Wywiady
Karpiński: Kibice powinni rozgrzeszyć działaczy
13. marca 2012
Michał Karpiński, licencjonowany menadżer FIFA podsumował okno transferowe.

Kliknij na zdjęcie, aby je skomentować
- Jak Pan ocenia ostatnie okno transferowe w Europie?

- Uważam, że zakończony okres transferowy to bodaj najgorsze okno transferowe w ostatnich kilku latach. To nie tylko moja opinia, ale także moich partnerów z innych krajów europejskich. Gdyby nie duże kwoty jakie płacili głównie szejkowie zarządzający swoimi klubami, to byłoby jeszcze gorzej, bo ten przypływ gotówki napędzał często - na zasadzie efektu domina - inne ruchy. Na pewno dzięki arabskim pieniądzom coraz mocniejsza staje się ekipa PSG, że wspomnę transfery Maxwella, Thiago Motty i Alexa. Konsekwentnie potęgę buduje Anży Machaczkała, która zakupiła świetnego stopera Christophera Sambę z Blackburn. Generalnie jednak kluby decydowały się na małe kosmetyczne zmiany w składach, by nie generować kosztów.

- A ruchy na polskim "podwórku"?
- No, jeśli zarówno Lech jak i Wisła nie dokonały żadnych transferów, to mamy obraz tego co się działo w naszej ekstraklasie. Brak pieniędzy i cięcie kosztów. Absolutna stagnacja, a Lech de facto się osłabił, bo odszedł na wypożyczenie Jakub Wilk. „Biała Gwiazda” także nie będzie silniejsza bez Patryka Małeckiego, bo moim zdaniem jego krnąbrny charakter aż tak wcześniej Wiśle w osiąganiu sukcesów nie przeszkadzał.

- Co poza tym?
- Duże pieniądze, jak na polskie realia zebrała za swoich trzech podstawowych graczy Legia, ale myślę że tych ubytków fani warszawskiego klubu nie odczują. Duże brawa należą się szefom i trenerom GKS-u Bełchatów, którzy w nienajlepszej sytuacji punktowej po rundzie jesiennej zdecydowali się na ściągnięcie utalentowanych zawodników z I i II ligi, a twierdzę że ci chłopcy szybko okrzepną i z miejsca wpasują się do Ekstraklasy. Bardzo pozytywnie oceniam także transfery Dżalamidze i Bandrowskiego do Jagiellonii, którzy mogą stworzyć podwaliny nowej Jagi, która za jakiś czas znów włączy się do walki o czołowe miejsca w lidze.

- Ktoś rozczarował?
- Tak, zdecydowanie in minus zaskoczyła postawa Cracovii, która będąc mocno zagrożona spadkiem nie sprowadziła żadnego piłkarza o którym ze stuprocentową pewnością moglibyśmy powiedzieć, że wyciągnie zespół z dołka.

- A I liga?
- Najmocniejsze zespoły przyjęły różną taktykę. Pogoń jeszcze mocniej przykręciła śrubę sprowadzając Adriana Budkę i Hernaniego. Wiceprezes Grzegorz Smolny już teraz chciał mieć zespół zdolny do walki w ekstraklasie i moim zdaniem to świetne ruchy. W Niecieczy postanowiono, że lepsze jest wrogiem dobrego i nie sprowadzono nikogo, więc awans ma zdobyć stabilizacja. Z kolei w Arce Gdynia doszło do kolejnej rewolucji. Kto na tym wyjdzie najlepiej, to się okaże, ale ja bym Arki w walce o awans nie skreślał...

- Któryś transfer Pana zaskoczył?
- Tak, ten który – nieskromnie o tym wspomnę - przeprowadziła moja agencja, a chodzi o Ismaela Blanco. W końcu chodzi o byłego dwukrotnego króla strzelców greckiej ekstraklasy, która to prezentuje dużo wyższy poziom niż nasza rodzima. Gdy przedstawiciel zawodnika skontaktował się ze mną z pytaniem o szanse transferu do topowego klubu w Polsce uznałem to za science-fiction, bo to bardzo drogi piłkarz. Z czasem jednak obniżył swoje żądania finansowe i zdecydował się porzucić bardzo silną ligę meksykańską na rzecz Legii. Ten transfer kosztował zarówno mnie, zawodnika, dyrektora Marka Jóźwiaka oraz pozostałych działaczy Legii mnóstwo nerwów i wysiłków, ale mam nadzieję, że w trakcie sezonu okaże się, iż warto było.

- Jednak kibice są zapewne rozczarowani postawą niektórych klubów...
- Generalnie jednak powinni rozgrzeszyć działaczy swoich klubów, bo każdy z nich – mniej lub bardziej - musi się borykać z kryzysem finansowym. Oczywiście on nie jest tak duży jak w innych krajach europejskich, ale od zawsze wiadomo, że w firmach najłatwiej robi się cięcia w budżetach marketingowych. A to z nich najczęściej spływają pieniądze do klubów. I stąd problemy. W Poznaniu na przykład znacznie obniżyła się frekwencja. Brak dużych wpływów z dnia meczowego i fakt, że Lech nie zagrał w europejskich pucharach sprawił, że przy Bułgarskiej postanowiono oglądać złotówkę uważnie z każdej strony.

- Czy uważa Pan, że rynek będzie "łagodniał" przez wprowadzenie finansowego fair play?
- Trudno powiedzieć. Wydaje mi się, że kluby którym ten przepis miałby krępować ręce, znajdą sposób by go obejść.

- W kontaktach zagranicznych odczuwa Pan, że polska liga zmienia się?
- Tak, da się to odczuć. Istotnym magnesem dla piłkarza mającego doświadczenie w dobrych ligach zagranicznych są przede wszystkim nowe stadiony i fakt, że jesteśmy dobrze rozwijającym się krajem Unii Europejskiej. Tak czy siak na koniec pada pytanie o zarobki, które można uzyskać. I wtedy dobrego piłkarza jest sens promować tylko i wyłącznie w topowych polskich klubach. Dla zagranicznych piłkarzy, czy moich partnerów, którzy się nimi na co dzień zajmują, bardzo ważny aspekt to liczba skautów, którzy przyjeżdżają na nasze obiekty. A że ich jest coraz więcej, to może przeważyć, iż dobry młody zawodnik zamiast podpisać kontrakt od razu w silniejszej lidze, zdecyduje się pograć rok-dwa w Polsce.

- Miał Pan ostatnimi czasy jakieś ciekawe zapytania względem swoich klientów?
- Żyjemy w globalnej wiosce. Zdarzają się propozycje z Egiptu, Uzbekistanu, czy nawet Malezji. Ale to ciężka sprawa dla zawodnika, by się zdecydować na grę w takim regionie świata.

- Euro 2012 to może być forma "okna wystawowego" dla całego polskiego futbolu?
- Mam ogromną nadzieję, że tak się stanie. I nie chodzi mi tylko o to, że na grę w Polsce zdecydują się kolejni zawodnicy z marką w Europie. Chciałbym, by Euro przyciągnęło też inwestorów, bo jak wszyscy widzimy stosunkowo niewielu Polaków, z listy najbogatszych inwestuje w naszym kraju w futbol. A im więcej pieniędzy, tym większa szansa na powstanie akademii piłkarskich, kolejnych stadionów i zwiększenie atrakcyjności ligi.
powrót » do góry » drukuj wyślij link komentarze (0) dodaj komentarz
© 2010-2019 SPORTMARKETING.PL. All rights reserved.