Zdaniem eksperta
Chiński smok pokazuje język 
6. lutego 2017
notował: Waldemar Gojtowski
W styczniu 2017 roku kluby piłkarskiej Chinese Super League wydały na transfery ponad 200 milionów euro, ustępując pod tym względem wyłącznie angielskiej Premier League.


Jak doszło do tego, że do Pekinu i Szanghaju zaczęły masowo wyjeżdżać gwiazdy światowego futbolu? 

Joseph Nye, profesor Uniwersytetu Harvarda, ponad 25 lat temu po raz pierwszy opisał zjawisko soft power. Jest to zdolność do realizacji interesów politycznych tzw. miękkimi środkami nacisku jak inwestycje zagraniczne, działalność kulturalna czy społeczna. Termin szybko przyjął się wśród analityków współczesnych stosunków międzynarodowych. Nye trafnie nazwał bowiem zespół działań realizowanych od lat przez największe światowe mocarstwa. W tym także przez Chiny, które postawiły sobie bardzo ambitne cele, szczególnie w dziedzinie sportu. 

50 tysięcy szkółek w 10 lat 

Przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej, Xi Jinping, od dawna jest znany ze swojego zamiłowania do sportu. Znalazło ono swoje odzwierciedlenie w ogłoszonym w 2015 r. pięćdziesięciopunktowym planie dla rozwoju chińskiej piłki nożnej. Do 2025 r. w Chinach ma powstać 50 tysięcy szkółek piłkarskich, a sport ma stanowić 1% PKB Chin (obecnie jest to 0,6%). To więcej niż wartość całego przemysłu sportowego na świecie! 

Na reakcję chińskiego przemysłu, uzależnionego pośrednio od rządzącej partii komunistycznej, nie trzeba było długo czekać. Od 2015 r. chińscy inwestorzy przejęli udziały w 14 klubach piłkarskich na świecie na sumę ponad 2 miliardów dolarów. Ich łupem padały znane i szanowane firmy, ze zdobywcami Pucharu Europy i wielokrotnymi mistrzami krajów na czele. AC Milan, Inter Mediolan, Atletico Madryt (20% udziałów) czy Aston Villa to największe z nich. Pod wpływem chińskiego pieniądza ugięli nawet katarscy właściciele Manchesteru City, którzy sprzedali konsorcjum CMC 13% udziałów za bagatela 265 mln funtów (ok. 305 mln euro). Cała transakcja została sfinalizowana zaledwie miesiąc po wizycie w klubie... przewodniczącego Xi Jinpinga. 



Dlaczego akurat kluby piłkarskie? 

Wielu ekspertów puka się w czoło. Nie od dziś bowiem wiadomo, że inwestycja w klub piłkarski to nie najlepszy sposób na osiągnięcie wysokiego wskaźnika ROI, szczególnie w krótkim terminie. Chińskie firmy przede wszystkim realizują kierunek naznaczony przez ośrodek kierowania w Pekinie. Poza tym właściciele takich firm jak Suning czy Dalian Wanda, które postawiły na inwestycje w europejskich gigantów nie owijają w bawełnę. Z myślą o utalentowanych rodakach chcą korzystać z gotowych i dobrze funkcjonujących akademii piłkarskich. Inter czy Atletico od lat efektywnie pracują z młodzieżą, to przecież w tych klubach na szerokie wody wypływali Mario Balotelli czy Fernando Torres. 

Chińczycy lubią europejską piłkę. Ostatnie El Clasico, czyli starcie FC Barcelony i Realu Madryt, pokazywane było podczas wielkich eventów w Pekinie i Szanghaju z udziałem ambasadorów La Liga, czyli Fernando Morientesa i Gaizki Mendiety. Nie jest też tajemnicą, że pora rozgrywania meczu (16.15) była dopasowana do transmisji w Chinach i Indiach, przez co meczu na żywo nie mogli zobaczyć kibice w Anglii. Podobnie dzieje się już od kilku lat - ligi włoska i hiszpańska rozgrywają mecze w niedzielne południa. 

Przejmowanie europejskich klubów to sposób na łączenie Zachodu z chińskim rynkiem. Jeszcze do niedawna potęgom z Anglii, Włoch czy Hiszpanii płacono, by przyjeżdżały na azjatyckie tournee. Od 2009 r. aż czterokrotnie mecz o Superpuchar Włoch rozegrano w Pekinie. Pozyskiwanie udziałów w klubach to także sposób na branding własnych i partnerskich produktów, zamiast słonych opłat za pakiety sponsorskie. Nowo budowany stadion Atletico Madryt na 67 tysięcy miejsc nosić będzie nazwę Wanda Metropolitano

Prawa mediowe kluczem do sukcesu

Chińskie inwestycje w ostatnim czasie to nie tylko przejęcia klubów piłkarskich. Azjatyckie mocarstwo myśli o organizacji największych sportowych imprez, a wiemy już, że będzie gościć uczestników zimowych igrzysk olimpijskich w 2022 r. Wspomniany już gigant Wanda przeznaczył ponad 1,2 mld dolarów na przejęcie jednego z liderów rynku agencji mediowych na świecie, czyli szwajcarskiej firmy Infront. Przedstawiciele inwestora nie ukrywali, że pozyskanie oficjalnego partnera FIFA, z olbrzymią bazą know how, a przede wszystkim rozległym portfolio praw mediowych ma pomóc w ściąganiu do Chin najbardziej eksponowanych eventów. Konsorcjum złożone ze znanych na azjatyckim rynku firm Baofeng i Everbright pozyskało ponad 65% udziałów jednego z bardziej znaczących konkurentów Infrontu, czyli MP & Silva. Zdobywająca stopniowo światowy rynek e-commerce firma Alibaba została za to partnerem kolejnych 6 igrzysk olimpijskich, co kosztowało ją 600 milionów dolarów. Chińczycy stawiają więc na przejęcia i długoletnie partnerstwa. Skromnie wygląda przy tym partnerstwo firmy HiSense przy UEFA Euro 2016, które kosztowało ją zaledwie... 50 milionów euro. 

Federacja mówi: dość 

Transfery do Chinese Super League takich zawodników jak Hulk, Witsel, Tevez czy Oscar wywołały poruszenie nie tylko w zachodnich mediach. Po transferze tego ostatniego Chińska Federacja Piłkarska postanowiła zaostrzyć przepisy dotyczące gry obcokrajowców. Nie pozostawiono wątpliwości: przyjezdni "stanowią finansowe obciążenia dla klubów i zabierają szanse miejscowym zawodnikom".  Z pięciu do czterech zmniejszono liczbę zagranicznych piłkarzy w pierwszej drużynie, a trzech będzie mogło przebywać na boisku w tym samym czasie. Dodatkowo w pierwszej jedenastce będzie musiał znaleźć się minimum jeden chiński piłkarz poniżej 23. roku życia. Nowe regulacje wejdą w życie już w marcu 2017. 

Marzenia o Mundialu 

Czy te wszystkie inwestycje dźwigną chińską reprezentację, która w rankingu FIFA zajmuje 81. miejsce? Jak zwykle zmiany dobre dla biznesu nie zawsze, a nawet rzadko przekładają się na sport, przynajmniej w krótkim terminie. Chińskie władze zapowiedziały, że do 2050 r. powinna powstać drużyna zdolna wygrać mistrzostwa świata. Eksperci są podzieleni: Arsene Wenger ostrzega, że kulturę piłkarską kształtuje się długo, a były selekcjoner Anglików, Sven Goeran Eriksson entuzjastycznie zapowiada - Chińczycy mogą zdobyć mistrzostwo w ciągu 10 lat! Pierwszy krok ku chwale został już postawiony. Selekcjonerem reprezentacji został Marcello Lippi, który znak już smak zwycięstwa w najważniejszym piłkarskim turnieju, a w Chinach pracuje z sukcesami od 2012 r. 

O autorze 

Waldemar Gojtowski - dziś sport business project director w Grupie Onet-RAS Polska, w przeszłości m.in. tworzył od podstaw cyfrowe kanały komunikacji piłkarskiej Ekstraklasy. 

Więcej tekstów autora można znaleźć pod adresem sportlab.blog.  
powrót » do góry » drukuj wyślij link komentarze (0) dodaj komentarz
© 2010-2017 SPORTMARKETING.PL. All rights reserved.