Stabilny rozwój i sukcesy w Europie. Polski tenis stołowy na drodze profesjonalizacji
Tenis stołowy w Polsce od kilku lat konsekwentnie umacnia swoją pozycję – zarówno sportowo, jak i organizacyjnie. Choć wciąż pozostaje dyscypliną o ograniczonej obecności w głównym nurcie medialnym, coraz wyraźniej widać proces profesjonalizacji struktur ligowych, klubów oraz zaplecza szkoleniowego. Kluczową rolę w tym procesie odgrywa LOTTO Superliga Tenisa Stołowego, która poprzez stabilne zarządzanie rozgrywkami oraz współpracę z silnymi partnerami biznesowymi buduje fundamenty długofalowego rozwoju.
Jednym z najważniejszych kroków ostatnich lat była umowa PLTS z marką LOTTO –
partnerem, który od dekad kojarzony jest ze wspieraniem polskiego sportu. LOTTO jako
partner ligowy nie tylko wzmacnia prestiż Superligi, ale także zapewnia jej finansową i
wizerunkową stabilność. To szczególnie istotne w realiach dyscypliny, która nie generuje
masowych przychodów z praw telewizyjnych. Wsparcie ogólnopolskiej marki pozwala lidze
inwestować w jakość transmisji, promocję rozgrywek i generalnie zachowanie dobrych
standardów zarządzania, z czego bezpośrednio korzystają kluby.
Kto się liczy na świecie?
– Układ sił w tenisie stołowym co jakiś czas się zmienia. Od 1989 roku, kiedy Jörg Roßkopf i
Steffen Fetzner zdobyli mistrzostwo świata w deblu, wygrywając z Zoranem Kaliniciem i
Leszkiem Kucharskim w Dortmundzie, tenis stołowy w Niemczech przeżywał boom. Zarobki
tenisistów stołowych były wysokie, a hale pełne. Bundesliga wtedy bardzo mocno poszła do
przodu, wszyscy najlepsi Europejczycy zaczęli grać w Niemczech, również najlepsi Chińczycy.
Gdy podpisałem pierwszy kontrakt w Niemczech, w Bundeslidze grał Kong Linghui, Liu
Guoliang, późniejsi mistrzowie olimpijscy, czyli najlepsi Chińczycy w tym okresie. Najlepsi
zawodnicy z Państwa Środka później przez wiele lat grali tylko w rodzimej lidze. Teraz
natomiast Fan Zhendong, mistrz olimpijski, mistrz świata gra w niemieckiej lidze, ale on
zawiesił karierę reprezentacyjną. Chce popróbować życia i grania gdzie indziej – mówi w
rozmowie dla SportMarketing.pl Lucjan Błaszczyk, legenda polskiego tenisa stołowego.
Kluby i lokalny biznes – model oparty na konieczności i zaufaniu
Mimo centralnego wsparcia ligowego, codzienne funkcjonowanie klubów tenisa stołowego w
Polsce wciąż w ogromnym stopniu zależy od współpracy z lokalnymi firmami, samorządami i
partnerami regionalnymi. To model, który nie wynika wyłącznie z wyboru, ale z realiów
rynkowych dyscypliny.
O specyfice takiego funkcjonowania mówi Edyta Skoczeń, kierownik biura KS Bogoria
Grodzisk Mazowiecki:
– Bogoria Grodzisk Mazowiecki od lat funkcjonuje w modelu opartym na ścisłej współpracy z
lokalnym biznesem, samorządem oraz partnerami utożsamiającymi się z miastem i
regionem. W przypadku tenisa stołowego – dyscypliny o wysokim poziomie sportowym, lecz
wciąż ograniczonej ekspozycji medialnej – taki model jest w praktyce koniecznością.
Kluby nie mogą liczyć na masowe przychody z praw telewizyjnych czy sprzedaży biletów,
dlatego lokalne firmy stanowią fundament stabilności finansowej. Dla sponsorów współpraca z klubem to często długofalowe partnerstwo oparte na wspólnych wartościach,
promocji miasta oraz budowaniu lokalnej tożsamości sportowej, a nie wyłącznie na czystym
zasięgu marketingowym.
Bogoria jest przykładem klubu, który pokazuje, że konsekwencja w działaniu, wiarygodność
organizacyjna oraz sportowe sukcesy pozwalają utrzymać zaufanie partnerów nawet w
dyscyplinie niszowej z punktu widzenia mediów ogólnopolskich.
Podobną perspektywę prezentuje Maciej Glijer, założyciel, prezes KS ORLICZ 1924
Suchedniów, a także prezes Polskiej Superligi Tenisa Stołowego, który podkreśla, jak
kluczową rolę w funkcjonowaniu klubu odgrywa lokalny kapitał:
– KS ORLICZ 1924 Suchedniów działa w dużej mierze w oparciu o współpracę z lokalnym
biznesem. Nasze funkcjonowanie opiera się na wsparciu kilku kluczowych sponsorów z
regionu, w tym m.in. Banku Spółdzielczego, którzy realnie pomagają nam rozwijać klub i
utrzymywać wysoki poziom sportowy. Wsparcie ze strony Gminy Suchedniów jest niestety
znikome, dlatego rola miejscowych firm jest dla nas absolutnie kluczowa.
Zgadzamy się, że tenis stołowy – mimo że rozwija się bardzo dynamicznie – wciąż nie należy
do najbardziej medialnych dyscyplin w Polsce, co sprawia, że bez zaangażowania lokalnych
partnerów funkcjonowanie klubów byłoby bardzo trudne. W Suchedniowie i całym regionie
sytuacja wygląda jednak obiecująco: trenuje u nas pokaźna grupa dzieci i młodzieży, a
zainteresowanie tenisem stołowym systematycznie rośnie.
Wszyscy marzymy też o tym, aby polski zawodnik zdobył medal olimpijski – taki symboliczny
„Adam Małysz” tenisa stołowego. To z pewnością dałoby dyscyplinie ogromny impuls i
sprawiło, że jej popularność wystrzeliłaby, podobnie jak miało to miejsce w czasach
świetności i sukcesów śp. Andrzeja Grubby, Leszka Kucharskiego czy Lucjana Błaszczyka.
Wierzymy, że dzięki konsekwentnej pracy u podstaw i wsparciu lokalnej społeczności taki
moment jeszcze nadejdzie – ocenia nasz rozmówca.
Niemcy jako wzór?
Lucjan Błaszczyk spędził aż 16 lat kariery za naszą zachodnią granicą, gdzie mógł się
realizować, rywalizując z najlepszymi graczami.
– Od 1990 roku Bundesliga była zdecydowanie najsilniejsza i w czasach kiedy ja grałem, to
polska liga stała na niskim poziomie. Grali w niej tylko sporadycznie Białorusini,
Kazachowie, Australijczycy, ale nie liczący się gracze z Azji. W kraju nie było pieniędzy. W
1995 roku jako młody chłopak wyjechałem z Polski, gdyż przez cały rok nie przegrałem
żadnej gry i dotarłam do ćwierćfinału mistrzostw świata w Tianjinie w 1995 roku. Uznałem,
że tutaj już się niczego nie nauczę i powędrowałem do Niemiec, bo wtedy tam była
najsilniejsza liga w Europie.
Grałem w klubie TTC Zugbruecke Grenzau wraz z Andrzejem Gróbą, znakomitymi
Chińczykami, Petrem Korbelem, który był czwarty na IO w Atlancie w 1996 roku i Steffenem
Fetznerem, który był mistrzem świata w debla właśnie z Roßkopfem w 1989 roku w
Dortmundzie i później też wicemistrzem olimpijskim w 1992 roku. Ta liga niemiecka była
naszpikowana gwiazdami, moja drużyna była dwa razy w finale Ligi Mistrzów. Wygraliśmy
Puchar Europy, kilka razy zdobyliśmy mistrzostwo Niemiec, Puchar Niemiec.
Rzeczywiście była to topowa drużyna, a wówczas generalnie zespoły z Niemiec nie miały sobie równych w Europie przez wiele lat. Później po zmianach gospodarczych, kiedy te inne kraje, ekonomicznie się wzmocniły, ta liga też się zmieniła bardzo i rosyjskie drużyny Jekaterynburg i Orenburg doszły do głosu dzięki inwestycjom Gazpromu. W tamtym okresie gwiazdy z Rosji czy Francji wracały do rodzimych lig.
Tradycja i nowoczesność – Grodzisk Mazowiecki i Suchedniów jako dwa modele
sukcesu
Rozwój polskiego tenisa stołowego doskonale ilustrują dwa ośrodki: Grodzisk Mazowiecki i
Suchedniów. Pierwszy z nich to symbol wieloletniej tradycji i sportowej ciągłości.
Jak podkreśla Edyta Skoczeń:
– Grodzisk Mazowiecki to jedno z najważniejszych miejsc na mapie polskiego tenisa
stołowego. Tradycje tej dyscypliny są tu wyjątkowo bogate i ugruntowane wieloletnimi
sukcesami klubu Bogoria.
Na dorobek tenisa stołowego w Grodzisku składa się m.in. dziesięć tytułów Drużynowego
Mistrza Polski, w tym trzy zdobyte z rzędu, regularna obecność w Superlidze oraz trzecie
miejsce w prestiżowych rozgrywkach Ligi Mistrzów. Udział w europejskich pucharach i
rywalizacja z czołowymi klubami kontynentu sprawiły, że tenis stołowy na stałe wpisał się w
sportową tożsamość miasta.
Co istotne, nie jest to wyłącznie historia pierwszej drużyny. W Grodzisku od lat funkcjonuje
system szkolenia młodzieży oraz stabilne zaplecze organizacyjne, które pozwalają myśleć o przyszłości w sposób długofalowy i odpowiedzialny. Dla wielu kibiców w regionie tenis stołowy nie jest sportem niszowym, lecz lokalną dumą i elementem tradycji, przekazywanym z pokolenia na pokolenie – podsumowuje rozmówczyni SportMarketing.pl.
Z kolei KS ORLICZ 1924 Suchedniów pokazuje, że także młodsze ośrodki mogą w bardzo
krótkim czasie przebić się do europejskiej czołówki:
– Choć tradycje tenisa stołowego w Suchedniowie nie są liczone w dziesięcioleciach, to ich
rozwój jest wyjątkowo dynamiczny i imponujący. Klub powstał zaledwie 11 lat temu i od
samego początku budowany był praktycznie od zera. Dzięki konsekwentnej pracy, dobrej
organizacji i sportowej wizji rozwija się prężnie i bardzo szybko. Dziś efekty tej drogi są widoczne na arenie międzynarodowej. KS ORLICZ 1924 Suchedniów zajmuje 6. miejsce w rankingu drużyn europejskich, co samo w sobie jest ogromnym osiągnięciem. Prawdziwym kamieniem milowym był jednak zeszłoroczny sukces: 3. miejsce w Lidze Mistrzów, zdobyte podczas Final Four w Saarbrücken. To wynik wręcz niebywały jak na tak małe miasto i tak młody ośrodek sportowy.
Ten sukces pokazuje, że w Suchedniowie budowane są nowe, nowoczesne tradycje tenisa
stołowego. Jednocześnie mamy pełną świadomość, że nic nie dzieje się samo — trzeba cały
czas pilnować każdego detalu, zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym, aby
nie zaprzepaścić tego, co już zostało wypracowane, i dalej rozwijać klub w sposób stabilny i
odpowiedzialny – podkreśla Maciej Glijer.
Z kolei Lucjan Błaszczyk wskazuję cezurę w polskim tenisie stołowym.
– Polska liga zaczęła się wzmacniać w latach 2005-2010, bo kluby miały coraz lepsze
podstawy. Niemniej nasza liga nigdy nie była tak mocna jako całość jak Bundesliga, gdzie
nigdy nie było słabych meczów. Zawodnicy występujący w Polsce mogą grać też w innych
ligach, co wykluczyli Niemcy i Francuzi. W tych krajach składy drużyn są stałe, a gracze są
zakontraktowani na cały rok. Oczywiście, mimo tej przewagi Niemców i Francuzów zdarza
się, że polskie drużyny potrafią się im przeciwstawić.
Progres widoczny na wielu poziomach
Eksperci i działacze zgodnie podkreślają, że polski tenis stołowy znajduje się dziś na
wyraźnej fali wznoszącej. Z perspektywy Bogorii Grodzisk Mazowiecki kluczowe obszary
rozwoju wyglądają następująco:
– Z perspektywy klubów można wskazać kilka obszarów, w których postęp jest wyraźny i
zauważalny.
Po pierwsze – poziom rozgrywek ligowych.
Superliga stała się produktem coraz bardziej profesjonalnym. Stabilniejsze struktury klubowe,
lepsza organizacja meczów, regularne transmisje internetowe oraz większa dbałość o
wizerunek sprawiają, że liga jest dziś atrakcyjniejsza zarówno sportowo, jak i marketingowo.
Po drugie – internacjonalizacja rozgrywek.
Obecność zagranicznych zawodników podnosi poziom sportowy i prestiż ligi, a dla polskich
tenisistów stanowi realną szansę rozwoju poprzez systematyczną rywalizację na wysokim,
międzynarodowym poziomie.
Po trzecie – szkolenie i praca u podstaw.
Coraz więcej klubów inwestuje w młodzież, akademie i struktury szkoleniowe, rozumiejąc, że
bez solidnego zaplecza trudno mówić o długofalowym rozwoju dyscypliny. Choć efekty tych
działań nie zawsze są natychmiastowe, kierunek jest właściwy.
Po czwarte – rosnąca świadomość marketingowa.
Kluby coraz lepiej rozumieją znaczenie komunikacji, obecności w mediach społecznościowych oraz budowania relacji z kibicami i sponsorami. To proces, który wciąż trwa, jednak w porównaniu do sytuacji sprzed kilkunastu lat widać wyraźny skok jakościowy.
Uzupełnia to spojrzenie prezesa KS ORLICZ 1924 Suchedniów, który wskazuje na
wymierne sukcesy sportowe:
– Polski tenis stołowy zdecydowanie idzie w dobrą stronę, a progres widać dziś na kilku
bardzo konkretnych płaszczyznach. Przede wszystkim na poziomie klubowym. W zeszłym roku w Final Four Ligi Mistrzów w Saarbrücken rywalizowały dwa polskie klub: KS ORLICZ 1924 Suchedniów i Bogoria Grodzisk Mazowiecki – oraz dwa niemieckie, co samo w sobie jest wyraźnym sygnałem siły polskiego tenisa stołowego w Europie. Co więcej, w obecnej edycji aż trzy polskie zespoły grają w fazie ćwierćfinałowej, a to oznacza, że co najmniej jeden z nich ponownie zobaczymy w Final Four. Taka regularność na najwyższym poziomie nie jest przypadkiem.
Tenis stołowy to jednak przede wszystkim dyscyplina indywidualna i tutaj również widać
bardzo pozytywne tendencje. Kapitalny postęp Miłosza Redzimskiego, naszej aktualnej
„jedynki”, jest bez wątpienia dobrym prognostykiem na przyszłość i pokazuje, że młodzi
polscy zawodnicy są w stanie rywalizować z europejską i światową czołówką.
Nie można też zapominać o żeńskim tenisie stołowym, który od lat jest naszą mocną stroną.
Siarka Tarnobrzeg, wielokrotny zdobywca pierwszego miejsca w Lidze Mistrzyń, to marka
rozpoznawalna w całej Europie i dowód na to, że polskie kluby potrafią dominować także w
rywalizacji kobiet. Podsumowując, progres widać zarówno w rozgrywkach drużynowych, jak i indywidualnych, u mężczyzn i kobiet. To solidne fundamenty, na których polski tenis stołowy może dalej budować swoją pozycję – uważa Maciej Glijer.
Fenomen sprzed lat
Mimo że patrząc na obecne realia w Polsce, możemy patrzeć z optymizmem w przyszłość
rodzimego tenisa stołowego, nie da się ukryć, że wspomina ten boom, który był widoczny
gołym okiem przed laty, wiele osób ucieka się do nostalgii.
– Ja, Leszek Kucharski, Andrzej Grubba nie byliśmy znani w Polsce i nie mieliśmy tak
wysokiego statusu dzięki polskiej lidze, tylko naszym sukcesom międzynarodowym. Byliśmy
wielokrotnymi olimpijczykami, medalistami największych imprez i każdy z nas może się
poszczycić dużą liczbą medali różnego rodzaju na najbardziej prestiżowych imprezach
światowych i europejskich. Andrzej był sportowcem roku, ja byłem w dziesiątce, Leszek
również. Wtedy też były tylko dwa, trzy kanały telewizyjne, a mistrzostwa Polski były
pokazywane od ćwierćfinałów na żywo w telewizji, co miało duże znaczenie. Przede wszystkim na nasze mecze przychodziły tłumy ludzi.
To była europejska Superliga, gdzie najmocniejsze zespoły grały i na trybunach regularnie
był komplet. Pamiętam mecz finałowy Superligi Polska-Niemcy, grałem w Hali Ludowej, było
sześć tysięcy ludzi, w Poznaniu cztery tysiące. Niemniej liga była wtedy słabsza, Andrzej grał
w Austrii, później w Niemczech, Leszek Kucharski grał w Szwecji, później także w Niemczech, ja grałem w Czarnych Lwówek Śląski (1985-1988), Zapłonu Jelenia Góra (1988-1989), Lumelu Zielona Góra (1989-1993), Baildonu Katowice, ale następnie wyjechałem do Niemiec i praktycznie do końca międzynarodowej kariery, do 2010 grałem w Niemczech, ale na koniec kariery wróciłem do Polski – mówi Lucjan Błaszczyk.
Co z Azjatami?
Patrzymy w naszej analizie na Polskę i szerzej na Europę. Okazuje się, że Stary Kontynent
może rzucić wyzwanie azjatyckim mocarzom…
– Chińczycy, którzy nie mieli szans na grę w swojej kadrze narodowej, szukali możliwości, by
grać w międzynarodowych turniejach i zaczęli starać się o paszporty innych krajów. Nacje,
które nie miały dobrego szkolenia i wyników, korzystały z tego. Z czasem Światowa
Federacja Tenisa Stołowego ukróciła ten proceder, wprowadzając przepisy które, jeżeli
chodzi o dorosłych, zawodników, bardzo wydłużały ten okres, kiedy mogli grać w turniejach
międzynarodowych do wielu lat, więc w tej chwili ten proceder, jeżeli ktoś nie zmieni tego
obywatelstwa przed 16 rokiem życia, trwa naprawdę długo. Odkąd tenis stołowy stał się w
1988 roku sportem olimpijskim, faktycznie było widać to nasilenie, ale światowe władzy
uznały, że należy wprowadzić ową wieloletnią.
Teraz mamy znakomitych graczy w Europie: Francuzów, braci Felixa i Alexisa Lebrun,
Szweda Trulsa Möregårdha, a jeśli chodzi o inne kontynenty, abstrahując od wspomnianej,
mocnej Azji, warto zwrócić uwagę na Brazylijczyka Hugo Calderano. W męskim tenisie
stołowym poziom się wyrównał, natomiast wśród kobiet wciąż widać tę przewagę Azji. Wiele
Chinek, nawet starszych, grubo po czterdziestce, gra dla reprezentacji innych krajów, jak
Portugalia, Hiszpania czy Niemcy. U kobiet ta kwestia nie została dotąd tak uregulowana jak
w przypadku zmagań mężczyzn – puentuje Lucjan Błaszczyk.
Bartłomiej Najtkowski
Więcej Marketing
Wisła Kraków mierzy wpływ fanów na wyniki – startuje „Lucky Fan Index”
Klub z Krakowa, znany z innowacyjnego podejścia w polskim sporcie, przedstawił nowatorski projekt skierowany do swoich kibiców pod nazwą Lucky Fan Index. To narzędzie oparte na sztucznej inteligencji, które ma mierzyć i oceniać wpływ fanów obecnych na stadionie na sportowe rezultaty drużyny.