Polska Misja Olimpijska dba o jak najlepsze warunki dla sportowców. „Zwracam uwagę na drobiazgi, które kiedyś mogły umknąć”
Przygotowania do Zimowych Igrzysk Olimpijskich Milano Cortina 2026 wchodzą w decydującą fazę. Polska Misja Olimpijska, kierowana przez Konrada Niedźwieckiego, kończy ostatnie testy organizacyjne. Celem nie są wyłącznie medale, lecz stworzenie warunków, w których polscy sportowcy będą mogli je zdobywać.
Na kilka dni przed rozpoczęciem Zimowych Igrzysk Olimpijskich Milano Cortina 2026 Konrad Niedźwiecki ma za sobą już wiele miesięcy pracy. Były panczenista i brązowy medalista z Soczi 2014 po raz drugi stoi na czele Polskiej Misji Olimpijskiej, która odpowiada za organizację pobytu i zaplecza całej reprezentacji. Poprzednio Niedźwiecki pełnił tę funkcję podczas ZIO 2022 w Pekinie.
To nie rola medialna, ale logistyczna i operacyjna. To od niego i jego zespołu zależy, czy sportowcy będą mogli skupić się wyłącznie na rywalizacji.
– Celem misji jest to, aby zawodnicy mieli jak najbardziej komfortowe warunki do realizacji swoich celów i marzeń – mówi Niedźwiecki w rozmowie dla SportMarketing.pl. – Chcemy, by czuli się bezpiecznie, mieli wszystkie niezbędne informacje i mogli w pełni skoncentrować się na starcie.
Zimowe igrzyska w północnych Włoszech to ogromne wyzwanie logistyczne. Zawody odbędą się w sześciu wioskach olimpijskich, rozmieszczonych w czterech regionach.
– Te sześć wiosek olimpijskich podzieliliśmy na cztery klastry. Każdy przedstawiciel misji odpowiada za swój obszar i działa na miejscu. Nie dałoby się wszystkiego prowadzić centralnie, skoro w niektóre lokalizacje jedzie się pięć godzin w jedną stronę – tłumaczy szef misji.
Wspomina, że w terenie pracują m.in. Dorota Goś w Cortinie, Marcin Doroś w Anterselvie, Ewelina Wawrynkiewicz-Binda w Predazzo i Katarzyna Bachleda-Curuś w Livigno i Bormio.
– Każda z tych osób pełni podobną rolę, ale w swoim rejonie. Dzięki temu misja może działać sprawnie mimo rozproszenia. To doświadczeni ludzie, którzy uczestniczyli już w wielu igrzyskach i mają ogromny know-how – mówi nam Niedźwiecki.
Podczas rozmowy szef misji przyznaje, że nie wszystko w Mediolanie i Cortinie jest jeszcze gotowe, ale tempo prac i współpraca z organizatorami robią dobre wrażenie.
– Widać, że każdego dnia postęp jest coraz większy. Igrzyska to ogromny projekt, w który zaangażowane są tysiące ludzi. Nie da się uniknąć drobnych potknięć. Kluczowe jest to, jak organizator reaguje na niedociągnięcia. Tutaj w Mediolanie kontakt jest bardzo dobry, a uwagi są szybko wdrażane – wspomina Niedźwiecki.
Jego zespół uczestniczy w regularnych spotkaniach szefów misji, podczas których omawiane są wszystkie bieżące sprawy. – Co dwa dni spotykamy się z przedstawicielami innych komitetów. Mamy też specjalny formularz, przez który zgłaszamy drobne kwestie organizacyjne. To działa sprawnie – dodaje.
Wielonarodowy charakter igrzysk sprawia, że współpraca wykracza poza granice.
– Spotykamy się z przedstawicielami innych misji, często mieszkamy w tych samych budynkach. Wymieniamy informacje, zgłaszamy wspólne problemy, pomagamy sobie wzajemnie. Atmosfera jest bardzo przyjazna – mówi Niedźwiecki. – W windzie można spotkać ludzi z Niemiec, Czech czy Szwajcarii. Każdy jest otwarty, to też część ducha olimpijskiego.
Poprzednie igrzyska w Pekinie w 2022 roku odbywały się w wyjątkowych warunkach pandemii COVID-19. Dla Niedźwieckiego, debiutującego wówczas jako szef misji, było to zupełnie inne doświadczenie.
– Pekin był zamknięty, pełen ograniczeń i procedur sanitarnych. Tutaj jest zupełnie inaczej. Te igrzyska są bardziej otwarte, co z jednej strony ułatwia pracę, ale też stawia inne wymagania. Dziś zwracam uwagę na drobiazgi, które wcześniej mogły umknąć – tłumaczy.
– To może być tak proste, jak zbyt krótki daszek przy wyjściu z budynku, pod którym zawodnicy stoją w deszczu, albo niedziałający skaner w punkcie kontroli. W igrzyskach wszystko liczy się w sekundach i emocjach, więc każda niedogodność wpływa na zawodnika. Naszym zadaniem jest je wychwycić i naprawić – mówi szef misji.
Jako były medalista olimpijski, Niedźwiecki rozumie potrzeby sportowców lepiej niż ktokolwiek z zewnątrz.

– Część osób, które dziś startują, to moi dawni koledzy z toru. Z Natalią Czerwonką, Piotrem Michalskim czy Karoliną Bosiek trenowaliśmy razem. To ułatwia kontakt i buduje zaufanie. Staram się być otwarty i pomocny wobec wszystkich – mówi.
Przyznaje, że przejście z roli zawodnika do roli organizatora wymagało czasu. – Na początku trudno było się przestawić. Teraz wiem, że kluczem jest patrzenie na igrzyska oczami sportowców, a nie urzędników. Wszyscy w misji mamy ten sam cel – mówi Niedźwiecki.
Polska Misja Olimpijska nie prowadzi własnej komunikacji wizerunkowej, ale dba o reputację Polski w środowisku olimpijskim.
– Naszym zadaniem nie jest autopromocja. Chodzi o to, by Polska była postrzegana pozytywnie, profesjonalnie i ciepło. Chcemy dawać dobry przykład, reprezentować wysoki standard działania i kulturę organizacyjną, która wpisuje się w światowe normy – podkreśla szef misji.
W praktyce oznacza to dbałość o każdy detal – od punktualności po zachowanie w relacjach z innymi delegacjami. – Wszyscy patrzą na wszystkich. Jeśli pokazujemy profesjonalizm i życzliwość, to najlepsza forma promocji – mówi Niedźwiecki.
Dla niego sam wynik medalowy nie jest jedynym kryterium sukcesu.
– Zawodnicy przyjeżdżają z różnymi celami. Jedni walczą o medale, inni o doświadczenie. Chciałbym, żeby każdy wyjechał z satysfakcją i poczuciem, że przeżył coś wyjątkowego – mówi. – Ci, którzy jadą po raz pierwszy, niech wracają z motywacją do dalszej pracy. Ci, którzy kończą karierę, niech czują, że to było spełnienie marzeń.
Dodaje, że dla samej misji sukces będzie miał inny wymiar. – Jeśli sportowcy powiedzą nam po igrzyskach, że wszystko działało, że czuli się dobrze i mieli wsparcie, to będzie dla nas największa nagroda – podsumowuje Konrad Niedźwiecki.