Wywiady
Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa
23. marca 2012
autor: Jakub Jankowski
Michał Goliński jeszcze nie dawno grał w Ekstraklasie w barwach Cracovii, potem w pierwszoligowej Warcie Poznań. Teraz wylądował w czwartej lidze...

Kliknij na zdjęcie, aby je skomentować
- W zeszły weekend zadebiutowałeś… w czwartoligowym SKP Słupca. Znacząca sportowa degradacja...
Michał Goliński: - Przede wszystkim chcę zaznaczyć, że nie mam podpisanego kontraktu ze Słupcą. Gram na zasadzie ustnej umowy z prezesem i nie dostaję żadnych pieniędzy za swoje występy. Wylądowałem w Słupcy, bo jest blisko Poznania, gdzie mieszkam. Zależy mi na bliskości, ponieważ w Poznaniu załatwiam swoje sprawy rodzinne. Jestem po rozwodzie i cały czas próbuję zamknąć pewien rozdział mojego życia. Moja była żona robi wszystko, żebym zawiesił buty na kołku. Mam nadzieję, że wkrótce będzie to już za mną. W maju kończą się rozgrywki czwartej ligi. Wtedy będę chciał wrócić do profesjonalnej piłki.

- Próbowałeś znaleźć pracodawcę tej zimy w wyższej klasie rozgrywkowej?
- Tak. Były oferty nawet z ekstraklasy i pierwszej ligi, ale nie zdecydowałem się na żadną z nich właśnie przez sprawy rodzinne.

- W ŁKS byłeś jednak na testach.
- Zagrałem w dwóch sparingach, łącznie w Łodzi spędziłem tydzień. Ale gdy widziałem, jaka tam jest amatorka, szybko się wycofałem. Przyjechałem do Łodzi na zaproszenie Piotrka Świerczewskiego, z którym grałem w Lechu. Znał moją sytuację, ale nalegał, żebym spróbował. Po tym, co zobaczyłem przed sparingiem z Legią, postanowiłem odpuścić. Razem z Sewerynem Gancarczykiem spóźniliśmy się trochę na zbiórkę. Weszliśmy do szatni, a tam było 40 osób. Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby tylu ludzi na tydzień przed ligą przyjechało na testy. Z Legią zagrałem 45 minut. Po meczu się spakowałem i nie pytając nikogo o zdanie, wróciłem do Poznania.

- Ale Bonin, Łobodziński czy Gancarczyk ostatecznie zdecydowali się grać w ŁKS.
- Łobodziński przyszedł do ŁKS jeszcze za kadencji Tarasiewicza i od razu podpisał kontrakt. Gancarczyk do końca liczył, że uda mu się wyjechać na tureckie zgrupowanie jednego z klubów ukraińskich. Ale to nie wypaliło, więc jest w ŁKS.

- W Warcie nie było możliwości pozostania?
- Dostaliśmy komunikat z klubu, że kilku z nas musi odejść. Nikt nas nie informował wcześniej, nie było żadnej rozmowy z panią prezes czy z panem prezesem. Przez półtora miesiąca trenowaliśmy sami na obiektach AWF.

- Liczysz jeszcze na to, że wrócisz do profesjonalnego futbolu?
- Gdybym nie liczył, powiesiłbym już buty na kołku. Mam nadzieję, że będę miał jeszcze szansę się odbudować. Moja była żona skutecznie mi to utrudnia, na różne sposoby. Ale mam nadzieję, że wkrótce ta sprawa się zakończy.

- W mediach nie brakuje uszczypliwych komentarzy, że piłkarsko się wypaliłeś.
- Nie zwracam na to uwagi. Coś w polskiej piłce osiągnąłem. Brakuje mi tylko mistrzostwa Polski, ale Puchar i Superpuchar zdobyłem. Kilka razy zagrałem w reprezentacji kraju. Jeśli są tacy, co twierdzą, że to już mój koniec, to OK. Ich sprawa. Ale ja nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa.
powrót » do góry » drukuj wyślij link komentarze (0) dodaj komentarz
© 2010-2019 SPORTMARKETING.PL. All rights reserved.