08.09.2026 09:13

Wielkie osiedle Arkadiusza Milika podzieliło mieszkańców Katowic. O co chodzi z inwestycją?

Arkadiusz Milik nie ma dobrej prasy we Włoszech. Tym razem jego nazwisko pojawia się jednak w polskiej przestrzeni publicznej w zupełnie innym kontekście, katowickiej inwestycji mieszkaniowej, która już na etapie planowania wywołuje sporo emocji wśród lokalnej społeczności.

Milik ekspertem!
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Spółka Mamiteq, której głównym udziałowcem jest były reprezentant Polski, chce wybudować w katowickim Brynowie duże osiedle mieszkaniowe. Jak podaje Onet, projekt zakłada ponad 2 tys. mieszkań w 19 budynkach. Według przedstawianych szacunków może to oznaczać pojawienie się w okolicy nawet około 5 tys. nowych mieszkańców. I właśnie skala przedsięwzięcia jest jednym z głównych powodów sprzeciwu części osób mieszkających w sąsiedztwie.

Teren, z którym Milik ma szczególną historię

Planowane osiedle „Na Zgody” ma powstać na ponad ośmiu hektarach, między innymi na obszarze dawnego stadionu Rozwoju Katowice. To miejsce nie jest dla Milika przypadkowe, właśnie w Rozwoju zaczynał swoją piłkarską drogę. Dziś na tym terenie inwestor widzi jednak nie boisko, lecz nową część miasta. Projekt przewiduje nie tylko mieszkania, ale również przestrzenie usługowe, sportowe i rekreacyjne.

Zgodnie z założeniami około 36 proc. terenu ma pozostać powierzchnią biologicznie czynną, a kolejne 29 proc. ma zostać przeznaczone na usługi oraz funkcje związane ze sportem i rekreacją. Dla części mieszkańców nie zmienia to jednak faktu, że w ich sąsiedztwie ma powstać ogromny kompleks mieszkaniowy.

Największe obawy? Zieleń, samochody i wysokość budynków

Podczas spotkania inwestora z mieszkańcami pojawiło się wiele pytań dotyczących przyszłości okolicy. Jednym z najważniejszych tematów była komunikacja. Mieszkańcy zwracają uwagę, że lokalne ulice już dziś bywają mocno obciążone, a znalezienie miejsca parkingowego nie zawsze jest łatwe. Pojawienie się kilku tysięcy kolejnych osób może jeszcze bardziej zwiększyć ruch samochodowy.

Co istotne, podobne obawy wyraził również przedstawiciel katowickiego magistratu odpowiedzialny za transport. Wskazywał, że inwestycja tej wielkości będzie oznaczała bardzo duże dodatkowe potrzeby komunikacyjne, podczas gdy możliwości rozbudowy dróg w tym miejscu są ograniczone. Kolejna kwestia to zabudowa. Projekt przewiduje przede wszystkim budynki mające około 6–7 kondygnacji, ale w centralnej części osiedla mają znaleźć się również dwa wyższe, jedenastokondygnacyjne obiekty. Dla osób mieszkających w istniejących blokach oznacza to obawy między innymi o dostęp do światła oraz zmianę charakteru okolicy.

Dlaczego inwestor korzysta z „lex deweloper”?

Kontrowersje zwiększa również sposób procedowania inwestycji. Obowiązujący plan miejscowy nie przewiduje w tym miejscu zabudowy mieszkaniowej, teren jest przeznaczony przede wszystkim pod funkcje sportowe i rekreacyjne. Dlatego inwestor chce skorzystać z tzw. lex deweloper, czyli specustawy mieszkaniowej pozwalającej w określonych przypadkach realizować inwestycje mieszkaniowe mimo zapisów miejscowego planu.

To właśnie tempo procedury stało się jednym z punktów zapalnych podczas spotkania z mieszkańcami. Część osób uważa, że lepiej byłoby poczekać na nowe miejskie rozwiązania planistyczne dotyczące tego obszaru. Inwestor odpowiada, że nie może mieć pewności, kiedy taki plan zostanie uchwalony, a realizacja projektu i tak wymaga jeszcze przejścia przez kolejne etapy formalne.

„Potrzebujemy spokoju, nie kolejnych usług”

Atmosfera podczas spotkania pokazała, że spór nie dotyczy wyłącznie samych budynków. Chodzi o wizję tego, jak ta część Katowic powinna wyglądać za kilka czy kilkanaście lat. Inwestor przekonuje, że chce stworzyć coś więcej niż zestaw nowych bloków, fragment miasta z usługami, sklepami, opieką zdrowotną oraz miejscami do uprawiania sportu i wypoczynku.

Część mieszkańców patrzy na to zupełnie inaczej. Ich zdaniem okolica już ma potrzebne usługi, a największą wartością są dziś spokój, zieleń i stosunkowo kameralny charakter dzielnicy. Podczas spotkania emocje były na tyle duże, że padły bardzo ostre słowa dotyczące skali planowanej zabudowy. Jedna z mieszkanek określiła projekt jako całkowicie niepasujący do charakteru miejsca.

Milik na razie pozostaje w tle

Sam piłkarz nie pojawił się na spotkaniu z mieszkańcami. Jak tłumaczył prezes Mamiteq Grzegorz Kowalczyk, Milik jest wspólnikiem spółki i wniósł do niej kapitał, natomiast nie wiadomo jeszcze, czy w przyszłości będzie osobiście angażował się w promocję projektu.

To również stało się dla części mieszkańców istotnym elementem całej historii. Skoro inwestycja powstaje na terenie klubu, w którym Milik zaczynał karierę, niektórzy oczekiwaliby jego bezpośredniego udziału w rozmowie z lokalną społecznością. Na razie jednak to nie piłkarz, lecz jego spółka musi przekonać mieszkańców i miejskich urzędników, że tak duże przedsięwzięcie da się wkomponować w istniejącą dzielnicę.

Co dalej?

Projekt jest dopiero na początku drogi. Inwestor musi przygotować dokumentację i uzyskać kolejne zgody. Według przedstawionych założeń przygotowanie inwestycji może potrwać około półtora roku, rozpoczęcie budowy jest perspektywą około dwóch lat, a realizacja całego projektu miałaby zostać rozłożona nawet na kilkanaście lat. Jedno jest już jednak pewne: inwestycja „Na Zgody” będzie jedną z tych realizacji, które mocno zmienią tę część Katowic, jeśli ostatecznie dojdą do skutku.

I właśnie o to toczy się dziś największy spór. Dla inwestora to szansa na stworzenie nowej, dużej części miasta. Dla części mieszkańców, ryzyko, że wraz z tysiącami nowych lokatorów zniknie to, co w tej okolicy najbardziej cenią: zieleń, przestrzeń i spokój. Na razie piłka jest po stronie inwestora, miasta i radnych. A mieszkańcy wyraźnie pokazali, że zamierzają tej sprawie uważnie się przyglądać.

Udostępnij
Redakcja Sport Marketing

Redakcja Sport Marketing