Wywiady
Georgiew: - Sztuką jest prezentować siebie w interesujący sposób
5. marca 2016
autor: Jacek Łosak
Promowanie własnej osoby, budowanie spójnego i ciekawego wizerunku, to dziś nieodzowny element zawodowego sportu. Jak jednak zacząć pracę nad własną marką w sporcie?


Po raz drugi Jacek Łosak z MMAbiznes.pl przepytał Franciszka Georgiewa, założyciela agencji Social Tigers, pracującej między innymi dla UFC, który przedstawi swoje spojrzenie na to zagadnienie, skupiając się oczywiście na mediach społecznościowych.

- W naszej ostatniej rozmowie poruszyliśmy kwestię promowania i budowania wizerunku organizacji MMA w Polsce. Tym razem skupmy się na zawodnikach. Nie jednak na tych najbardziej znanych, ale na tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę ze sportami walki. Chciałbym Cię zapytać o najlepsze kanały komunikacyjne w mediach społecznościowych, z których tacy ludzie powinni korzystać? Mówię tu oczywiście o osobach, które we własnym zakresie chciałyby zacząć promować swoje nazwisko.

- Jeśli chodzi o polski rynek, fani sportów walki są przede wszystkim na Facebooku. Dopiero w drugiej kolejności znajdują się na Instagramie. Ich aktywność w pozostałych mediach społecznościowych jest znikoma. Wybór jest zatem dość naturalny, tym bardziej, że oba te podmioty należą do jednej firmy, która pomimo bezlitosnego upływu lat nieustannie się rozwija, zachowując pozycję niekwestionowanego lidera.

Nie widziałem jeszcze w Polsce starannie prowadzonego Twittera zawodnika i moim zdaniem nie ma tam stosownej publiki, jeśli nie planujemy w najbliższym czasie przeprowadzki do USA. Twitter przechodzi teraz próbę ponownego rozpędzenia się, ponieważ w ostatnich miesiącach użytkownicy zaczynają stopniowo się od niego odwracać.

Uwaga na pułapkę YouTube’a. O wiele ciężej buduje się tam teraz ruch, ze względu na drastyczne cięcia zasięgów linków z tego portalu przez Facebooka. Jeśli nie możemy liczyć na współpracę mediów branżowych, które wypromują nasze materiały, zdecydowanie poleciłbym tu skorzystanie z Facebook Video, które przy okazji wzmocni nasz fanpage.

Warty wzmianki jest Snapchat, który pokonuje podobną drogę, co Instagram dwa lata temu. Ma mnóstwo zalet i na pewno jest tutaj miejsce dla kilku spontanicznych i przebojowych zawodników, którzy mogliby rozwinąć skrzydła w tej aplikacji. Ale punktem wyjściowym zdecydowanie uczyniłbym Facebooka, ewentualnie łącząc go z Instagramem dla tych bardziej swobodnie poruszających się po mobilnym internecie.

- Jak wyglądałaby strategia obecności w mediach społecznościowych dla przebijającego się od zera zawodnika?

- Życie zawodnika jest dość ciekawe i można je pokazać w atrakcyjny sposób. Zainwestowałbym w telefon z dobrym aparatem i pokazał trochę więcej swojego codziennego życia, wchodząc w interakcje z fanami, którzy będą się pod tymi wpisami udzielać. Dajmy im poczucie, że nas dobrze znają. To ośmieli kolejne osoby, a na początku każdy fan jest na wagę złota. Rok takiej pracy i kilka sukcesów sportowych sprawią, że zrobi się ich naprawdę sporo, a wartość zawodnika dla organizatora i sponsorów wzrośnie.

Pomysłów na treści jest mnóstwo, możemy łączyć zdjęcia, filmy i tekst w dowolny sposób, pokazując przygotowania, łącząc się z bardziej znanymi profilami, przekazując swoje emocje i zapoznając ludzi z ciężką pracą sportowca. Życie fightera jest ciekawe i nie musimy być mistrzem UFC, żeby to pokazać. W innych dyscyplinach jest mnóstwo amatorskich blogów, które zyskują ogromną popularność - a ci ludzie nigdy nie zarobili złotówki ze stricte sportowego występu. Zawodowi sportowcy mogliby się od nich wiele nauczyć. Ich autentyczność i dobry kontakt z publiką powodują, że rośnie liczba interakcji, a dzięki nim wzrasta wirusowo zasięg publikowanych treści.

Mając trochę więcej czasu, warto pojawić się na Instagramie. Nauczymy się tam robić lepsze zdjęcia, mówić obrazem, dotrzemy do nowych osób i zbudujemy wśród nich świadomość tego, co robimy i kim jesteśmy. Nie ma nic złego w śledzeniu osób, które śledzą innych zawodników i zobaczenia, który z nich to odwzajemni. Za miesiąc nikt o tej krępującej taktyce nie będzie pamiętał, a zbudujemy bazę ludzi, którzy naprawdę się z nami zwiążą. Oprócz wykorzystania mechanizmu „Follow4Follow”, nie bójmy się popularnych hashtagów, które ściągną dodatkowy, bardziej przypadkowy ruch na nasz profil. Zdjęcia na Instagrama są dość spontaniczne i takich treści oczekują odbiorcy - to świetny poligon doświadczalny.

Cieszy mnie to, że polscy zawodnicy się przełamali i naprawdę zaczynają czuć swobodę w prowadzeniu swoich fanpage’y. Nadal znajduje się grupa konserwatystów, którzy krytykują wyjście do ludzi i autopromocję. Elementem strategii obecności w mediach społecznościowych powinno być całkowite zignorowanie ich głosu. To ich wewnętrzny problem, który nie powinien nas w ogóle zajmować. Oglądanie się na nich może jedynie skrócić i utrudnić naszą karierę, która nie będzie przecież trwać wiecznie.

- Czy możesz powiedzieć więcej o tym, jakie informacje podawać swoim fanom?

- Sęk w tym, że fanów nie do końca interesują informacje. Pomimo pozytywnej zmiany, o której wspomniałem, wielu zawodników wciąż uważa, że skoro ma trzy miesiące bez walki, to w tym czasie na Facebooku nie musi pojawiać się nic, bo przecież nie było ważenia, wywiadu, walki. Popularność Snapchata uczy, że im mniej reżyserowana, a bardziej spontaniczna jest treść, tym lepiej. Dlatego tak fajnie oglądało się materiały Ankosiaków z Tajlandii. Trochę słońca i dobrej atmosfery i od razu mocniej otworzyli się na fanów, prezentując coś naprawdę fajnego i godnego zazdrości. Przyjaźń, podróże, sprawność, duch drużynowy - to woda na młyn w social media.

Sztuką jest prezentować siebie w interesujący sposób, jako ciekawą osobistość. Warto wybrać jeden czy dwa kluczowe przekazy i na nich budować swoją popularność. Można postawić tutaj na pokazywanie sprawności i trudów przygotowań (Janikowski), żartobliwość (Chalidow), bycie ambasadorem mocnego teamu (Mańkowski), komunikowanie pewności siebie (Bedorf), dzielenie się rożnymi przemyśleniami, format wideo (Jewtuszko), lifestyle (Jędrzejczyk), wizerunek playboya (Kułak), kontrowersje (Różalski). To są zawodnicy, którzy wiążą z sobą fanów i elektryzują publiczność.

Zobaczcie na Instagram McGregora i DosAnjosa i porównajcie stylistykę ich wpisów - ten kontrast pokazuje, jak różnie można pokazać dwóch zawodników tego samego sportu. Mógłbym podać dziesiątki takich przeciwieństw, ale popatrzcie sami i zobaczcie, którzy z Waszych ulubionych zawodników kupili Was swoim konsekwentnym przekazem.

- Jak oceniasz świadomość zawodników w zakresie budowania własnej marki? Czy myślisz, że mają świadomość tego, że w sporcie zawodowym nie wystarczy już tylko być dobrym sportowo, ale również należy dbać o aspekt promocyjny, wizerunkowy, i że to od nich samych w dużym stopniu zależy, czy i jak dużo będą w przyszłości zarabiać?

- Zawodnicy moim zdaniem opierają się głownie na naśladownictwie. Główną inspiracją w Polsce wydaje się być Asia Jędrzejczyk. Ważnym punktem odniesienia wydaje się być też Conor McGregor, ale w nieco inny sposób. On przesunął granicę tak daleko, że zawodnicy naturalnie przesunęli się nieco w kierunku silniejszej autopromocji. Przypominam, że to ten sam zawodnik, który walczył z Kornikiem i nie był nawet zdecydowanym faworytem. Świetny produkt marketingowy. Artur chyba poczuł w klatce, że to taki sam człowiek jak on i nie widzi przeciwwskazań, żeby wyjść do fanów równie intensywnie.

Pewna świadomość tego, jak ważna jest promocja zaczyna się już rodzić. Ale pełen potencjał wykorzystała chyba tylko Joanna Jędrzejczyk, która zamiast narzekać, że jej walki nie są transmitowana, zbudowała swoją pozycję w social media, uzyskując mocne argumenty w rozmowach ze sponsorami. Dzisiaj połączenie wyników sportowych i dużej maszyny marketingowe we własnych rękach - profile na Facebooku i Instagramie - pozwoliły jej w ciągu dwóch lat pokonać drogę z osoby dokładającej do sportu, do jednej z 50 najbogatszych sportowców w naszym kraju. Jak widać piłkarze też są do prześcignięcia.

Mam nadzieję, że za Jędrzejczyk, Sowińskim, Materlą, Bedorfem, Heldem pójdą niedługo inni. Wiele osób już zanurzyło palec w wodzie, nie ma się co dłużej przymierzać.

- Wyobraźmy sobie zatem, że czyta to jeden z młodych zawodników lub menadżer, który zastanawia się jak ograć swojego podopiecznego w social mediach. Co byś im powiedział na zakończenie?

- Po pierwsze, cokolwiek robisz, zrób z tego styl życia i komunikuj go konsekwentnie otoczeniu. W innym wypadku ktoś bardziej przebojowy zajmie Twoje miejsce na rozpisce dużej gali. Walki za mniejsze pieniądze, przed ludźmi, którzy nie wiedzą, kim jesteś - taki jest często los osób, które rezygnują z promocji.

Po drugie, chciałbym podkreślić znaczenie wytrwałości w prowadzeniu mediów społecznościowych. Na początku wszystko ledwo zipie, wygląda źle, brzmi sztucznie. Obawiamy się krytyki, a przede wszystkim braku reakcji odbiorców. Social media to maraton, w którym z każdym kilometrem jesteśmy silniejsi. Spróbujcie dobiec do dziesiątego kilometra, a wątpliwości znikną, zastąpione przez stały dopływ poczucia siły i motywacji.

 

powrót » do góry » drukuj wyślij link komentarze (0) dodaj komentarz
© 2010-2019 SPORTMARKETING.PL. All rights reserved.