18.03.2026 13:06

„Krwawy biznes”. Kolejne polskie organizacje MMA mają problemy finansowe

Pierwsze zawodowe gale MMA odbyły się w Polsce na początku XXI wieku. Od tamtej pory przez krajowe podwórko przewinęło się wiele organizacji, a te, które zostały na dłużej w branży, można byłoby policzyć na palcach jednej ręki. Dlaczego organizacje MMA w Polsce wyrastają jak grzyby po deszczu, a potem znikają?

Udostępnij
„Krwawy biznes”. Kolejne polskie organizacje MMA mają problemy finansowe
Autor zdjęcia: PressFocus
LinkedIn Follow Button – Article Embed

Od dawien dawna hegemonem na polskim rynku jest KSW. Organizacja założona przez Martina Lewandowskiego i Macieja Kawulskiego zorganizowała ponad sto gal, z czego dwie na największej arenie w Polsce – PGE Narodowym. W KSW swoje boje toczyły największe gwiazdy polskiego MMA z Mamedem Chalidowem, Janem Błachowiczem czy Mateuszem Gamrotem na czele.

Sukces KSW dał nadzieję mniejszym organizacjom, że w Polsce można „robić” MMA i na tym zarabiać. Wiele z nich zaliczyło jednak spektakularny wzlot, by potem boleśnie upaść.

Seria oświadczeń

Minione tygodnie były gorące w polskim MMA i to nie za sprawą kwestii sportowych. Wszystko przez kłopoty dwóch organizacji – Hybrid MMA oraz Strife.

Od pewnego czasu w środowisku zaczęły krążyć pogłoski, że organizatorzy obu gal zalegają z wypłatami dla zawodników. W przypadku Hybrid MMA zaczęło się od oświadczenia, które pojawiło się w mediach społecznościowych. Organizacja obarczyła winą za problemy z gażami grupę Selected Athletes Management, z którą współpracowała przy gali. Grupa menadżerska odpowiedziała również oświadczeniem, w którym podkreśliła, że jej kooperacja z organizacją polegała na zestawianiu walk (tzw. matchmakingu), a kwestia wypłat leżała po stronie Hybrid.

Tak czy inaczej wielu zawodników musiało liczyć się z poślizgami w otrzymywaniu wynagrodzeń. Poniżej pełne treści oświadczeń.

Podobna historia miała miejsce w przypadku organizacji Strife. W tym przypadku również pojawiły się zaległości w płatnościach. Głos w tej sprawie zabrał szef grupy menadżerskiej Shocker MMA Solutions Artur Ostaszewski. Menadżer wielu czołowych polskich zawodników MMA odpowiadał w Strife za matchmaking, lecz nie był jednym z właścicieli organizacji. 11 marca opublikował oświadczenie, w którym poinformował o zakończeniu współpracy ze Strife. Organizacja nie odniosła się do jego komunikatu w mediach społecznościowych.

Warto podkreślić, że zarówno Hybrid MMA, jak i Strife prezentowały się całkiem obiecująco na tle konkurencji. Na ich galach walczyli cenieni polscy zawodnicy (często wypożyczani z KSW), oprawa gal stała na przyzwoitym poziomie, a do tego obie organizacje miały mocnych partnerów telewizyjnych. W przypadku Hybrid MMA był to Polsat, z kolei gale Strife można było oglądać najpierw w TVN Turbo, a następnie w TV Republika. W ostatnim czasie organizacja powróciła pod skrzydła kanału motoryzacyjnego.

To nie pierwsze takie przypadki w historii

Polskie MMA zna już przypadki organizacji, które pojawiały się na sportowej mapie Polski, robiły dużo szumu, a potem znikały. Najbardziej jaskrawym przykładem jest MMA Attack, która istniała w latach 2011-2013. W tym czasie odbyły się trzy gale i to w ich trakcie doszło do kultowych starć Marcina Najmana z Robertem Burneiką czy Przemysławem Saletą. Używając dzisiejszej terminologii, spokojnie można było je uznać za freak fighty.

Przed czwartą galą organizacja poinformowała o wycofaniu się głównych sponsorów i wydarzenie zostały odwołane. Po latach projekt powrócił w nowej odsłonie, ale nie nawiązał już do czasów świetności.

Przykłady można mnożyć. Na przestrzeni lat nad Wisłą pojawiały się takie projekty jak Fight Empire, Armia Fight Night czy Cave MMA, które również miały za sobą partnerów telewizyjnych i na pierwszy rzut oka wyglądały obiecująco. Dziś gale spod tych szyldów już się nie odbywają. Wiele organizacji znikało po jednej gali i żadna z nich nie zakotwiczyła na scenie na dłużej.

Z czego to wynika?

Organizowanie gal MMA wiąże się z dużym ryzykiem. Choć na przestrzeni lat postrzeganie mieszanych sztuk walki się zmieniło, często sponsorzy nie chcą wykładać swoich pieniędzy na walki w klatkach.

Jeśli jednak znajdą się już sponsorzy, to ważnym elementem jest wypełnienie hali. Większość mniejszych organizacji „żyje” z biletów. Dlatego na galach w małych ośrodkach stawiają na lokalnych bohaterów, którzy są znani i lubiani w danej społeczności. Podobnie to działa w przypadku kibiców klubów piłkarskich. Jeżeli jeden z fanów danej drużyny toczy swój bój, koledzy z trybun przyjeżdżają na galę i dopingują go z widowni.

Kolejną ważną kwestią jest opłacenie pracowników. Trzeba ustawić klatkę, oświetlenie, zapewnić pomoc medyczną, zapłacić sędziom, cutmanom itd. To są kolejne koszty, które przy złym zaplanowaniu budżetu, mogą spowodować problemy organizacyjne. Kolejnym ważnym elementem jest czynnik ludzki. Za tworzenie gal biorą się ludzie, którzy nie do końca wiedzą, jak takie wydarzenie zorganizować lub mają złe zamiary i próbują ugrać na nim coś dla siebie. Później cierpią na tym zawodnicy, którzy wchodząc do klatki, ryzykują swoję zdrowie, a zdarza się, że nie otrzymują nawet wynagrodzenia za walkę.

***

Na polskiej scenie MMA jest kilka przykładów organizacji, które przetrwały próbę czasu. Oprócz numeru jeden, którym jest KSW, regularnie swoje gale organizują FEN, Babilon MMA czy TFL. Wiele projektów jednak już upadło bądź chyli się ku upadkowi. Taki to krwawy biznes.

Udostępnij
Mateusz Tudek

Mateusz Tudek