Wywiady
MMA na dobre wkroczyło do mainstream-u
6. lipca 2012
autor: Jakub Jankowski
Popularność MMA w Polsce rośnie. Gale KSW oglądają tłumy, a Mamed Khalidov właśnie wziął udział w reklamie Tigera. Może być jeszcze głośniej?

- Khalidov podpisał kontrakt z firmą produkującą napoje energetyczne Tiger. Czy to przełom, który oznacza, że zawodnicy z KSW będą mogli zarabiać nie tylko na walkach, ale także reklamach w mediach?
Marcin Kawulski: - Zawodnicy KSW zarabiają na kontraktach sponsorskich już od dawna. Mamed po prostu, jako lider i największa gwiazda naszej federacji, pierwszy podnosi poprzeczkę i udowadnia, że zawodnik MMA może być wyceniany tak samo, jak wielki piłkarz czy aktor. Kontrakt z producentem napojów Tiger jest sygnałem na to, że MMA na dobre wkroczyło do mainstream-u. Przestaje być chwilową modą, a zaczyna być trwałą fascynacją milionów fanów.

- Czy pana zdaniem, są inni fighterzy, którzy wkrótce mogą pójść śladem Khalidova i też zacząć zarabiać tak, jak on?
- Jest już wielu, którzy od dawna idą nie tylko po jego śladach, są krok za nim samym. To melodia niedalekiej przyszłości, którą z uśmiechem niebawem zanucą z pewnością Jan Błachowicz i Michał Materla, a zaraz po nich wszystkie nazwiska z głównych kart KSW.

- Chce pan przez to powiedzieć, że Błachowicz i Materla też wkrótce otrzymają kontrakty od znanych producentów z segmentu spożywczego?
- Nie wiem, czy akurat spożywka to dziedzina, w której odnajdą się ci zawodnicy. Ale jestem więcej niż pewien, że już niebawem każdy z nich znajdzie silnych komercyjnych sponsorów.

- Przejdźmy do samej federacji KSW. Czy trudno jest wam namówić sponsorów do wsparcia waszej idei? Czy przełamywany jest stereotyp, że KSW to bijatyka, a nie sport jak każdy inny?
- Ja mam duży dystans do tego typu określeń. Często cytuję w takich sytuacjach Adama Asnyka, który sugerował zbadać taką okoliczność: „Tacy poeci, jaka jest ich publiczność”. Jeśli 6 milionów ludzi wzrusza się i płacze na bijatykach, a jeszcze inni żyją emocjami związanymi z czymś, czego nie nazywa się sportem, to ja pozdrawiam wszystkie zacne dyscypliny, które niestety nie znalazły widza.

- Dotychczas marketingowo KSW „pociągnął” Mariusz Pudzianowski. To on jest główną twarzą KSW. Nie obawiacie się, że kiedyś się on znudzi publice?
- Powyższe zdanie to pańska subiektywna ocena, więc jej nie skomentuję. Było inaczej i teraz jest inaczej. KSW to 10 lat emocji i wzruszeń, to ponad 200 zakontraktowanych pojedynków, to kilkuset zawodników, którzy na ringu pozostawili często o wiele więcej, niż tylko zdrowie. Każdy z tych elementów to wielki krok w rozwoju KSW i całego MMA. Mariusz Pudzianowski był jednym z tych kluczowych.

- Jak KSW zdobywa pieniądze na działalność?
- Działamy w tradycyjny sposób, podobnie jak inne federacje, czy agencje sportowe. Pieniądze zdobywam od sponsorów, z biletów, a także licencji i handlu samym Brandem.

- Na czym opiera się Wasz handel Brandem?
- Od odzieży przez cały official merchandise, jak również kilka dziedzin usługowych, takich jak obozy treningowe czy KSW security.

- Czy zamierzacie wprowadzać kolejnych nowych zawodników? Wyłapaniu takich służą zapewne amatorskie zawody, które organizujecie...
- Od lat jest to w zakresie naszych zainteresowań. Nasz plan rozwoju KSW jest bardziej długofalowy, niż 10 lat.

- Więc jak będzie wyglądać federacja powiedzmy za 3-4 lata? Wciąż będziecie zdobywać nowych widzów i fanów z podobną dynamiką?
- Naprawdę dużym sukcesem będzie, jak ich utrzymamy. Wzrost nie może trwać bez końca, a my na ilość fanów nie możemy narzekać.
powrót » do góry » drukuj wyślij link komentarze (0) dodaj komentarz
© 2010-2019 SPORTMARKETING.PL. All rights reserved.