących spraw i zapytać o igrzyska olimpijskie w szerszym kontekście. Ma pani ogromne doświadczenie w pracy przy tej imprezie. Czy szczególnym sentymentem darzy pani igrzyska w Atenach? To były pani pierwsze igrzyska w TVP, a studio znajdowało się wtedy bezpośrednio na miejscu.

– Tak, to prawda. Mam ogromny sentyment do igrzysk w Atenach. Po pierwsze dlatego, że były to moje pierwsze igrzyska olimpijskie. Po drugie – o ile dobrze pamiętam – był to jedyny raz, kiedy główne studio telewizyjne znajdowało się bezpośrednio na miejscu, w Atenach. Pracy było tam bardzo dużo i była niezwykle intensywna. Miałam poczucie, że zostałam wrzucona na bardzo głęboką wodę. Na szczęście chyba się nie utopiłam – choć momentami bywało trudno. Fakt, że później pracowałam przy kolejnych igrzyskach, jest chyba najlepszym dowodem na to, że jednak sobie poradziłam.

W ogóle mam duży sentyment do igrzysk olimpijskich. Uważam, że to moment, w którym świat na chwilę się zatrzymuje i koncentruje na sporcie. Oczywiście mistrzostwa świata czy Europy w piłce nożnej mają ogromny zasięg i wielką siłę komercyjną, ale igrzyska wciąż mają w sobie coś romantycznego. Te wszystkie idee Pierre’a de Coubertina są nadal żywe. To także czas, kiedy widzowie otwierają się na dyscypliny, których na co dzień nie oglądają. Nagle okazuje się, że koszykówka 3×3 czy hokej są w centrum zainteresowania – szczególnie gdy startują Polacy. Dlatego igrzyska są dla mnie zawsze wielkim świętem sportu. Bardzo intensywnym zawodowo, ale absolutnie wartym tego wysiłku.

Igrzyska to ogromna liczba dyscyplin. Czy są takie, w których szczególnie się pani specjalizuje albo które są pani najbliższe?

– Na co dzień zajmuję się przede wszystkim piłką nożną – zarówno kobiecą, jak i męską. Uwielbiam też żużel, to moja ukochana dyscyplina, ale w Telewizji Polskiej nie mamy go zbyt wiele, więc nie mam tu zbyt dużego pola do działania. Igrzyska olimpijskie zawsze są więc wyzwaniem. Przy pierwszych igrzyskach przygotowywałam się pół roku, bo miałam poczucie, że muszę wiedzieć absolutnie wszystko o każdej dyscyplinie. Dzisiaj wiem już, że przygotowania wyglądają inaczej – także dlatego, że dostęp do informacji jest nieporównywalnie większy niż w 2004 roku.

Mam jednak jedną zasadę: nie udaję, że się na czymś znam. Jeśli są dyscypliny, które znam dobrze – jak lekkoatletyka, siatkówka, skoki narciarskie czy piłka nożna – mogę prowadzić rozmowę z dużą swobodą. Natomiast jeśli pojawia się dyscyplina, na której się nie znam, oddaję głos ekspertom. Ich rolą jest dzielić się wiedzą z widzami. Oczywiście zawsze przygotowuję się do programu. Nigdy nie przyszłam do studia bez wcześniejszego researchu – sprawdzam wyniki, największe gwiazdy, sytuację Polaków. To absolutna podstawa. Ale jednocześnie staram się czasami spojrzeć na sport z perspektywy kibica i zadawać pytania, które może zadać widz przed telewizorem.

Skoro mówimy o futbolu – pracowała pani przy Lidze Mistrzów w dwóch różnych stacjach. Czy prowadzenie studia przy tych rozgrywkach jest szczególnym wyzwaniem ze względu na różnorodność lig i klubów uczestniczących w zmaganiach o najwyższą stawkę?

– I tak, i nie. Jeśli mówimy o największych klubach z lig takich jak Premier League, LaLiga czy Serie A, to nie jest to wielki problem, bo te rozgrywki śledzę na bieżąco. Oczywiście nie da się obejrzeć wszystkiego. Kiedyś policzyłam, że gdybym chciała oglądać wszystkie mecze, które mnie interesują w weekend, musiałabym siedzieć przed telewizorem od piątkowego popołudnia do poniedziałkowego wieczora. To niemożliwe.

Natomiast wyzwanie pojawia się wtedy, gdy w Lidze Mistrzów z dobrej strony pokazuje się klub z mniej oczywistego kierunku – na przykład Bodo/Glimt, czyli rewelacja obecnej edycji Champions League. Wtedy trzeba sięgnąć do archiwów, sprawdzić ligę, której na co dzień się nie ogląda, poznać historię klubu, zawodników czy trenera. To są momenty, w których testowana jest dziennikarska sprawność – zdolność szybkiego dotarcia do informacji i przygotowania się do rozmowy.

Wspomniała pani o speeedwayu. Czy zainteresowanie tą dyscypliną wynika z faktu, że pochodzi pani z Bydgoszczy – jednego z „żużlowych” miast w Polsce?

– Myślę, że tak. Z moich doświadczeń wynika, że ludzie z miast żużlowych – takich jak Zielona Góra, Gorzów, Bydgoszcz, Toruń, Częstochowa czy Rzeszów – mają między sobą pewną nić porozumienia. Kiedy mówię o żużlu, oni doskonale rozumieją, co mam na myśli, natomiast osoby z miast, gdzie nie ma czarnego sportu, często zupełnie tego nie czują.

Na pierwszy mecz poszłam jako dziecko – miałam może osiem lat. Tata wziął mnie za rękę i zaprowadził na stadion Polonii Bydgoszcz. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Żużel jest sportem, który działa na wszystkie zmysły. Jest szybki – wyścig trwa około minuty. Jest ogromna adrenalina, emocje, a do tego charakterystyczny zapach unoszący się nad stadionem. To wszystko tworzy wyjątkową atmosferę. Zawsze powtarzam, że nie znam nikogo, kto poszedł raz na stadion żużlowy i się w tym sporcie nie zakochał. To dyscyplina, która zdecydowanie więcej zyskuje na żywo niż w telewizji.

Przejdźmy do rankingu najbardziej wpływowych kobiet w polskim sporcie, opublikowanego przez redakcję SportMarketing.pl, ponieważ zajęła w nim pani 32. miejsce. Jak ocenia pani tę ideę?

– Uważam, że to świetna inicjatywa i bardzo za nią dziękuję. Przypomina mi się zdanie Niny Patalon, która powiedziała kiedyś, że aby mówić o poważnym rozwoju piłki kobiecej w Polsce, musimy zacząć traktować ją poważnie. Myślę, że dokładnie to samo można odnieść do kobiet działających w sporcie. Jeśli zaczniemy doceniać ich kompetencje i wkład w rozwój sportu, to będzie sygnał dla wszystkich wokół, że traktujemy je poważnie.

Co jeszcze przykuło pani uwagę w tym rankingu?

– Ranking pokazuje też, jak wiele kobiet działa dziś w sporcie. W zestawieniu jest pięćdziesiąt nazwisk, ale myślę, że bez problemu można byłoby stworzyć listę stu. To pokazuje skalę tego środowiska i jego znaczenie. Są tam osoby działające w bardzo różnych obszarach – od mediów, przez federacje, po biznes sportowy. Wszystkie w mniejszym lub większym stopniu wpływają na to, jak sport w Polsce wygląda.

Na koniec chciałbym zapytać o pani doświadczenie zawodowe. Gdy zaczynała pani karierę dziennikarską, kobiet w tej branży było znacznie mniej niż dziś?

– Zdecydowanie. Kiedy zaczynałam pracę, byłam jedyną kobietą w redakcji sportowej. Niedługo później dołączyła Sylwia Dekiert. W podobnym czasie w CANAL+ pojawiały się też inne dziennikarki – Paulina Czarnota-Bojarska czy Daria Kabała-Malarz. Niemniej wciąż można nas było policzyć na palcach jednej ręki.

Zakładam, że wówczas nie brakowało stereotypów.

– Dzisiaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej – kobiet w sporcie jest znacznie więcej i bardzo mnie to cieszy. Zmieniło się też podejście przełożonych do zatrudniania kobiet. Pamiętam historię z jednej redakcji sportowej: kiedy do pracy przychodził mężczyzna, nikt nie pytał go, czy interesuje się sportem. Uznawano to za oczywiste. Natomiast kobiety zawsze były o to pytane.

Dziś to się zmienia. Jeśli kobieta zgłasza się do pracy w redakcji sportowej, zakłada się, że interesuje się sportem i ma kompetencje. Pytanie dotyczy raczej tego, w jakiej dyscyplinie chce się specjalizować. Co więcej, kobiety coraz częściej odgrywają w redakcjach ważne role. Kiedyś bywało tak, że nawet jeśli było ich więcej, to raczej w drugim szeregu. Dzisiaj już tak nie jest. I to chyba najlepszy dowód na to, że rozmowa o równości płci w sporcie zaczyna mieć realne przełożenie na rzeczywistość.

Udostępnij
Bartłomiej Najtkowski

Bartłomiej Najtkowski