Artykuły
W(t)orek z butami (02)
29. lipca 2015
autor: Kamil Freliga
Trudno o lepsze miejsce dla rozwoju marketingu, także tego sportowego, od Stanów Zjednoczonych.


Ludzie odpowiedzialni za reklamę i przekonanie mających szereg swoich sportów narodowych Amerykanów do tak europejskiej gry, jaką jest futbol, wykonują świetną robotę.

Duże i liczne bandy reklamowe na ikonicznych dla kraju stadionach, nowa identyfikacja wizualna całej Major League Soccer (innowacyjny system dostosowywania kolorystyki logo do barw klubu), czapeczki i inne tego typu gadżety, czy w końcu ściąganie do kraju gwiazd coraz większego kalibru - to wszystko sprzyja kreowaniu mody na futbol i wykorzystywaniu tej mody.

O wiele więcej dla amerykańskiej piłki zrobili jednak zawodnicy New York City i Orlando City FC na samej murawie. Fantastyczny mecz, łącznie 8 bramek, zwroty akcji, słupki, szalona gra. Paradoksalnie najlepszym marketingowym chwytem okazało się stawianie na ofensywę, gubienie krycia, odpuszczanie środka pola (spowodowane np. ściąganiem Giovinco do ataku i... Perquisa do obrony). Amerykanie kochają show i show w niemal każdej kolejce dostają. Nadal niski poziom piłkarski nie przeszkadza ani kibicom, ani mnie.

Większą wagę przykładają do niego Niemcy. Mimo tego wczorajszy mecz na zapleczu Bundesligi między Freiburgiem a 1.FC Nurnberg skończył się wynikiem 6:3. Ekstraklasa naszych zachodnich sąsiadów przoduje w Europie pod względem liczby strzelonych bramek na mecz.

W obu krajach, o których wyżej piszę, frekwencja na stadionach może zachwycać. W czasach, w których każdy klub ma swoją aplikację na smartfony, nadal dla tysięcy ludzi najważniejsza jest jednak piłka w siatce.

*

Niebezpiecznie zrobiło się w MLS pod względem strojów. Przeglądając zestawienia wszystkich koszulek na obecny (czy np. poprzedni) sezon, stwierdziłem, że wszystkie trykoty prezentują się świetnie. Ten wysoki poziom projektowy osiągnęła jednak tylko jedna firma - adidas. Już absolutna dominacja Nike i adidasa bardzo mnie niepokoi, a co dopiero monopol firmy Dasslera.

Pracownicy niemieckiego producenta nie musieli się wysilać przy projektowaniu fontów dla poszczególnych klubów. MLS reguluje bowiem kwestię wyglądy nazwisk i numerów na koszulkach. Podobnie jak w przypadku Premier League regulacje te są na tyle udane, że stają się powoli jednym z symboli ligi. Podobny zabieg stosuje oczywiście nasza ekstraklasa, ale używany u nas font jest tak... zwyczajny, oczywisty, że w przypadku 16 klubów po prostu nudzi. Przed kolejnym sezonem warto byłoby pomyśleć o zmianach na tym polu albo o oddaniu sprawy w ręce klubów. Legia od roku pokazuje, że można własny krój pisma wykorzystywać w kampaniach promocyjnych.

*

Kapitalne są krążące po sieci filmiki z treningów Zenita z Hulkiem w roli głównej. Mizuno powinno robić wszystko, by utrzymać tego piłkarza w roli ambasadora, bo drugiego z gwiazdorów Morelii - Lazara Markovica - Brazylijczyk mógłby po prostu zdmuchnąć.



*
Ronaldinho został piłkarzem Fluminense. Płaconych genialnemu pomocnikowi pieniędzy raczej w Rio żałować nie będą. Przy R10 rozwijać się będzie młodzież (na jakiś trening ten tancerz przyjść przecież musi), klub zyska rozgłos, kibice Flamengo obiekt do gwizdów, a Fred dostanie kilka genialnych piłek. Co więcej, po wpisaniu nazwy zespołu w wyszukiwarce na ebay-u, na samym szczycie listy pokazała się już koszulka Ronaldinho z 10 na plecach. Dodam, że było to kilka godzin po ogłoszeniu transferu. Na sprzedaży meczówek Nense zarobi więc na pewno. Co ciekawe, zdecydowana większość pozostałych trykotów z nazwiskiem z tyłu to koszulki wspomnianego Freda.



*
Juventus wreszcie zagrał w strojach adidasa. Od dawna mam wrażenie, że niemiecka firma znana z pasków niespecjalnie radzi sobie z koszulkami w... paski. W udanych projektach „pasiaków” nie przeszkadza sam znak rozpoznawczy producenta, a duże panele, na których ów potrójny znak jest naszywany. Na zbliżające się Euro 2016 adidas przygotowuje stroje z trzema paskami po bokach koszulki (patent znany z koszykówki, siatkówki, boksu), co znacznie odświeży ofertę firmy.


*

O jednym właścicielu Eurosportu przeczytacie na stronie. Ja ten legendarny już kanał, któremu dostaje się za realizację meczów Ekstraklasy, wezmę w obronę. Dzięki Eurosportowi dostęp do naszej ligi, jak i zresztą piłki na najwyższym poziomie (Bundesliga, rozgrywki juniorskie itd) ma cała rzesza mniej zamożnych odbiorców, których nie stać na nc+. Tę rolę kanału należy docenić. Nie twierdzę, że wymaganie profesjonalizmu od telewizji sportowej jest nadużyciem. Pamiętam jednak, że sam psioczyłem na brak HD w Orange Sport, (w niektórych meczach 1 Ligi nie było nawet widać linii na boisku), by oglądać potem ostatnie wydanie Sport Raportu 24 ze szklanymi oczami.

*

Co nowego w strojach? Na wielkie wyróżnienie zasługują dwie firmy. Pierwsza to znane w Polsce Jako, które od lat wykonuje świetną robotę dla Hannoveru. Tym razem także nie zawiodło, robiąc klasyczną pierwszą koszulką i niemal futurystyczną drugą. Szkoda, że nie zagra już w niej kapitan Lars Stindl.


Jeszcze lepiej Jako spisało się w przypadku dopiero co podpisanych kontraktów. Powrót po wielu sezonach do Karlsruhe przyniósł pechowym przegranym barażów o Bundesligę bardzo ciekawie ułożone niebieskie pasy na białym trykocie. Całość zachwyca. Ten sam układ pasów stał się inspiracją dla trzeciego trykotu, który w przypadku KSC zawsze mnie urzekał. Żółto-czerwone wstawki na czarnej koszulce także robią wrażenie.

W absolutną klasykę Jako poszło natomiast w przypadku pierwszego podejścia do beniaminka Bundesligi z Darmstadt. Białe fleur-de-lis na piersi i dyskretne na dolnej części koszulki, nienachalne logotypy sponsora i samego partnera technicznego, i jeden z najładniejszych kołnierzyków jakie widziałem od dawna tworzą z domowego trykotu Darmstadt majstersztyk. Szkoda, że Jako nie wykorzystało tych pomysłów przy wyjazdówce. Dobre rozwiązania się nie nudzą.

Drugą firmą, którą chciałbym wyróżnić, jest Carbrini. Brytyjski producent zachwycił strojami dla trzecioligowca z Walsall. Zwróćcie uwagę na przepiękny kołnierzyk (tym razem na szczęście ten sam dla obu kompletów), niespotykany wcześniej design, ale też na to, jak te biało-niebieskie koszulki leżą na angielskich piłkarzach.

 

*

Przyzwyczaiłem się już na tyle do Kataru na koszulkach Barcelony, że przy pierwszym spojrzeniu na wyjazdowe stroje Al-Ahli od Pumy od razu nasunęło mi się skojarzenie z bramkarskimi strojami „Dumy Katalonii”. Sam klub z Arabii Saudyjskiej może pochwalić się chyba najładniejszymi trykotami w całej Azji. Brawo Puma.
 

*

Czwartoligowy Widzew Łódź znalazł sponsora na koszulki. Niewykluczone, że na strojach nadal dostarczanych przez hiszpańską markę Gedo pojawi się nawet więcej, niż jeden sponsorski logotyp. Co na to pokazujący się do niedawna Europie Śląsk Wrocław?

*

Od dziesięciu lat Kevin Kuranyi gra w klubach mających niebiesko-białe barwy. Kolejnym przystankiem w karierze urodzonego w Brazylii Niemca będzie Hoffenheim, którego stroje (kolorów można się domyślić) robią wrażenie od podpisania kontraktu z Lotto. Włoscy projektanci znaleźli genialne rozwiązanie problemu z nietypowym kształtem logotypu koszulkowego sponsora - firmy SAP. Zainspirowano się klubowym herbem, który także opiera się na ukośnej linii. Dzięki temu logo SAP (czworobok ze ściętą prawą krawędzią) nie psuje koszulek Wieśniaków, a idealnie się w nie wpasowuje. To, że fakt ten robi różnicę łatwo dostrzec porównując domowe trykoty z wyjazdowymi, trzecimi, czy bramkarskimi. A ponieważ mamy czasy, w których stroje bez sponsorów są już rzadkością producenci powinni pójść śladami Lotto i próbować jak najbardziej zespalać i ten element trykotu z całą resztą.

powrót » do góry » drukuj wyślij link komentarze (0) dodaj komentarz
© 2010-2019 SPORTMARKETING.PL. All rights reserved.