17.01.2026 08:28

Tak polskie kluby organizują zimowe obozy. „Wymagania znacząco wzrosły”

W styczniu zazwyczaj życie klubów PKO Bank Polski Ekstraklasy przenosi się do Turcji. Aż czternaście z osiemnastu ligowych klubów spędza tam zimowe przygotowania do wznowienia sezonu. O kulisach pracy porozmawialiśmy z Marcinem Hakmanem, właścicielem firmy zajmującej się organizacją obozów.

Udostępnij
Tak polskie kluby organizują zimowe obozy. „Wymagania znacząco wzrosły”
Autor zdjęcia: OpenAI
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Moda na Turcję

Na początku 2026 roku tylko cztery ekipy wykruszyły się z grona  tych, które obrały kierunek na Turcję. Legia Warszawa i Piast Gliwice trenują w Hiszpanii, Radomiak Radom w Portugalii, natomiast Lech Poznań poleciał do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Wszyscy inni udali się do kraju łączącego Europę i Azję, gdzie mogą liczyć na wysoki standard hoteli, sprawdzone miejsca i licznych sparingpartnerów.

W tle całego przedsięwzięcia stoi Marcin Hakman, którego firma od lat pomaga polskim klubom w bezproblemowych przygotowaniach za granicą do powrotu do gry na polskich boiskach. Jak to często bywa w sporcie i pracy z ludźmi – wrażeń nie brakuje.

– Moja praca polega na kompleksowej organizacji zagranicznych obozów przygotowawczych dla klubów piłkarskich. Zaczyna się od rozmowy z klubem i poznania jego potrzeb, a kończy na dopięciu wszystkich szczegółów na miejscu. W praktyce to nie tylko wybór hotelu i kierunku, ale również loty, transfery, boiska treningowe, sparingi, siłownie, odnowa biologiczna, sale konferencyjne, wyżywienie oraz codzienna logistyka. Klub ma się skupić wyłącznie na pracy sportowej – cała reszta musi funkcjonować w tle, często zupełnie niezauważalnie – opowiada nam Hakman.

I dodaje: – Bardzo istotną rolę w tym procesie odgrywa ścisła współpraca z kierownikiem zespołu. To właśnie z nim ustala się miejsce obozu oraz wszystkie szczegóły organizacyjne pobytu drużyny – od zakwaterowania, przez plan dnia, aż po logistykę. Dobra komunikacja i wzajemne zaufanie na tej linii są fundamentem sprawnie przeprowadzonego zgrupowania.

Wymagania wzrosły

Jak można przypuszczać, wyprawa kilkudziesięcioosobowego zespołu do Turcji na kilkanaście dni wiąże się ze sporymi kosztami. Nasz rozmówca zdradza nam, że w przypadku klubu Ekstraklasy to około 300 tys. zł za obóz, oczywiście uśredniając, bo wszystko jest uzależnione od konkretnych potrzeb.

Bilety lotnicze w obie strony kosztują około tysiąca złotych za osobę, z kolei doba hotelowa wraz z wyżywieniem i możliwością korzystania z pełnego zaplecza sportowego mocno się waha – od 100 euro za osobę, do nawet 250 euro jeśli klub zażyczy sobie na przykład boisk na wyłączność.

Na przestrzeni lat delegacje drużyn także uległy znacznemu powiększeniu. – Wymagania klubów są dziś naprawdę bardzo duże. Wyraźnie widać, jak na przestrzeni ostatnich 15 lat, odkąd działam w tej branży, znacząco one wzrosły. Kiedy zaczynałem, liczebność wyjazdowej grupy wynosiła średnio 35–37 osób. Dziś bardzo często jest to ponad 50 osób. Zmienił się futbol i zmieniła się skala organizacji obozów – kluby zabierają ze sobą nie tylko zawodników i trenerów, ale również skautów, analityków, a niekiedy nawet własnego kucharza czy dietetyka – mówi Hakman.

– To oznacza konieczność stałej gotowości i dużej elastyczności. Na obozach niemal codziennie pojawiają się sytuacje nieplanowane – nagłe zmiany planów treningowych, nowe pomysły sztabu, potrzeba dodatkowego sprzętu czy korekty godzin zajęć. Organizator musi reagować szybko i skutecznie, często z dnia na dzień, a czasem wręcz z godziny na godzinę – uzupełnia.

I zaznacza: – Są też detale, których kibic nie widzi, a dla klubu mają ogromne znaczenie: jakość i dostępność boisk treningowych, logistyka dnia, prywatność zespołu, odpowiednie godziny posiłków, zaplecze do pracy dla fizjoterapeutów, a także zapewnienie w liniach lotniczych odpowiedniej liczby i limitów bagażu, aby drużyna mogła bez problemu zabrać cały niezbędny sprzęt treningowy i medyczny. To element logistyki, który często decyduje o komforcie pracy już od momentu wylotu.

Elastyczność przede wszystkim

Czym zagraniczne hotele kuszą polskie zespoły, żeby to właśnie do nich zawitać w ramach styczniowych przygotowań? – Najczęściej są to pakiety obejmujące boiska treningowe w cenie, dostęp do siłowni i odnowy biologicznej, sale konferencyjne czy wsparcie w organizacji sparingów. Coraz częściej jednak o wyborze decyduje nie sama promocja cenowa, lecz elastyczność hotelu, jakość obsługi i doświadczenie w pracy z drużynami sportowymi – odpiera Hakman.

Choć wiele klubów Ekstraklasy wybiera Turcję, to są też kuszone wieloma innymi kierunkami – Hiszpanią, Portugalią, Cyprem, a nawet wypadem na Półwysep Arabski, co w tym roku pokazuje Lech. – To wszystko  zależy od doświadczenia klubu i sztabu szkoleniowego. Część zespołów od razu wskazuje konkretny kierunek, bo wie, co sprawdziło się w poprzednich latach. Inne kluby wolą otrzymać kilka propozycji – z różnych krajów – i dopiero na tej podstawie podjąć decyzję. Coraz częściej wybór jest bardzo analityczny: porównuje się jakość boisk, logistykę dnia, warunki pogodowe, dostępność sparingpartnerów oraz koszty – opowiada organizator.

A jak to wygląda pod kątem wybierania konkretnego ośrodka – czy kluby lubią wracać w to samo miejsce, czy jednak regularnie poznawać nowe? – Obie strategie są spotykane. Niektóre kluby lubią zmiany – ze względów sportowych, finansowych albo dla odświeżenia bodźców treningowych. Są jednak zespoły, które stawiają na sprawdzone rozwiązania – kwituje Hakman.

I dodaje: – Dobrym przykładem jest Zagłębie Lubin, które już po raz dziesiąty przyjeżdża do tego samego hotelu. Klub czuje się tam bardzo dobrze, zna obiekt, obsługę i organizację dnia, a sztab szkoleniowy dokładnie wie, czego może się spodziewać. Najważniejsze jest jednak to, że w tym miejscu zawsze dostępne są bardzo dobre boiska treningowe, co ma kluczowe znaczenie w procesie przygotowań. Jeśli coś działa na 100 procent, trudno zmieniać to tylko po to, żeby było inaczej.

Elastyczność – to słowo musi cechować osoby odpowiedzialne za organizację pracy klubów za granicą, bo niejedno może zaskoczyć. – Takich historii jest bardzo dużo. Trzeba być przygotowanym na szybkie reagowanie i dużą elastyczność, bo na obozach niemal codziennie pojawiają się sytuacje nieplanowane – nagłe zmiany planu treningowego, nowe pomysły sztabu, potrzeba dodatkowego sprzętu czy zmiana godzin zajęć. Organizator musi być stale „w gotowości” – zaznacza Hakman.

– Bardzo ważny jest również kontakt z innymi drużynami przebywającymi w tym samym hotelu. Czasami trzeba się dogadać w pozornie drobnych sprawach – przesunięcie treningu na siłowni o kilka minut, zmiana godzin odnowy biologicznej czy nawet zamiana boiska treningowego. Takie kwestie da się rozwiązać tylko dzięki doświadczeniu, relacjom i dobrej komunikacji na miejscu – dodaje organizator obozów polskich klubów. I kończy: – Najbardziej zapamiętuje się jednak te obozy, po których sztab szkoleniowy mówi: „Nie musieliśmy się niczym martwić, wszystko było dopięte”. To najlepsze podsumowanie tej pracy.

Udostępnij
Marcin Długosz

Marcin Długosz