Wywiady
Grajewski o wejściu do ŁKS: Dużych szans nie widzę
21. listopada 2011
- Właściciele ŁKS to młodzi, mili ludzie. Niestety, piłki nożnej to oni uczyli się z komiksów - mówi Andrzej Grajewski dla SportMarketing.pl

Kliknij na zdjęcie, aby je skomentować
To byłby głośny powrót do piłkarskiej Ekstraklasy. Andrzej Grajewski, który kiedyś doprowadził Widzewa do Ligi Mistrzów, a potem do spektakularnego upadku, teraz chce przejąć ŁKS. Mówi się, że ta transakcja może zostać sfinalizowana lada dzień, choć sam zainteresowany twierdzi, że nie jest to takie pewne.

Andrzej Grajewski: - Jeśli mam być szczery, to dużych szans tutaj nie widzę. Sytuacja sportowa i finansowa ŁKS jest bardzo trudna. Klub ma długi, a tu trzeba jeszcze kilku milionów złotych, żeby dokończyć sezon. A potem kolejnych pieniędzy na zbudowanie drużyny od nowa. Właściciele ŁKS to młodzi, mili ludzie. Ale niestety, piłki nożnej to oni uczyli się z komiksów. Potrzebowaliby jeszcze 20 lat, żeby mieć takie doświadczenie, jak ja. Tylko ja nie wiem, czy chce mi się znowu być strażakiem, tak jak kiedyś w Widzewie. Oczywiście, ja jestem łodzianinem i zależy mi na losie obu łódzkich klubów. Ale naprawdę nie wiem, czy się w to zaangażuję.

- Mówi się, że ŁKS ma kilka milionów złotych długów. To jeszcze nie jest beznadziejna sytuacja.
- A ile pan zarabia, że mówi pan, że kilka milionów to mało? Niech mi pan wierzy, że sytuacja jest bardzo ciężka. Ci młodzi chłopcy zainwestowali duże pieniądze. Tyle, że one są w dużej mierze nie do odzyskania, bo zrobili to w nieumiejętny sposób. Oczywiście kibice ŁKS powinni być im bardzo wdzięczni, bo oni uratowali ten klub przed niebytem, ale niestety zabrakło im niezbędnego doświadczenia. Tutaj trzeba bardzo dużo pracy, żeby tą sytuację uratować. Problemem jest też to, że w ŁKS nie było żadnej ciągłości sportowej. Gdyby była, to byłoby łatwiej.

- Nie jest trochę tak, że opisuje pan sytuację w tak czarnych barwach, żeby zbić cenę zakupu?
- W czarnych barwach to sytuacja rysowała się w Widzewie, gdy spadaliśmy z ligi. Wtedy drużynę mieliśmy taką, że można było się utrzymać, ale załatwili nas przez układy korupcyjne. W ŁKS jest ciężka sytuacja, ale oceniam, że do uratowania. Długi są, ale firmy z długami przecież też funkcjonują. Od tego jest zarząd, żeby rozmawiał z wierzycielami. Mówiąc krótko, trzeba dużo pracy w to włożyć, żeby ŁKS uratować. Bardzo dużo.

- Rozumiem, że pan byłby gotów tego zadania się podjąć?
- Mogę zgodzić się, jeśli moje warunki zostaną zaakceptowane. Decyzja należy do obecnych właścicieli ŁKS. Jeśli będą trwali w przekonaniu, że teraz robią wszystko, tak jak powinni, to mają do tego prawo.

- W jakim czasie ta sprawa może się rozstrzygnąć?
- Musi to się stać bardzo szybko, bo trzeba zacząć działać natychmiast, żeby jeszcze cokolwiek uratować. Oczywiście, czytałem, że są też dwie firmy zainteresowane kupnem klubu. Jeśli tak, to nie ma problemu. Tylko decyzje muszą szybko zapaść, żeby nie było za późno.

- Pana interesuje przejęcie całej spółki czy tylko mniejszościowy pakiet akcji?
- Wszyscy wiedzą, jaki styl działania ma Grajewski. Ja jestem dyktatorem. Słucham innych, ale ostatnie słowo należy do mnie. Mam na myśli oczywiście sprawy sportowe, bo w tych bieżących sprawach organizacyjnych ktoś by mnie tu na miejscu zastępował. Ja nie mam czasu, żeby codziennie w Łodzi bywać. Ale to przecież żaden problem. Są takie przypadki, że firma jest zarządzana nawet z innego kontynentu i nie ma żadnego problemu. Ja występuję razem z panem Romanem Stępniem i na pewno razem byśmy sobie poradzili.
powrót » do góry » drukuj wyślij link komentarze (0) dodaj komentarz
© 2010-2019 SPORTMARKETING.PL. All rights reserved.