Wywiady
"Myślę, że edukacja kibiców idzie w dobrym kierunku"
17. czerwca 2019
autor: Jakub Dyktyński
Dariusz Lis, dyrektor ŁKS Łódź, beniaminka Ekstraklasy, opowiada o odbudowie klubu, edukacji kibiców oraz marce "Rodowite".


- Ostatnio "Przegląd Sportowy" opisując długą drogę Łódzkiego Klubu Sportowego użył sformułowania „Cztery wesela i pogrzeb”. To chyba odpowiedni tytuł dla sytuacji jaka miała miejsce w klubie w ostatnich latach…
Dariusz Lis: - To była na pewno długa i niesamowita droga… Ja uczestniczę w niej od 3 i pół roku, więc nie przyczyniłem się do pierwszego awansu z IV do III ligi. Następnie dwa sezony w III lidze były nieudane, ale w końcu się udało i zrobiliśmy trzy awanse rok po roku. Trochę nas to zaskakiwało, momentami przerastało, ale diabeł tkwi w szczegółach, a dokładnie w osobach, które pracowały na te sukcesy. Mowa tu oczywiście o prezesie Tomaszu Salskim, który potrafił dobrać odpowiednich ludzi, by te sukcesy udało się osiągnąć. Droga nie zawsze była łatwa, ale na pewno każdy z nich dawał z siebie wszystko, by osiągnąć ten sukces.

- Pana praca w ŁKS rozpoczęła się na początku 2016 roku. Co, poza klasami rozgrywkowymi, zmieniło się w klubie. Gdzie ŁKS jest, a gdzie był?
- Gdy przychodziłem do klubu, to w kwestiach organizacyjnych działo się naprawdę niewiele. Mało osób było zaangażowane w odbudowę marki i na początek postanowiliśmy stworzyć podwaliny czegoś, co mogło spowodować, że fani będą utożsamiać się z ŁKS-em również poza stadionem. Z tego powodu stworzyliśmy linię „Rodowity”, na który składały się napój energetyczny, piwo i mocniejszy alkohol. Celem nie była tylko chęć czystego zysku, ale też chęć budowania przywiązania do marki.

- Budując to przywiązanie chcecie przekazywać jakieś wartości? Jaki przekaz do kibiców wysyła dziś klub?
- Najwidoczniej było to widać przy świętowaniu awansu, gdzie na dedykowanych koszulkach pojawiło się hasło „To co najlepsze, dopiero przed nami”. Do tego wszyscy dążymy. Zarówno pracownicy, ale też zawodnicy i kibice. Każdy z nas dostosowuje się do poziomu rozgrywek i wydaje mi się, że jesteśmy już gotowi spełnić najwyższe standardy krajowe, a w przyszłości również europejskie.

- W tle tego wszystkiego nie da się pominąć budowy stadionu i faktu, że przez ostatni czas ŁKS musiał grać przy jednej trybunie. Jakie trudności to stwarzało? Czy da się pomieścić wszystkie grupy „kibiców-klientów” na takim obiekcie?
- Na jednej trybunie nie da się pomieścić różnych rodzajów klientów, bo kibice to bardzo zróżnicowana grupa. Mamy VIP-ów, ultrasów, rodziny, fanów zainteresowanych oglądanie dobrej piłki. Walka o kibiców trwa cały czas, a na jednej trybunie nie da się ich wszystkich pomieścić, tak by warunki zadowalałyby każdego. Pamiętam gdy przychodziłem do klubu, to średnia frekwencja wynosiła 2 tysiące osób, a na jednym z meczów pucharowych w środę liczba kibiców wyniosła 600 kibiców. To była tragedia i porażka. Na tę chwilę zapotrzebowanie jest zdecydowanie większe niż to co możemy zapewnić fanom, szczególnie w Ekstraklasie.

- A jak wygląda w tym momencie sprzedaż karnetów?
- Na obecną chwilę mamy sprzedanych około 3 700 karnetów.

- To chyba klubowy rekord?
- Na pewno jeśli chodzi o ŁKS tak, ale ja do rekordów czy kwestii ścigania się z kimkolwiek podchodzę z dystansem. O rywalizacji będziemy mogli porozmawiać gdy stadion będzie gotowy. Do momentu oddania do użytku pozostałych trzech trybun czeka nas dużo pracy, by po otwarciu je zapełnić.

- Myślę, że w kwestii rekordów ważne jest stawianie sobie poprzeczki samemu sobie…
-To prawda i chyba tak rzeczywiście się dzieje, a kibice dostosowują się do poziomu ligowego, na którym grają piłkarzy. 3 lata temu sprzedaż biletów online stanowiła jedynie 10%, a dziś jest to już 70%. Myślę, że edukacja kibiców idzie w dobrym kierunku.

- Czyli można powiedzieć, że niedługo kolejki na ŁKS znikną?
- Byłoby miło, ale jednak jest jeszcze dużo zwolenników tradycyjnych wejściówek, czy chociażby kolekcjonerów.

- Rozbudowa stadionu to nie tylko dzień meczowy, ale też przestrzenie komercyjne, które generują przychody przez cały rok…
- Na pewno bardzo nam na tym zależy, ale coś więcej będziemy mogli powiedzieć, gdy ŁKS będzie operatorem stadionu, oczywiście jeśli wszystko będzie się bilansować. Wykonujemy kroki w tym kierunku, ale nie jest to łatwe, co potwierdza ilość klubów w Ekstraklasie, które są operatorami swoich obiektów.

- Jak na tle kolejnych awansów powiększała się grupa sponsorów ŁKS? Czy obecnie, po awansie do Ekstraklasy widać zwiększone zainteresowanie partnerów?
- Oczywiście, po awansie do I ligi zainteresowanie było zdecydowanie większe. Mamy grono wiernych i oddanych partnerów, którzy są z nami od początku odbudowy, ale pojawiają się też nowi, więksi sponsorzy.

- Chciałby Pan wyróżnić jakichś przyjaciół ŁKS-u?
- Nie chciałbym tu uprawiać reklamy, żeby nikogo nie urazić. (śmiech) Z końcem czerwca kończą nam się umowy i będziemy rozmawiać na temat ich przedłużenia. Na pewno od początku jest z nami Cosinus, Dorgas, firma prezesa Salskiego, czyli Klepsydra. Są z nami mniejsi partnerzy jak SprintStudio Am Baseny, KMM Okno czy EPL Project. Przede wszystkim firma forBet, której pierwszym dużym partnerem był właśnie ŁKS. I my i forBet rośliśmy razem. Warto wspomnieć też o remoncie strefy SkyBox.. Zmiany w tej strefie były też podyktowane poziomem jakiego oczekują od nas partnerzy, którzy szukają przestrzeni do kontaktu z innym biznesem. Inaczej się rozmawia przy białych ścianach, a inaczej w ciekawie zaaranżowanych wnętrzach.

- Po oddaniu do użytku trybuny, skyboxy i loże były w stanie surowym. Rozumiem, że priorytetem było ich zagospodarowanie?
- Tak, loże wymagały przeprowadzenia własnej aranżacji. Duża w tym rola prezesa Tomasza Salskiego, że udało się to wykończyć. Dzięki temu możemy zaproponować partnerom odpowiedni standard.

- Wróćmy do linii „Rodowite”. Czy jesteście usatysfakcjonowani z rozwoju tej marki, a kibice są zadowoleni ze smaku piwa?
- Myślę, że kibice są z tego zadowoleni najbardziej. Nie stawiamy na ilość, ale na jakość. Można stworzyć piwo rozlewane w dużych ilościach, ale którego nikt nie będzie kupować. Receptura naszego produktu jest przygotowana przez naszego kibica – piwowara, więc mogliśmy być pewni pewnej jakości. Stworzono pilsa, które na starcie zdobyło medale, czyli doceniono je przez niezależne jury. Oczywiście trudno jest dogodzić wszystkim podniebieniom, dlatego myślimy o rozszerzeniu linii. Przy okazji 110-lecia wydany został porter w limitowanej edycji 1908 butelek. Wszystkie rozeszły się błyskawicznie.

- W najbliższym czasie priorytetem na pewno jest pion sportowy, ale może są kierunki, nad którymi chcecie pracować w najbliższym czasie. Jakie Pan stawia sobie zadanie przed startem rozgrywek Ekstraklasy.
- Każdy musi się zająć tym co do tej pory. Z każdym awansem obowiązków przybywa, a kolejne awanse determinują rozwój zespołów. Nie może być mowy o grupie kilku osób, które zajmują się wszystkim i niczym. Każdy ma swoją pracę i zadania. Priorytetem jest pierwsza drużyna i Akademia – to priorytety, które obecnie nam przyświecają.

- Wspomniał Pan o Akademii i rzeczywiście gdy spojrzymy na przekaz płynący z social mediów ŁKS-u to jest ona na pierwszym miejscu.
- ŁKS zawsze słynął z dobrej szkółki i wychowanków. Zarówno prezes jak i dyrektor sportowy Krzysztof Przytuła założyli sobie odbudowę dobrej akademii, w której szkolenie będzie na odpowiednim poziomie. Dyrektor Przytuła przeprowadził selekcję trenerów grup młodzieżowych i obecnie to wszystko idzie w dobrym kierunku. Widzimy już owoce tej pracy w postaci Janka Sobocińskiego, który przed chwilą reprezentował Polskę na Mistrzostwach Świata do lat 20. Jest też Ratajczyk, który występuje w kadrze U-17 i też wiążemy z nim duże nadzieje.

- Gdy myśli się o ŁKS, często na myśl przychodzi jego wielosekcyjność. Kiedyś podlegały one jednemu zarządowi, dziś są to oddzielne podmioty. Staracie się współpracować, szczególnie że sekcja siatkówki jest na fali.
- Nie tylko sekcja siatkówki jest na fali, bo drużyna piłkarska ostatnio osiąga sukcesy. (śmiech) Życzyłbym sobie, by kolejne sekcje również mogły pochwali się sukcesami w najbliższym czasie, bo współpracujemy ze Szkołą Gortata i jest to bardzo obiecujący projekt. Łatwiej pracować z młodzieżą, zawodnikami gdy chodzą oni do jednej szkoły, w której pracują też nasi trenerzy, więc kontrola postepów w nauce i w szkoleniu sportowym odbywa się niejako 24 godziny na dobę.

- Kończąc naszą rozmowę trudno nie nawiązać do słowa odmienianego ostatnio przez wszystkie przypadki, czyli „odbudowy”. Czy odbudowa ŁKS się zakończyła?
- Na pewno jeszcze nie. W tej materii mamy jeszcze bardzo dużo do zrobienia, a to co się udało do tej pory jest tylko małym kroczkiem względem tego co zamierzamy w przyszłości. Chcemy się zadomowić nie tylko w Ekstraklasie, ale też w rozgrywkach europejskich. 
powrót » do góry » drukuj wyślij link komentarze (0) dodaj komentarz
© 2010-2019 SPORTMARKETING.PL. All rights reserved.